Warszawa: Zakaz palenia w lokalach

Od dzisiaj popielniczki znikają ze stolików, a pojawiają się na dworze – to efekt nowej ustawy antynikotynowej. Właściciele stołecznych lokali boją się, że stracą klientów.

To był ostatni weekend, kiedy w większości pubów i restauracji można było palić tytoń. Przepisy wchodzącej dziś w życie ustawy antynikotynowej zabraniają palenia w lokalach poza specjalnie wydzielonymi, odizolowanymi od reszty salami. W knajpach były tłumy, na „ostatniego legalnego dymka” wybrały się dziesiątki tysięcy warszawiaków.

W nieoficjalnych rozmowach właściciele lokali nie są już tak oszczędni w słowach. – Ta ustawa to kompletna bzdura – mówi jeden z nich. – Każą nam robić specjalne wentylacje, przebudowywać lokale, tylko dlaczego mamy płacić za to z własnej kieszeni? Jeśli chciałbym wprowadzić salę dla palących, musiałbym zapłacić ok. 20 tys. zł. Dlaczego nie mogą się do tego dołożyć koncerny tytoniowe?

– Trzeba być kompletnie oderwanym od rzeczywistości, żeby zakazać palić w miejscach, do których ludzie przychodzą na piwko i papierosa – słyszymy w popularnym warszawskim pubie. – Boję się, że skończy się to tak, że ludzie będą woleli napić się piwa w domu, bo nie będą musieli wychodzić na dymka na dwór.

Pracownicy pubów mają na ten temat akurat odwrotne zdanie. – Po ośmiu godzinach spędzonych w zadymionym pomieszczeniu wracam do domu przesiąknięta zapachem nikotyny – żali się Ania, barmanka w jednym z pubów. – Teraz przynajmniej nie będę musiała po pracy od razu zmieniać ubrania.

Lokale, które wprowadzają zakaz palenia, mogą liczyć na to, że niepalący, którzy dotychczas zostawali w domu, zajmą miejsca palących.

– W zeszłym roku OBOP zrobił sondaż, z którego wynika, że ok. 40 proc. niepalących nie chodzi do pubów i restauracji właśnie dlatego, że nie lubi dymu – tłumaczy koordynatorka projektu „Lokal bez papierosa” Magdalena Petryniak. – Gdy podobny zakaz wszedł w Nowej Zelandii, liczba niepalących odwiedzających lokale wzrosła z 33 proc. do 49 proc. Szansą jest też panująca w stolicy moda na restauracje dla niepalących. Lokale bez dymu niemal pękają w szwach.

– Podczas telefonicznej rezerwacji miejsc ludzie często pytają, czy można u nas palić – opowiada Barbara Rogozińska, szefowa restauracji Green Patio przy ul. Nowogrodzkiej. – Gdy mówimy, że nie, zazwyczaj decydują się przyjść.

Przyciąga ich czystość i świeży zapach, który nie przeszkadza przy jedzeniu. – Przecież nawet jeśli wietrzymy pomieszczenie, to tytoń pozostawia w nim nieprzyjemny zaduch, którego ciężko się pozbyć – mówi Barbara Rogozińska.

źródło: zw.com.pl

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *