Restrykcyjne przepisy wizowe powodują straty i hamują rozwój irlandzkiej turystyki krajowej – stwierdzili 14 lutego 2010 roku przedstawiciele firm oferujących wycieczki autokarowe. Gerry Mullins, dyrektor generalny CTTC (Turystyki Autokarowej i Rady Transportu), uznał, że obecne przepisy nie są adekwatne do rzeczywistości. – W przeszłości, turyści z Azji nie byliby problemem, ze względu na ubóstwo, a także brak możliwości wyjazdu z ojczyzny. Dziś jednak miliony Chińczyków aktywnie podróżują i niejednokrotnie są od nas bogatsi. Również obcokrajowcy z Indii czy Rosji mogą mieć problem z wjazdem do naszego kraju z powodu dziwnego i głupiego systemu – dodał. Jeżeli osoba z Chin będzie starać się o wizę turystyczną do Irlandii, musi dostarczyć oświadczenie z banku o pobieraniu wynagrodzenia przez pół roku oraz list polecający od osoby, u której chce się zatrzymać, zawierający potwierdzenie woli wspierania jej podczas wizyty.
– Czy potrafią Państwo sobie wyobrazić rezerwację pokoju w hotelu w Dublinie, podczas której pytacie recepcjonistę, czy hotel zechce wystawić wam referencje na czas wizyty? – zapytał retorycznie Mullins. Stwierdził również, że dochody członków jego organizacji spadły o jedną czwartą w 2009, a kolejny rok nie zapowiada się lepiej. Irlandia potrzebuje nowych rynków zbytu, gdyż dotychczasowe (Unia Europejska, Wielka Brytania i USA) zostały dotknięte kryzysem.
Gerry Mullins zastanawiał się także, w jakim celu Irlandia była promowana w Chinach, jeśli nadal obowiązują tak restrykcyjne przepisy wizowe. Jeden z członków CTTC rozmawiał z agentem podróży z Indonezji, który zapewnił, że byłby w stanie sprzedać 1000 czterdziestoosobowych zorganizowanych wycieczek do Irlandii rocznie, jeśli tylko wjazd byłby łatwiejszy. – To stanowi równowartość 200 dób hotelowych, które nam umknęły. Ten prosty przykład pokazuje, ile kosztuje nas obecna polityka rządu – dodał Mullins.
Opracowała: Sandra Cecota



