Jego zdaniem, włazy mogłyby być atrakcją turystyczną, jak to się dzieje w innych polskich miastach.
– Ludzie mają skłonności do chodzenia ze wzrokiem wbitym w ziemię. Można to wykorzystać, by podsunąć im łódzkie treści – tłumaczy. – Wystarczy spojrzeć na włazy w Budapeszcie. To prawdziwe dzieła sztuki. Każdy jest inny – zachwyca się przewodnik.
Na podobny pomysł wpadło już kilka polskich miast. We Wrocławiu można spotkać włazy z fragmentami Listu do Koryntian, w Kudowie część włazów jest kolorowa. Nad morzem włazy mają linię brzegową i muszelki, w Bielsku-Białej – najwyższe szczyty. Ciekawe włazy ma Częstochowa- wiele zostało ufundowanych przez pielgrzymów.
Henryk Gałkowski, dyrektor ds. promocji i handlu w firmie Ekopol Opolski, która produkuje włazy, przyznaje, że w ostatnich kilku latach popularność ozdobnych pokryw wzrasta. – W poprzednim systemie nie było mowy o takich fanaberiach, teraz każdy samorząd chce, by centrum miasta wyglądało jak najlepiej. Ale rady miejskie nie zawsze chcą dawać pieniądze – tłumaczy.
W Łodzi jest około 28 tys. włazów do studzienek kanalizacyjnych. Rocznie na nowe wymienianych jest około tysiąca. Wykonanie modelu to koszt około 1 – 2 tys. złotych. Przy zakupie tysiąca sztuk, czyli rocznego zapasu dla Łodzi, cena wzrasta raptem o 1-2 zł za sztukę.
Marek Wilczak, rzecznik prasowy Zakładu Wodociągów i Kanalizacji, uważa, że to świetny pomysł, zwłaszcza na reprezentacyjnych ulicach Łodzi. Obawia się jednak o koszty inwestycji.
– Zamontowaliśmy kilkanaście okolicznościowych włazów na 75- i 80-lecie ZWIK, m.in. przed katedrą. Ale były dużo droższe niż tradycyjne.
Stare włazy niedługo znikną. Przy okazji remontu wodociągów pojawiają się nowe, z łódką i unijnymi gwiazdkami.
– Promują miasto, bo w centrum, zamiast nazwy firmy, mają herb Łodzi – zapewnia Renata Borkowska-Kubiak, rzecznik prasowy Łódzkiej Spółki Infrastrukturalnej.



