
Raporty z oficjalnych źródeł tajlandzkich i Bloomberga sugerują, że do tej pory otrzymano około 400 wniosków lub deklaracji od osób zainteresowanych 10- letnimi wizami LTR (Long Term Residence).
Prawie połowa wniosków od czasu uruchomienia programu 1 września pochodziła ze Stanów Zjednoczonych, Chin i Wielkiej Brytanii, a główną grupą wiekową byli emeryci. W przypadku, gdy mają skończone co najmniej 50 lat, proces składania wniosku o LTR jest prosty – zasadniczo musza tylko udowodnić regularne dochody w wysokości co najmniej 80 tys. bahtów (dwóch tysięcy funtów) miesięcznie. Cześć korzyści z LTR pokrywa się z popularną wśród emerytów wizą Elite, w tym szybką ścieżką na lotniskach. Ale tylko LTR oferuje zwolnienie z 90-dniowej odprawy imigracyjnej i cyfrowego zezwolenia na pracę.
Dla pracowników zagranicznych kluczową korzyścią z LTR są z kolei ulgi podatkowe z tytułu zatrudnienia w Tajlandii – standardowe 17 proc., z których korzystają osoby o wysokich zarobkach – zwolnienie z podatku od większości dochodów z zagranicy oraz zniesienie starej zasady pozwoleń na pracę, która wymagała proporcji czterech pracowników z Tajlandii na jednego wysoko wykwalifikowanego obcokrajowca. Jednak co najmniej 1600 obcokrajowców zapisało się już na czteroletnią wizę Smart, wprowadzoną w 2018 roku, która nie wymaga nawet pozwolenia na pracę.
Cyfrowi nomadzi lub pracownicy zdalni to kolejna grupa docelowa dla LTR, ale w tym wypadku wymagane jest od nich posiadanie pisemnych umów z pracodawcami, których wielu freelancerów nie ma, a zazwyczaj nie chce mieć. Jest prawdopodobne, że wielu nomadów nadal będzie polegać na tajskich wizach turystycznych lub wybiorą kraje z mniejszą liczbą przeszkód biurokratycznych i bardziej konkretnymi korzyściami, takimi jak drugi paszport lub zwolnienie z płacenia podatków.



