Kto ostrzega turystę?

Turyści
Fot. Bernie Almanzar / Unsplash

Czy turysta powinien opierać decyzję o podróży wyłącznie na ostrzeżeniu wydanym przez rząd własnego kraju? W świecie coraz częstszych kryzysów geopolitycznych, konfliktów, zamachów i katastrof naturalnych pytanie to staje się coraz ważniejsze dla całej branży turystycznej.

Ostrzeżenia podróżne są potrzebne. Informują o terroryzmie, przestępczości, porwaniach, niepokojach społecznych czy zagrożeniach naturalnych. Problem pojawia się wtedy, gdy ocena dotycząca konkretnego regionu zaczyna funkcjonować w świadomości turysty jako ocena całego państwa.

Dobrym przykładem jest Meksyk. Amerykański Departament Stanu utrzymuje dla całego kraju poziom 2 – „Exercise Increased Caution”, ale szczegółowa mapa pokazuje ogromne różnice. Jukatan i Campeche znajdują się na poziomie 1, podczas gdy w części innych stanów obowiązuje poziom 3.

Podobnie wygląda sytuacja w innych państwach. Belgia ma obecnie poziom 2 ze względu m.in. na terroryzm, przestępczość i niepokoje społeczne, podczas gdy na Bahamach ten sam poziom związany jest przede wszystkim z przestępczością. Sam numer poziomu nie mówi więc wszystkiego o rzeczywistym charakterze zagrożenia.

Ostrzeżenie może zmienić decyzję o podróży

Dla destynacji konsekwencje mogą być bardzo realne. Nagłówek „ostrzeżenie przed podróżą do Meksyku” może obiec świat w ciągu kilku godzin, podczas gdy szczegółowy komunikat dotyczy konkretnego stanu, miasta, drogi czy rodzaju podróży.

W efekcie koszt ostrzeżenia mogą ponosić hotelarze, restauratorzy, przewodnicy i lokalne firmy znajdujące się setki kilometrów od rzeczywistego zagrożenia.

Nie oznacza to oczywiście, że ostrzeżenia powinny być łagodniejsze. Powinny być natomiast możliwie precyzyjne i łatwe do właściwego zinterpretowania.

Czy turystyka nie potrzebuje więc własnego, niezależnego systemu oceny ryzyka?

Druga opinia dla turysty

Nie chodzi o zastąpienie ostrzeżeń rządowych, lecz o stworzenie drugiej, międzynarodowej opinii, przygotowywanej z perspektywy podróżnego.

UN Tourism lub WTTC, we współpracy z ekspertami ds. bezpieczeństwa, ubezpieczeń, zdrowia, transportu i zarządzania destynacjami, mogłyby stworzyć przejrzystą metodologię oceny ryzyka.

Taka ocena powinna rozróżniać kraj, region, miasto i konkretną strefę turystyczną, a także wskazywać, jakiego rodzaju zagrożenie dotyczy odwiedzających.

System musiałby być całkowicie niezależny, oparty na publicznej metodologii i regularnie aktualizowany. Nie powinien służyć poprawianiu wizerunku niebezpiecznych miejsc, lecz dostarczaniu turystom bardziej precyzyjnej informacji.

Turysta ma prawo wiedzieć, że istnieje zagrożenie. Ma również prawo wiedzieć dokładnie, gdzie ono występuje.

W świecie, w którym jeden komunikat może w kilka godzin zmienić decyzje tysięcy czy milionów podróżnych, niezależna i szczegółowa ocena ryzyka może stać się ważnym elementem odpowiedzialnej polityki turystycznej.

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *