
W 2005 roku „polski hydraulik” miał być we Francji symbolem zagrożenia ze strony taniej siły roboczej z Europy Środkowej. Polska postanowiła jednak odwrócić tę historię i wykorzystać ją do własnej promocji. Zamiast się tłumaczyć, zrobiła z hydraulika… bohatera kampanii turystycznej.
Na plakacie przystojny hydraulik przekonywał: „Ja zostaję w Polsce. To wy do nas przyjedźcie”. Prosty pomysł, odrobina humoru i odpowiednie wyczucie chwili przyniosły ogromny rozgłos – kampania wywołała setki publikacji w zagranicznych mediach.

Ale historia szybko doczekała się ciągu dalszego. Skoro hydraulik zadziałał, pojawiła się pielęgniarka. I właśnie wtedy komunikat kampanii zaczął nabierać nieco bardziej dwuznacznego charakteru.
Hydraulik zapraszał turystów. Pielęgniarka zaczęła zapraszać trochę bardziej osobiście.

Czy „polski hydraulik” był przykładem genialnego marketingu? I dlaczego podobny pomysł z pielęgniarką pokazał, że nawet dobry koncept można… dokręcić za mocno?
W najnowszym materiale Marek Traczyk przypomina jedną z najbardziej charakterystycznych historii promocji Polski i zastanawia się, czego możemy się z niej nauczyć dzisiaj.
Dobry marketingowiec, podobnie jak dobry hydraulik, powinien wiedzieć, kiedy przestać dokręcać śrubę.



