
Amsterdam coraz wyraźniej stawia na ograniczenie masowej turystyki, nawet jeśli oznacza to straty dla hoteli, restauracji i barów. Burmistrz Femke Halsema przekonuje, że dalszy wzrost liczby odwiedzających zagraża charakterowi miasta i jakości życia mieszkańców.
Jej zdaniem turystyka odpowiada za około 8 proc. dobrobytu Amsterdamu, a jej gospodarcze korzyści nie równoważą kosztów związanych z nadmiernym ruchem turystycznym.
W 2025 roku Amsterdam odwiedziło około 9,5 mln turystów, generując 23,7 mln noclegów. Bez kolejnych ograniczeń liczba odwiedzających może wzrosnąć nawet do 30 mln. Jednocześnie w 2024 roku miasto odnotowało około 14,4 mln jednodniowych wizyt – o 14 proc. więcej niż przed pandemią. Szczególnie mocno obciążone jest historyczne centrum. W sześciu dzielnicach turystyka przekracza już możliwości lokalnej infrastruktury, a sklepy nastawione na turystów stanowiły w 2025 roku 23 proc. wszystkich punktów handlowych w centrum, wobec 20 proc. pięć lat wcześniej.
Miasto zaostrza więc politykę wobec turystyki. Ograniczane są najmy krótkoterminowe, rozwój hoteli i rejsy po kanałach, a Amsterdam wprowadził również opłaty dla pasażerów rejsów jednodniowych i podnosi podatek turystyczny. Obecnie wynosi on 12,5 proc. ceny noclegu, a do 2030 roku ma wzrosnąć do 20 proc. W wybranych dzielnicach limit wynajmu mieszkań turystom został zmniejszony z 30 do 15 nocy rocznie.
Zaostrzenie kursu następuje mimo trudnej sytuacji części branży. Od początku 2026 roku upadłość ogłosiło co najmniej 55 firm z sektora gastronomii i hotelarstwa. Halsema uważa jednak, że słabsza branża turystyczna jest akceptowalnym kosztem ochrony miasta przed skutkami masowej turystyki. Amsterdam może tym samym stać się przykładem dla innych europejskich destynacji zmagających się z podobnym problemem.



