Konkurencja – także między gminami, czyli JAK SIĘ PRZEBIĆ

Coraz liczniejsze gminy i powiaty upatrują swoich szans rozwoju właśnie w turystyce. To bardzo cieszy. Inicjatorów otwarcia na turystykę gnębią jednak liczne wątpliwości. I jeśli pojawiają  się one, to też bardzo dobrze. Nie ma nic gorszego od postawy malkontenta (nam się nigdy nic nie udało i się nie uda)  ale chyba jeszcze gorszy jest słomiany zapał i publiczne głoszenie, że dziś zainwestowane  pieniądze zwrócą się z okładem…  już jutro.

Pierwsze i zasadnicze pytanie. "Jak się przebić w konkurencji".  Nie namawiam nikogo do korzystania z  łokci, już imć Zagłoba cenił wyżej fortel nad siłę pięści. Gdyby istniała  jedyna i  słuszna odpowiedź na to pytanie i gdyby wszyscy ją znali to…  "przebiliby się" wtedy wszyscy, czyli nikt. Przyznajmy- nie byłoby zbyt ciekawie. Nie wszyscy mogą stać w pierwszym rzędzie, na stosie folderów wszystkie też nie mogą leżeć na wierzchu.  Są  jednak pewne prawdy, z istnienia których warto zdawać sobie sprawę, by nie błądzić w ciemnościach, w których jak wiadomo, najłatwiej stracić portfel. Nie chodzi tu tylko o ostrzeżenie przed niebezpiecznym późnym poruszaniem się  po zakamarkach miast i miasteczek, ale także o to, by błądząc nie trwonić kas podatników, jakimi są środki  samorządowe.

Wszystko wie tylko burmistrz
Tak to niestety bywa, że najpełniejsze wiadomości o gminie zna jedynie burmistrz. On też tylko może odpowiedzieć na pytania dziennikarza i kontrahenta. I nie obejmuje to tylko, jak wskazuje praktyka,   spraw węzłowych. Gdy  zapytania dotyczą  podejmowania inwestycji,  planów,  trzeba poczekać na burmistrza, a on właśnie wyjechał. Urzędnicy mogą co najwyżej powiedzieć „która godzina”. 

Znaczna  część  już opublikowanych  materiałów informacyjnych (ale nie wszystkie) też jest w biurku burmistrza.  W podręcznym magazynku (którym dysponuje jedynie „głowa gminy”)  jest bogaty zbiór publikacji (nigdzie nie osiągalnych), którymi obdarowywani są co znamienitsi goście. Wychodzą tedy z gabinetu Głowy Gminy z folderami pt. „Przyjedź do  Iksowa”. Ta namowa nie jest im często potrzebna –  gdyż przecież już przyjechali.

Informacja o Iksowie w gminie
Nie jest tak źle, mówią niektórzy. Przecież pani Igrekowska w Urzędzie Gminy na III piętrze w podwórzu „ma w sprzedaży” w godzinach urzędowania plan lub informator gminy… Bywa jednak tak, że owa zacna i szanowana niewiasta   jest… chora, wyszła do lekarza, jest na naradzie, na  urlopie… A tu w kioskach, ani księgarniach, w kasie muzeum albo choćby w bibliotece materiału tego nie uświadczymy. Jeśli pani Igrekowska jest w pracy, to aby kupić  informator najpierw trzeba wejść do gmachu głównego Urzędu na III piętro i wpłacić w kasie 2 złote, czekając w kolejce z interesantami regulującymi "poważniejsze" należności wobec Gminy. Można też uiścić opłatę na poczcie stojąc w dość długiej kolejce. Amatorów tej drogi nabycia publikacji jest niewielu. Rodacy kiwają głowami, jeśli bardzo potrzebują materiału (córka pisze pracę dyplomową) odstoją swoje w kolejkach. Goście zagraniczni nic z tego nie rozumieją i jadą dalej "w inne kraje, gdzie są inne obyczaje".

A przecież  publikacja o gminie  powinna być szeroko dostępna we wszystkich instytucjach i sklepach z kwiaciarniami włącznie. Tak zresztą jest już w  niektórych  gminach. Informacji pisanej powinna towarzyszyć wizualna: tablice z mapami i planami, kierunkowskazy do instytucji i atrakcji turystycznych, gabloty. Powinno być to podane w sposób estetyczny a informacja musi być aktualna. Nie wystawia bowiem gminie najlepszego świadectwa, gdy turysta skuszony drogowskazem udaje się na stromą górę, by dowiedzieć się, że  propagowany zamek jest w trakcie wieloletniego remontu.

O Iksowie w ośrodku rozrządowym
Są takie miasta, przez które turysta z reguły przejeżdża udając się do konkretnej gminy. Znajdując się np. w Jeleniej Górze nie zawsze jest zdecydowany co wybrać: Karpacz, Szklarską Porębę, a może Piechowice czy Przesiekę. Na takiego turystę trzeba więc tutaj umiejętnie „zapolować”.  Propozycje powinny różnić się od innych (stąd wniosek, że należy wcześniej poznać zamierzenia sąsiadów). Niezbędne są więc materiały informacyjne własne. Być może tańszy i bardziej skuteczny okaże się udział we wspólnych promocyjnych inicjatywach  powiatu czy województwa.  Najważniejsza jest dbałość o dopływ bieżących informacji z gminy do centrum „it” pracującego w mieście i przede wszystkim bliska współpraca  gminy z tą placówką.

O Iksowie w dużej aglomeracji
Przebicie się z informacją o mało znanej miejscowości do centrum „it” działającego w dużej aglomeracji jest niezmiernie trudne, gdyż wraz z nami tłoczą się inni. Wygra ten, kto:  ma do powiedzenia coś ciekawszego i proponuje konkrety, jest pierwszy, dobrze współpracuje z placówką „it” w wielkim mieście,  szybciej reaguje na zmieniające się mody – ten  jest bardziej skuteczny.       Informacja o Iksowie na dużych targach będzie miała jeszcze mniejszą siłę przebicia. Niezbędne jest włączenie się do przedsięwzięć wspólnych: regionalnych stoisk (tu będzie jednak konkurowała z sąsiadami), katalogów, komputerowych baz danych. Gmina ma szanse zwrócić uwagę eksponując swoje „JA”, którym może być zespół folklorystyczny, lokalny twórca, producent  słodyczy czy innych charakterystycznych wyrobów.

Promocji uczymy się wszyscy, a skutek będzie zależny   od tego, czy chcemy się uczyć i czy umiemy to czynić. Szans na naukę jest wiele i nie ograniczają się one jedynie do szkoleń. Najlepiej uczy życie, choćby umiejętny udział w targach  turystycznych nie ograniczający się do przedstawiania własnej oferty, ale także do obserwacji zachowań innych, także stojących w kolejce… do turysty.

Jan Paweł Piotrowski

 

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *