Okres urlopu, wakacji zawsze kojarzył i powinien kojarzyć się z uczuciem spokoju i błogości. Po ciężkiej pracy każdy z nas marzy o wypoczynku w ciekawym miejscu. Swój wybór uzależniamy od wielu czynników, biorąc pod uwagę nie tylko cenę, ale także atrakcje turystyczne danego regionu i jego niepowtarzalny urok. Niestety, okazuje się, że wybierając miejsce na tegoroczny wypoczynek, musimy pamiętać przede wszystkim o naszym zdrowiu i zagrażającej mu bakterii E. coli.
Media nieustannie donoszą o rosnącej ilości osób zakażonych niebezpieczną bakterią i grożącej światu epidemii. A wszystko zaczęło się w Niemczech, od hiszpańskich ogórków. Tyle tylko, że wraz ze wzrostem liczby zarażonych bakterią osób, coraz rzadziej źródła choroby upatrywano w zielonych warzywach. Czego zatem powinniśmy się obawiać i jakie miejsca omijać szerokim łukiem?
Na te pytania nie jesteśmy w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Bakterią E. coli możemy bowiem zarazić się od chorych zwierząt, przede wszystkim zaś pijąc zakażoną wodę, jedząc świeże warzywa i spożywając niepasteryzowane produkty mleczne. Dlatego też, aby uniknąć biegunek, bólu brzucha, nudności i niebezpiecznych dla życia człowieka powikłań układu moczowego, powinniśmy podczas tegorocznych wakacji zadbać o to, by dokładnie myć owoce, najlepiej zaś zrezygnować z ich surowej wersji na rzecz gotowanej, pić wodę tylko z pewnego źródła i dokładnie myć ręce. Szkopuł tkwi więc nie w tym, aby unikać określonych miejsc, ale by pamiętać o starej prawdzie, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Bakteria E. coli nie jest bowiem zjawiskiem charakterystycznym wyłącznie dla jednego państwa, miasta czy regionu świata, może pojawić się niespodziewanie w każdym z nich, a najprostsze sposoby, będą w stanie skutecznie ustrzec nas przed jej groźnym działaniem.
Weronika Kocela



