Jeszcze niedawno ta niewielka wyspa położna daleko na Pacyfiku dla wielu była totalną niewiadomą. Ot, kawałek lądu niknący wobec ogromnej Australii. Dla przeciętnego turysty Nowa Zelandia stanowiła jedynie jedną z droższych pozycji z katalogu wycieczek. Wszak co ciekawego może Cię spotkać na zapomnianej przez rzeczywistość wyspie, której ludność jest równa mieszkańcom Warszawy? Aż nadszedł obfity w wydarzenia rok 2001…
Premiera ekranizacji pierwszej części trylogii J. R. R. Tolkiena – „Władca Pierścieni – Drużyna Pierścienia” przyniosła za sobą rozkwit zainteresowania Nową Zelandią, która na kilka najbliższych lat stała się filmowym Śródziemiem. Wraz z premierami kolejnych części filmów organizatorzy wycieczek mogli zauważyć, iż klasyczne zwiedzanie nie przynosi już zysków, a fani twórczości Tolkiena chcą czegoś więcej. Na rynku wycieczek powstała luka którą bardzo szybko wypełniono, organizując wyprawy śladami filmowych bohaterów.
Spragnionym gorących wrażeń zaproponowano spływ kajakowy wzburzoną rzeką Rangitikei w parku Regionalnym Kaitoke (w południowej części Nowej Zelandii), w tym samym miejscu organizuje się też skoki na bungee. Dla tych, którzy chcą spędzić czas na leniuchowaniu, umożliwiono zwiedzanie Hobbitonu – sielskiej wsi zamieszkałej przez karły, zwane w powieści hobbitami. W tym przypadku do dyspozycji turystów oddano tworzące filmową scenografię, podziemne chatki z potężnymi okrągłymi wrotami. Po premierze „Władcy Pierścieni”, mnóstwo fanów filmu zapragnęło na własne oczy zobaczyć Park Narodowy Tongariro, a zwłaszcza zapierającą dech, majestatyczną Górę Południową, gdzie realizowano kluczowe sceny z powieści.
Niestety, ze względu na to, iż większość scen realizowano w parkach narodowych, dekoracje należało usunąć dla dobra przyrody, zaraz po zakończeniu zdjęć. W wyniku tego, turyści, chcący podążyć śladami bohaterów, mogą jedynie podziwiać znane z filmowych kadrów widoki. Dodatkowy problem stanowi trudność z uzyskaniem dostępu do niektórych lokacji, które są wyłączone z dla ruchu samochodowego, często również niedostępne dla pieszych. Najbardziej istotną przeszkodą w przeżyciu filmowej przygody są niemałe koszty podróży.
Ekranizacja powieści Tolkiena wpłynęła na całą gospodarkę maleńkiej Nowej Zelandii, ale niewątpliwie największy wzrost zanotowano w dziedzinie turystyki. Planowana na rok 2012 premiera ekranizacji kolejnej powieści ze świata Śródziemia: „Hobbit, czyli tam i z powrotem” na pewno przyniesie za sobą kolejne zyski. W ostatnich latach mówi się już nawet o powstaniu „Turystyki tolkienowskiej”, która daje turyście możliwość przeżycia przygody prosto z kart swej ulubionej powieści.
Jednakże, Nowa Zelandia stanowi doskonały cel wyjazdów nie tylko dla fanów twórczości Tolkiena. Jest ona godna polecenia zwłaszcza fanom sportów ekstremalnych, gdyż właśnie tutaj się one narodziły. Rozległe górskie tereny, nietknięte przez człowieka dają możliwości do uprawiania wspinaczki, dalekich wędrówek pośród dziewiczej natury, z dala od wszelakiej cywilizacji.
Premiera ekranizacji pierwszej części trylogii J. R. R. Tolkiena – „Władca Pierścieni – Drużyna Pierścienia” przyniosła za sobą rozkwit zainteresowania Nową Zelandią, która na kilka najbliższych lat stała się filmowym Śródziemiem. Wraz z premierami kolejnych części filmów organizatorzy wycieczek mogli zauważyć, iż klasyczne zwiedzanie nie przynosi już zysków, a fani twórczości Tolkiena chcą czegoś więcej. Na rynku wycieczek powstała luka którą bardzo szybko wypełniono, organizując wyprawy śladami filmowych bohaterów.
Spragnionym gorących wrażeń zaproponowano spływ kajakowy wzburzoną rzeką Rangitikei w parku Regionalnym Kaitoke (w południowej części Nowej Zelandii), w tym samym miejscu organizuje się też skoki na bungee. Dla tych, którzy chcą spędzić czas na leniuchowaniu, umożliwiono zwiedzanie Hobbitonu – sielskiej wsi zamieszkałej przez karły, zwane w powieści hobbitami. W tym przypadku do dyspozycji turystów oddano tworzące filmową scenografię, podziemne chatki z potężnymi okrągłymi wrotami. Po premierze „Władcy Pierścieni”, mnóstwo fanów filmu zapragnęło na własne oczy zobaczyć Park Narodowy Tongariro, a zwłaszcza zapierającą dech, majestatyczną Górę Południową, gdzie realizowano kluczowe sceny z powieści.
Niestety, ze względu na to, iż większość scen realizowano w parkach narodowych, dekoracje należało usunąć dla dobra przyrody, zaraz po zakończeniu zdjęć. W wyniku tego, turyści, chcący podążyć śladami bohaterów, mogą jedynie podziwiać znane z filmowych kadrów widoki. Dodatkowy problem stanowi trudność z uzyskaniem dostępu do niektórych lokacji, które są wyłączone z dla ruchu samochodowego, często również niedostępne dla pieszych. Najbardziej istotną przeszkodą w przeżyciu filmowej przygody są niemałe koszty podróży.
Ekranizacja powieści Tolkiena wpłynęła na całą gospodarkę maleńkiej Nowej Zelandii, ale niewątpliwie największy wzrost zanotowano w dziedzinie turystyki. Planowana na rok 2012 premiera ekranizacji kolejnej powieści ze świata Śródziemia: „Hobbit, czyli tam i z powrotem” na pewno przyniesie za sobą kolejne zyski. W ostatnich latach mówi się już nawet o powstaniu „Turystyki tolkienowskiej”, która daje turyście możliwość przeżycia przygody prosto z kart swej ulubionej powieści.
Jednakże, Nowa Zelandia stanowi doskonały cel wyjazdów nie tylko dla fanów twórczości Tolkiena. Jest ona godna polecenia zwłaszcza fanom sportów ekstremalnych, gdyż właśnie tutaj się one narodziły. Rozległe górskie tereny, nietknięte przez człowieka dają możliwości do uprawiania wspinaczki, dalekich wędrówek pośród dziewiczej natury, z dala od wszelakiej cywilizacji.
Natalia Zalopana



