W poniedziałek przed południem, w maszynerii statku pasażerskiego Costa Allegra, wybuchł pożar. Sprawna akcja ugaszenia płomieni nie zapobiegła jednak awarii instalacji elektrycznej, do której doszło w wyniku wysokiej temperatury. Jednostka nie mogła wznowić żeglugi. Pasażerowie i członkowie załogi zmuszeni byli do wielogodzinnego dryfowania po niebezpiecznych wodach Oceanu Indyjskiego.
W środę Costa Cruises potwierdziło, że nikt spośród 636 pasażerów i 413 członków załogi nie odniósł obrażeń w wyniku pożaru. Na statku nie działa oświetlenie ani klimatyzacja, dlatego helikoptery muszą dostarczać świeżą żywność oraz niezbędny sprzęt i wyposażenie. To druga awaria tego samego armatora w ciągu 6 tygodni. Siostra Allegry, Concordia, 13 stycznia uległa katastrofie, w której zginęło 25 osób i 7 uważa się za zaginione. Zdarzenie miało miejsce u brzegów wyspy Giglio w Toskanii.
Statek Costa Allegra płynął z Madagaskaru i zmierzał w kierunku Mahe na Seszelach. Następnie miał udać się do Omanu oraz, przez Morze Czerwone, do Egiptu.
Pożar wybuchł niedługo po rozpoczęciu rejsu, ale równie sprawnie udało się go ugasić. Jednak brak prądu uniemożliwił dalszy rejs. We wtorek francuska łódź rybacka dotarła na miejsce zdarzenia i rozpoczęła holowanie statku. Dodatkowe wsparcie stanowią inne dwa holowniki, dzięki którym statek może płynąć szybciej. Jak ogłosiło Costa Cruises, ze względów na bezpieczeństwo pasażerów i załogi, statek zostanie odholowany nie do Desroches, jak wstępnie ustalano, a do leżącej 240 km na północny wschód Mahe. Przybycie wycieczkowca do portu szacuje się na dzisiaj, 1 marca na godzinę 6.00 czasu tutejszego (3.00 czasu polskiego).
Małgorzata Bielecka



