Umiejętność uwrażliwiania klientów to także zadanie branży turystycznej. Warto umieć odkrywać życzenia potencjalnych turystów i szybko je spełniać. Warto jednak też, a nawet trzeba, te turystyczne apetyty kształtować, przekonując klientów do wyborów nowych.
Przyjrzyjmy się tym drobiazgom
Zacznijmy od stolicy. Wybierzmy się do Parku Ujazdowskiego, aby usiąść na… wadze (chyba jedynej tego rodzaju w Europie), istniejącej od początku XX wieku. Teraz czas na Mariensztat, na który umieszczono tablicę w miejscu, w którym imć Zagłoba stoczył walkę z małpami. O wydarzeniu tym przecież nie donosiła ówczesna prasa, gdyż wymyślił je sam H. Sienkiewicz. Zadumajmy się też przez chwilę na Mariensztacie, przed pomnikiem warszawskiej przekupki, albo pod zegarem na mariensztackim rynku. W piosence z początku lat 50. XX w. słyszymy m.in. „Zegara się nie kupi, bo zegar jest na Rynku, pani rozumie akcja O”. Ta akcja oznaczała wówczas oszczędność. Temat pozostaje aktualny.
Poznając Mazowsze odwiedźmy Piaseczno. Na tutejszym ratuszu od niepamiętnych czasów widnieje półksiężyc, upamiętniający ponoć wizytę tureckiego dostojnika. Wizyta się dawno skończyła, a pozostał półksiężyc – wyróżnik miasta. Czyżby już kilka wieków temu myślano o marketingu terytorialnym. Trzeba też spojrzeć na Jacka – charakterystyczną figurkę zdobiącą siedlecki ratusz i odwiedzić Węgrów z tajemniczym lustrem Twardowskiego, aby się w nim zlustrować. Nie tylko tym, którzy „gwiżdżą na wszystko” , ale także czcigodnym krajoznawcom wypada zarekomendować Szkolne Muzeum Gwizdka w miejscowości Gwizdały opodal Łochowa.
Na naszej trasie może pojawić się teraz Toruń. Tu, obok pamiątek kopernikowskich i „Gotyku na dotyk” czeka nas spotkanie z psem Filusiem, nieodłącznym przyjacielem zacnego profesora Filutka (pewnie dr. hab.) ożywionego przez niezastąpionego satyryka Zbigniewa Lengrena, absolwenta miejscowego Uniwersytetu. Postać ta ma ciekawa historię. Po jakimś czasie Z. Lengren musiał zdegradować profesora Filutka do miana Filutka, ponoć zabiegały o to ponad 50 lat temu środowiska naukowe. W programie pobytu w piernikowym grodzie wypada odpocząć przy fontannie z figurami Flisaka i żabek. To właśnie dzielny flisak uratował kiedyś prastary gród od najazdu… żab. Odtąd mogą one Toruniowi… naskoczyć. Gdy spojrzymy na fasady tutejszych kamienic, to ujrzymy między innych chorągiewkę przedstawiającą kucharza Jordana Warzywodę.
Teraz krótki wyskok do Bydgoszczy na spotkanie z Łuczniczką (symbol miasta, zbratanego ze sportem oraz rzekami), a następnie wizyta u… kamiennych bab. Te tajemnicze staropruskie figury zobaczymy na dziedzińcu olsztyńskiego zamku – Muzeum Warmii i Mazur.
Nasz szlak prowadzi teraz do Słupska, którego bohaterem jest Bursztynowy niedźwiadek Miłośnicy techniki mogą skorzystać z najstarszej czynnej windy w Europie. Teraz podróż do Trzebiatowa, którego symbolem jest „zawsze” tutaj istniejąca rzeźba słonia.
Będąc w Wielkopolsce zatrzymajmy się w Koninie, przy najstarszym drogowym słupie w Polsce. Wskazywał on przecież drogę także pra-turystom! Natomiast wizyta w kościele Świętej Trójcy w Strzelnie pozwoli zobaczyć romańskie kolumny zalet i przywar i stwierdzić, że mimo upływu czasu nasze wady i zalety niewiele się zmieniły. Być może właśnie analiza SWOT powstała już w średniowieczu, i to w Polsce.
Wędrując do klasztoru na Świętym Krzyżu, od strony Nowej Słupi, napotkamy kamienny posąg pielgrzyma. Wieść gminna głosi, że pielgrzym ów posuwa się ku górze z prędkością pół ziarnka piasku. Gdy dotrze na szczyt, nastąpi koniec świata. Chyba z uwagi na bezpieczeństwo ludzkości figurę otaczano latami drewnianym ogrodzeniem. Na odkrycie przez turystów czekają też tajemnicze główki w kościele św. Jakuba w Sandomierzu, maski na ścianach romańskiego kościoła w Inowrocławiu, prasłowiańskie rzeźby w Sobótce i krzyże pokutne rozsiane wśród dolnośląskich pól. To kamienne pomniki średniowiecznego prawa.
Warto też zobaczyć na przykład: pomnik konia w Drwalewie wzniesiony ku czci zwierząt, które oddały swoje życie dla potrzeb nauki; pomniki – Karolinki i Karliczka w Gogolinie, świniopasa w Gorzowie Śląskim…
Można jeszcze… Nie, na razie wystarczy. Wszak próbując wyczerpać temat, można niechcący wyczerpać czytelników. Czas na Państwa informacje. Które nieznane miejsca (i ukryte „detale”) warto odwiedzić? Czekamy na informacje.
Na koniec powróćmy do Warszawy, do Parku Ujazdowskiego, aby – siadając na wspomnianej wadze dowiedzieć się jak trud zwiedzania Warszawy wpłynął na nasze kilogramy.
Jan Paweł Piotrowski



