Między innymi o tym mówił na konferencji prasowej w Warszawie (17 maja) minister turystyki Tunezji Elyes Fakhfakh. W kraju, w którym turystyka jest jedną z najważniejszych dziedzin gospodarki, jest to stanowisko niezwykle znaczące. Dość powiedzieć, że do państwa posiadającego niewiele ponad 10 mln mieszkańców przyjeżdżało do czasu Jaśminowej Rewolucji rewolucji prawie 7 mln turystów rocznie, w tym ok. 150 tys. Polaków. Rok 2011 przyniósł spadek liczby przyjazdów o ok. 1/3.
Dnia 23 października zeszłego roku odbyły się w Tunezji pierwsze demokratyczne wybory parlamentarne. Najlepszy wynik uzyskała w nich islamistyczna, konserwatywna partia Ennahda, która utworzyła koalicję z Kongresem na Rzecz Republiki oraz Demokratycznym Forum na rzecz Pracy i Wolności. Na czele rządu stanął główny sekretarz Ennahdy Hamadi Jebali. Nowe władze w Tunisie szybko postawiły sobie za cel gospodarczą odbudowę kraju, ze szczególnym uwzględnieniem turystyki, czego efekty widać już w tegorocznych statystykach. Zmieniła się także strategia promocji kraju. Obecnie Tunezja kojarzyła się bowiem przede wszystkim z 1000 km plaż Morza Śródziemnego i położonymi wzdłuż nich prawie 700 hotelami. Zakwaterowani na wybrzeżu turyści docierają przede wszystkim do stolicy kraju, kilku największych miast jak Susa i Hammamet czy też pozostałości po Kartaginie.
Ambicją władz tunezyjskiej turystyki jest lepsze wypromowanie dziedzictwa kulturowego kraju. Trzeba bowiem przyznać, że jest ono imponujące. Przez ostatnie 3 tysiące lat tereny obecnej Tunezji znajdowały się pod władaniem, Fenicjan, Rzymian, Arabów, Turków Osmańskich, a od końca XIX w. aż do uzyskania niepodległości w 1956 r. obszar ten był francuskim protektoratem. Turystyka kulturowa to przede wszystkim świetna okazja do wciągnięcia turystów w głąb kraju, w miejsca do tej pory zdecydowanie rzadziej odwiedzane. Wiąże sie z tym też promowanie lokalnej kuchni, czy też rękodzieła. Kolejnym sposobem na zerwanie z wizerunkiem kraju w którym wszystko co ciekawe położone jest na wybrzeżu jest golf. Tunezyjczycy określają swój kraj jako miejsce gdzie przez 300 dni w roku świeci słońce. W połączeniu z konkurencyjnymi cenami oraz dużymi przestrzeniami daje to dobre warunki do rozwoju tej formy aktywności. Być może niedługo Tunezja stanie się tak popularną destynacją golfową jak np. Maroko.
Polska zajmuje ważne miejsce w planach rozwoju tunezyjskiej turystyki. Minister Fakhfakh mówił o liczbie nawet 0,5 mln naszych rodaków odwiedzających Tunezję rocznie w perspektywie najbliższych kilku lat. Być może wpływ na te ambitne plany ma fakt, że spędził w Polsce kilka lat i ma do naszego kraju duży sentyment. Niezależnie od tego, wypada życzyć Tunezyjczykom powodzenia w realizowaniu swoich planów w wolnym już od dyktatury kraju.
Piotr Piasecki



