Dokąd zmierza branża turystyczna?

 Sezon urlopowy w pełni. Ruch na lotniskach ogromny. A tu słychać o kłopotach polskich turystów przebywających za granicą na wakacjach, zorganizowanych przez biura podróży. W lipcu, jak wiadomo, upadły: Sky Club, spadkobierca upadłej już wcześniej  Triady  –  byłego lidera wyjazdów za granicę. Zaraz po nich ogłosiły bankructwo mniejsze biura : Alba Tour  i Africano Travel. Każde z nich pozostawiło za granicą swoich klientów. Wielu z nich odmówiono dalszego pobytu w hotelach. Po ogłoszeniu bankructwa, klientów upadających biur urzędy marszałkowskie, korzystając z funduszu ubezpieczeń, muszą w trybie natychmiastowym sprowadzać do kraju. Kwota ubezpieczeń często nie wystarcza na pokrycie wszystkich należności. Kilkanaście tysięcy rodzin zapłaciło za wakacje swoich marzeń( np. małego Alba Tour ok 3,5 tys. osób) i nie ma szansy na te wakacje wyjechać, a być może nie otrzyma zwrotu poniesionych opłat. Słychać, że upadłość grozi kolejnym organizatorom wyjazdów zagranicznych. 
  Co zrobić, aby powstrzymać bankructwa i oszczędzić Polakom wielkich kłopotów, utraty pieniędzy, niewygód, rozczarowań? O tym i  o kondycji organizatorów turystyki w naszym kraju, debatowali  w ubiegłym tygodniu przedstawiciele touroperatorów, urzędów centralnych, odpowiedzialnych za realizację ustawy o usługach turystycznych, biur podróży, urzędów marszałkowskich, towarzystw ubezpieczeniowych, banków oraz dziennikarze.
  Po  wysłuchaniu tej interesującej dyskusji nasuwa się kilka uwag i wniosków. Z pewnością obowiązująca ustawa o usługach turystycznych wymaga szybkiej nowelizacji. Nie przystaje bowiem do obecnych potrzeb, zawiera mnóstwo błędów, powielonych i pomnożonych w aktach wykonawczych. Niezależnie  jednak od prac nad nową ustawą spełniającą wymogi UE i gwarantującą turystom świadczenia za jakie zapłacili, moim zdaniem należy podjąć doraźne, szybkie działania, a przede wszystkim skończyć z zaniedbaniami i… bezkarnością.
 Pytanie pierwsze: Jak to jest możliwe, że w państwie europejskim, mieniącym się państwem prawa, koncesje  na prowadzenie biur podróży otrzymują ludzie, którzy często nie spełniają podstawowych wymogów, nie mają ani kwalifikacji, ani niezbędnych zabezpieczeń finansowych. Na wspomnianym spotkaniu pytano, czy kosmetyczka, fryzjer mogą prowadzić  biuro turystyczne? Moim zdaniem nie powinni, a przynajmniej powinni zagwarantować obecność w biurze osoby czy osób posiadających niezbędne kwalifikacje. W aptekach nie wszyscy muszą być magistrami farmacji, ale na każdej zmianie musi pracować przynajmniej jeden absolwent tego kierunku. Przy organizacji turystyki, wbrew pozorom, też powinni pracować ludzie, którzy się na tej robocie znają. Doprawdy nie każdy musi zostać touroperatorem, tym bardziej, że w Polsce już działa ok 3500 organizatorów turystyki.
 Pytanie kolejne : Jak to jest możliwe, że do ostatnich godzin, ba minut, przed ogłoszeniem bankructwa sprzedaje się wycieczki i przyjmuje  za nie pieniądze. Jak wiadomo, nawet tak duże, renomowane biura jak Orbis Travel (zbankrutował przed rokiem) czy Sky Club do 19-tej inkasowały pieniądze, jak gdyby wszystko było w najlepszym porządku, a po zamknięciu biura, ogłosiły bankructwo. To jest zwyczajne oszustwo. Dopiero teraz słychać, że sprawą zajmie się prokuratura. Szkoda, że tak późno. Dlaczego nie ma żadnej kontroli, ani sygnałów o zagrożeniach?! Przecież do upadłości, niewypłacalności firmy nie dochodzi z godziny na godzinę. Oznaki trudności finansowych pojawiają się wcześniej. Czy nie powinna jakaś instytucja (może  np. zajmująca się ochroną praw konsumenta) monitować i ostrzegać? A oszustów   surowo karać? Klient, praktycznie poza złożeniem wniosku do wojewody, nie ma żadnego innego wsparcia,  a przydałoby się, by przed wykupieniem wczasów mógł mieć takie miejsce, gdzie mógłby zweryfikować wiarygodność danego organizatora turystyki. Na tych 3500 organizatorów turystyki znajdzie się zaledwie kilka czarnych charakterów, które psują opinię wszystkim, a potem wieli cierpi za niewielu.
 
Największym zagrożeniem dla branży turystycznej są wchodzące na rynek fundusze inwestycyjne, tak jak to było w przypadku Orbis Travel oraz Sky Club. Biorąc pod uwagę scenariusze upadków wymienionych organizatorów turystyki, można  się pokusić  o hipotezę, że były to profesjonalnie  zaplanowane upadłości.  Drugą patologią jest zakładanie działalności organizatora turystyki wraz z uzyskaniem wszelkich pozwoleń od stosownych urzędów, następnie zaoferowanie na rynku superceny all inclusive, a w szczycie realizacji umów ogłoszenie upadłości. Bo jak może być co najmniej pokrywająca koszty oferta sprzedawana np. w Grouponie za 1100 zł all inclusive w hotelu pięciogwiazdkowym, wiedząc, że Groupon wymusza już  rabat  co najmniej 50%,  potem zgrania dla siebie też do 50% , z czego przedsiębiorcy zostaje 550 zł, kiedy wiemy, że bilet lotniczy kosztuje więcej niż ta kwota.
 Skoro gawrancja,  a nie kwota,  na jaką  ubezpieczone były bankrutujące biura, często nie wystarcza na pokrycie kosztów powrotu klientów, na zwrot poniesionych przez nich opłat  (w ub. roku około kilkadziesiąt tys. osób ucierpiało z powodu bankructw), to czy remedium jest powołanie  specjalnego funduszu  gwarancyjnego? Jak się wydaje, to rozwiązanie ma najmniejsze szanse  powodzenia, bo nie ma zgody branży. Warto jednak pogłębić ten kierunek myślenia, by stworzyć jak najlepsze warunki gwarantujące klientom realizacje ich urlopu pomimo trudności, które mogą wystąpić. Na fundusz składałyby się opłaty wnoszone przez turystów przy zakupie wycieczek. To  niesie podwyżkę cen imprez. Mimo że nie muszą to być jednak duże kwoty. Jak twierdzą organizatorzy wyjazdów, wystarczy zebrać kilkanaście złotych. A chyba lepiej  do wyjazdu  dopłacić kilkanaście złotych,  aniżeli ryzykować utratę wpłaconych pieniędzy, narażać się na wyrzucenie z hotelu, na przedwczesny powrót z wakacji i inne przykrości. Taki fundusz powinien jednak być pod kontrolą i to niekoniecznie  touroperatorów i osób  wysyłających turystów za granicę.
 Trudno zrozumieć dlaczego z chwilą ogłoszenia bankructwa biura podróży jego klienci  często są natychmiast wyrzucani z  hotelu. Z reguły pokoje są wcześniej opłacone, podobnie jak podróż powrotna. Może więc hotelarze wykorzystują informacje o bankructwie i w obawie o przyszłe wpłaty za rezerwowane miejsca, prześladują turystów. Ta sprawa też wymaga kontroli. Widziałam w telewizji greckiego hotelarza, który nie tylko nikogo nie wyrzucał  z pokoju, ale wręcz zapraszał turystów, którzy  opłacili pobyt w jego obiekcie, aby przyjechali. Twierdził, że jeżeli nawet  do turystycznego interesu dołoży, to per saldo, i tak to mu się opłaci ( przecież nie mam gwarancji, że wcześniej rezerwowane pokoje zdołam wynająć, że znajdę innych klientów na zamówione miejsca- mówił).
  Jak to możliwe, że urzędy marszałkowskie, które mają obowiązek sprowadzać do kraju turystów  bankrutujących biur  podróży, jak wynika z wypowiedzi ich przedstawicieli, nie współpracują z tymi biurami. Nie współpracują, bo ponoć nie dostają od nich pomocy, nie otrzymują  nawet listy klientów i hoteli, w których  przebywają wysłani przez nich turyści. To skrajna nieodpowiedzialność, lekceważenie obowiązków i turystów. Skoro zapłacili i wyjechali, to… moja chata z kraja, uważają. Współpraca i pomoc w wypadku upadłości, to elementarny obowiązek  biur podróży i ich agentów.
  Bankructwa biur podróży na szczęście nie są zjawiskiem masowym (kilka bankructw rocznie na 3500 organizatorów turystyki), kiedy wśród innych branż codziennie statystycznie ogłasza upadłość 2,5 firm. Ale boleśnie uderzają  one w zwyczajnych ludzi, dezorganizują im życie, przekreślają plany urlopowe, narażają na niewygody i koszty. Należy więc znaleźć skuteczne zabezpieczenie interesów klientów biur podróży. A z dziedziny usługowej, jaką jest turystyka,  trzeba skutecznie eliminować ludzi nieuczciwych, niekompetentnych, nie mówiąc już o oszustach.
Tylko pytanie jest podstawowe, jakie stosować kryteria oceny, że ktoś jest uczciwy albo nie. Kto się tym może zająć ponad podziałami, jakie istnieją w samorządzie gospodarczym?  Z jednej strony niektórzy przedstawiciele samorządu gospodarczego chwalą się z wypowiedzi ich przedstawicieli, pojawili się w mediach ponad 600 razy, a z drugiej problem pozostaje, bo nadal nikt z tych prominentów mających parcie na ekran czy mikrofon nie zaproponował żadnego rozwiązania dla zagwarantowania, że klienci biur podróży będą spokojni o swoje wyjazdy, jak i ich realizacje.

  Krystyna Szelestowska

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *