Po co tak naprawdę wybieramy się na wycieczki do innych krajów? Jedni wyruszą by odpocząć, naładować akumulatory przed trudną jazdą drogą codzienności, drudzy by zwiedzić, nakarmić oczy pięknymi widokami, a jeszcze inni po prostu z próżności, bo taka moda. To jednak wszystko łączy jeden wyraz, mianowicie „kontrast”.
Jeśli dużo pracujemy to oczywistym „kontrastem”, przeciwnością jest odpoczynek.
Gdy mieszkamy w nieładnym czy pełnym zgiełku miejscu to obierzemy raczej kierunek na ciche, spokojny obszar. Moda na wyjazdy? Oczywiście. Sąsiedzi wyjeżdżają na drogie wakacje w tym czy tamtym kierunku? Ja też muszę! Czasami występuje tutaj tzw. efekt owczego pędu. Czyli wybrany kraj jest często wybierany przez turystów najróżniejszej maści to i my myślimy, że należy tam wyjechać, wręcz wypada, by nie siedzieć cicho w czasie towarzyskich pogaduch czy burzy mózgów stworzonych z wakacyjnych wspomnień.
Te ostatnie rozmowy często są „werbalnymi targowiskami próżności”. Zdarza się każdemu często ubarwić własne przygody, przemilczeć pewne wady i robiąc czasami znajomemu „wilczą przysługę”. Czynnik „polecania pantoflowego”, jak nazywam tego typu reklamę, to wbrew pozorom ważny czynnik w sprzedaży turystycznej. W upadających biur turystycznych coraz bardziej ufamy znajomym czy nawet opiniom nieznanych ludzi. Czasem robimy to nieświadomie, a innym razem wręcz przeciwnie. Znalazłem atrakcyjną ofertę w Internecie. Wypytałem o nią w biurze, ale jeszcze na wszelki wypadek poczytam opinie w Internecie lub zapytam znajomych. I co? Najczęściej, ile ludzi, tyle opinii. Następuje pewne zakrzywienie spowodowane właśnie wirusem zwanym „modą wyjazdową”. W taki sposób zdarza się, że nasza oferta oczekiwana rozmija się z otrzymaną. Gdzie tkwi więc problem? Komu zaufać?
Po drugie nie wierzmy ślepo nikomu. Najbezpieczniej przecież po prostu zsumować opinie znajomych, polecenia biura i artykuły w Internecie. To trudne i czasochłonne, ale opłacalne.
Jeśli dużo pracujemy to oczywistym „kontrastem”, przeciwnością jest odpoczynek.
Gdy mieszkamy w nieładnym czy pełnym zgiełku miejscu to obierzemy raczej kierunek na ciche, spokojny obszar. Moda na wyjazdy? Oczywiście. Sąsiedzi wyjeżdżają na drogie wakacje w tym czy tamtym kierunku? Ja też muszę! Czasami występuje tutaj tzw. efekt owczego pędu. Czyli wybrany kraj jest często wybierany przez turystów najróżniejszej maści to i my myślimy, że należy tam wyjechać, wręcz wypada, by nie siedzieć cicho w czasie towarzyskich pogaduch czy burzy mózgów stworzonych z wakacyjnych wspomnień.
Te ostatnie rozmowy często są „werbalnymi targowiskami próżności”. Zdarza się każdemu często ubarwić własne przygody, przemilczeć pewne wady i robiąc czasami znajomemu „wilczą przysługę”. Czynnik „polecania pantoflowego”, jak nazywam tego typu reklamę, to wbrew pozorom ważny czynnik w sprzedaży turystycznej. W upadających biur turystycznych coraz bardziej ufamy znajomym czy nawet opiniom nieznanych ludzi. Czasem robimy to nieświadomie, a innym razem wręcz przeciwnie. Znalazłem atrakcyjną ofertę w Internecie. Wypytałem o nią w biurze, ale jeszcze na wszelki wypadek poczytam opinie w Internecie lub zapytam znajomych. I co? Najczęściej, ile ludzi, tyle opinii. Następuje pewne zakrzywienie spowodowane właśnie wirusem zwanym „modą wyjazdową”. W taki sposób zdarza się, że nasza oferta oczekiwana rozmija się z otrzymaną. Gdzie tkwi więc problem? Komu zaufać?
Po drugie nie wierzmy ślepo nikomu. Najbezpieczniej przecież po prostu zsumować opinie znajomych, polecenia biura i artykuły w Internecie. To trudne i czasochłonne, ale opłacalne.
Rafał Wałęka



