Mazury pachną świeżą rybą

Sielawy, sieje, węgorze i szczupaki podaje się smażone oraz w zalewie octowej. Prawdziwych mazurskich rybaków można poprosić o ugotowanie zupy rybnej zwanej „uchą”.

„Tak naprawdę ryby z naszych jezior, te świeże, to jedyny element kuchni regionalnej, który przetrwał do dziś” – powiedział wydawca książki „Smak Mazur” i znawca kultury Mazur Waldemar Mierzwa.

Mazurzy jadali ryby smażone – serwowane tak jak i dziś – prosto z patelni. Świeże smażone ryby najlepiej kupować na Mazurach w smażalniach przy tzw. gospodarstwach rybackich – to daje gwarancję ich świeżości.

„Dobrej jakości ryby sprzedawane są też w knajpach blisko jezior, najlepiej nad samym brzegiem” – dodał Mierzwa.

W tradycyjnej mazurskiej kuchni urozmaiceniem było zalewanie usmażonej ryby zalewą octową. Ta nie tylko chroniła mięso ryby przed zepsuciem, ale także rozpuszczała drobne ości, a całości potrawy nadawała mocniejszy, bardziej wyrazisty smak. Zalewę octową wzbogacano często cebulą lub ziołami. Dziś takie ryby serwują nieliczne restauracje, ale jedno z gospodarstw agroturystycznych nad Śniardwami przygotowuje takie potrawy i sprzedaje w sklepach rybnych i spożywczych na Mazurach.

Prawdziwych mazurskich rybaków można też poprosić o ugotowanie zupy rybnej zwanej „uchą” – rodzaj rosołu rybnego. Jedna mazurska restauracja serwuje też wykwintną zupę z raków – jadano ją na magnackich dworach w Prusach Wschodnich.

Kuchnia Warmii i Mazur przed wojną składała się z potraw prostych, przyrządzonych z plonów pól, z tego, co oferowały lasy i jeziora. Dania jadane zarówno na Warmii, jak i na Mazurach nie różniły się zbytnio. „Były to potrawy proste, ale sycące, z mięsa i jarzyn, często bardzo tłuste. Chodziło o to, by najeść się i mieć siłę do pracy w polu” – powiedział Warmiak i znawca kultury tej krainy, Edward Cyfus.

Jako jedno z obiadowych dań warmińskich Cyfus wymienił rodzaj kapuśniaku z kaszą – nazywało się ono „kapusta z krupami”. „Na wędzonym mięsie gotowało się kwaśną kapustę i do tego dodawało kaszę. Powstawało danie tylko nieco podobne do bigosu, bo kasza nadawała mu kleistości. Do tej zupy stawiało się w misce na środku stołu ugotowane tłuczone ziemniaki polane skwarkami z cebulką i każdy do miski ze swoją zupą dobierał sobie ziemniaków” – wyjaśnił Cyfus.

Na Warmii i Mazurach nie jadano dziczyzny – lasy były państwowe i prostym ludziom nie wolno było polować – a najpopularniejszą, bo najtańszą, rybą na Mazurach był przywożony w beczkach z Królewca śledź.

„Najlepsze mazurskie ryby, czyli sielawy, wysyłano na dwory w Warszawie, Berlinie i Petersburgu” – powiedział PAP Waldemar Mierzwa.

Dziś jednak sielawy, często określane jako najsmaczniejsze mazurskie ryby, a także sieje czy szczupaki, a nawet łowione w mazurskich jeziorach węgorze (znacznie droższe od tych z Chin) można bez problemu kupić nad jeziorami.

W ostatnich latach na Warmii i Mazurach przybywa restauracji, które kuszą gości menu złożonym z wymyślnych nazw. „Dzyndzałki” czy „golce warmińskie”, a nawet „czernina po mazursku”, czy „zalewajka”, a na deser sękacz, mają sugerować zgłodniałym turystom, że są to dania regionalne, od lat jadane przez Warmiaków i Mazurów.

„Nic bardziej mylnego. Ze świecą dziś można szukać tradycyjnej lokalnej kuchni mazurskiej w restauracjach, a i tak się tych dań nie znajdzie. Prawdziwego mazurskiego jedzenia nikt nie serwuje” – powiedział Waldemar Mierzwa.

portalsamorzadowy.pl

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *