Krajowy Rejestr Długów sugeruje we własnych materiałach, upowszechnianych w mediach w imię troski o klienta, że biura podróży mają coraz większe kłopoty finansowe.
Nie znamy kryteriów na bazie jakich KRD podaje do publicznej wiadomości, że w ciągu zaledwie kwartału zadłużenie touroperatorów wzrosło o ponad milion złotych do 6,2 mln złotych. Tak, takie wyliczenia upowszechnił wśród mediów Krajowy Rejestr Długów.
Adam Łącki, prezes KRD, apeluje za pośrednictwem mediów: „Sprawdźcie, jak możecie się zabezpieczyć! Recepta KRD, to wejście na ich stronę, by tam uzyskać wiarygodne informacje na temat tego, które biuro ma problemy, a które jest czyste i ma certyfikat Rzetelnej Firmy.
W biznesie już tak jest, że duża ryba zjada małą. Czy ta sama zasada nie przyświeca KRD?
Duża ryba, która potrzebuje karmić się jak największą ilością planktonu. Sposób jest prosty. Wystarczy włączyć się w wyrafinowanie przemyślaną kampanię obrony interesów turystów, prowadzić negatywną kampanię po upadku biur podróży wobec nich, zabrać głos w mediach, że się posiada instrumenty empiryczne do sprawdzenia, czy warto jechać z tym czy tamtym biurem podróży. Kilka milionów Polaków wpatruje się w stronę KRD, czy po wpisaniu wybranego biura podróży nie jest ono na czarnej liście dłużników, czy ma certyfikat Rzetelna Firma.
To nic, że po okresie testowym korzystanie z tego serwisu kosztuje osoby indywidualne kilkadziesiąt złotych, lepiej je wydać niż stracić kilka tysięcy złotych. Tak dobrze podkręcona strategia psychologii strachu i terroru działa na rozwój własnego biznesu. Plankton wpada do dużej ryby, sycąc jej rosnący i wyrafinowany apetyt.
To, że ustawa o usługach turystycznych, jak to wyliczyli specjaliści od prawa, ma ponad 300 błędów, a jej akt wykonawczy jeszcze więcej, nie zwalania nikogo z odpowiedzialności tak ustawodawca, jak i resort odspowiadają za realizacje umowy, jak i minister finansów, określający stawki gwarancyjne. Nie zwalania też z odpowiedzialności samorządu gospodarczego, który zaskoczony skalą medialnych nalotów dostał zadyszki.
Nie pomoże w tym Nawe wyliczanie, że się występowało w mediach z okazji upadku biur podróży prawie 500 razy, bo zaufanie do biur podróży zmalało do poziomu najmniejszego w historii Polski, z 10 osób aż 7 nie ufa organizatorom turystyki. Brak wizji, jak mają się bronić organizatorzy turystyki w przesłaniach skierowanych do mediów, nie może nawet uratować inna statystyka, pokazująca, że najmniej upadłości wśród tylu innych działalności gospodarczych jest w sektorze turystyki. W Polsce statystycznie upada 2.5 firmy dziennie. Na ok. 3500 zarejestrowanych organizatorów turystyki upadło zaledwie 5 firm od początku roku co daje dzienną statystykę upadłości 0,03. Nie przebije się medialnie informacja, że wszystkie upadłości tego miesiąca są związane najprawdopodobniej z profesjonalnie przygotowanym sposobem, by jak najlepiej dla ogłaszającego upadłość ogłosić. W przypadku Sky Clubu, po rocznych zmaganiach inwestycyjnych, przyszedł czas na zakończenie procesu inwestycyjnego i wycofanie zainwestowanych środków wraz ze stosownymi nawiązkami. Członkowie zarządu Sky Clubu posiadający profesjonale wykształcenie w kosmetologii, zawodowo potraktowali to ciało, jakim jest biuro podróży, przygotowując je do zabalsamowania po wsze czasy dla potomnych turystyki archeologicznej.
W przypadku pozostałych biur podróży właściwe urzędy marszałkowskie w świetle wadliwej ustawy o usługach turystycznych w błyskawicznym tempie wydali zezwolenia na prowadzenie działalności touroperatorskiej nowym firmom. Początki biznesu bywają trudne, trzeba inwestować, nie mając jeszcze obrotów, dlatego też i gwarancja była niska. Nie ma konieczności sprawdzania, czy zakładający tę działalność nie tylko ma stosowne przygotowanie, ale czy nie ciągnie za sobą ogonów. Niestety tak się okazało w tym przypadku. Właściciel biura, obywatel Egiptu, ma zakaz wjazdu do własnego kraju, do tego, jak się okazuje, już z sukcesem prowadził taką działalność w krajach bałtyckich zakończoną sukcesem ogłoszenia upadłości na koszt ubezpieczyciela i podatników. Nie możemy też mieć pretensji do KRD, że tego właśnie biuro otrzymało certyfikat Rzetelna Firma, nie było go wśród zadłużonych 446 biur podróży.
Możemy natomiast mieć pretensje do dociekliwego dyrektora Krzysztofa Łopacińskiego z Instytutu Turystyki, który sprawdził biura znajdujące się na liście dłużników KRD. Okazało się, że z tych 446 biur podróży ok. 150 od lat już od wielu lat nie figuruje w Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych, że wychodzi przed szereg i czepia się byle czego w prowadzeniu biznesu przez właścicieli KRD.
Gruba ryba w KRD, jaką jest p. Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów, w wywiadach nawet poucza, jako wielki ekspert i sumienie polskich firm, jak trzeba interpretować zgłoszenie dłużnika, jakim jest biuro podróży do KRD. Ale jak wyjaśnić wpis do KRD Neckermanna z kwotą ponad 175 000 zł. Niecierpliwa drukarnia, z której usług korzystało biuro, zgłosiła swe pretensje do KRD, a ci, jak kiedyś inkwizycja czy rewolucjoniści francuscy, bez sądu wciągnęli go na szafot dłużnika.
Nasze zdziwienie było tak wielkie, że sprawdziliśmy cóż się stało, że Neckermann nie zapłacił drukarni. I owszem, prezes potwierdził, że tego nie uczynił, bo nie mógł zaakceptować tej płatności po tym, jak stwierdzono, że drukarnia wykonała wadliwie i niedbałe katalog. Zarząd Neckermanna po otrzymaniu bubla sam oprotestował pracę, nie przyjął katalogów i to za takie pieniądze, oczekiwał natomiast od drukarni propozycji rekompensaty. Spór powstał. Rozstrzygnęło go KRD, wpisując Neckermanna na listę dłużników.
Duża ryba zjada małą rybę. Po tak zmasowanych atakach na biura podróży do działań przystąpił marketing innej grubej ryby powiązanej z KRD tj. Rzetelna Firma Sp. z o.o., oferując uwiarygodniające certyfikaty drukowane na tanim, ekologicznym papierze, w cenie kilkudziesięciu złotych. By wywiesić certyfikat rzetelności, ramki trzeba już nabyć we własnym zakresie.
Wielka ryba, jaką jest KRD zaniepokojona o bezpieczeństwo planktonów wysłała w świat paraliżującą wiadomość każdego planującego wyjazd wakacyjny: „to prawdopodobnie nie ostatnie bankructwo w turystyce”. Media po takich eksperckich i wiarygodnych enuncjacjach KRD, prześcigają się w przestrzeganiu klientów biur podróży, żeby nie dali się oszukać. Superprzemyślana strategia docierania za pośrednictwem mediów do klientów biur i polecanie im sprawdzenia, czy biura podroży mają certyfikat Rzetelnej Firma odnosi skutek, bo wiele firm, nie tylko z branży turystycznej, nabywa ten bezwartościowy certyfikat.
.png)
Statystyki, statystyki…. Na 10 Polaków aż 7 nie ufa biurom podróży. Gdyby jeszcze dodać do tego, że prawie 2 mln osób wyjedzie w tym roku za pośrednictwem polskich organizatorów turystyki, a same biura podróży odnotowują wzrost rezerwacji, to już sam nie wiem, gdzie jest prawda. Przypomina mi się powiedzenie ks. Józef Tischner: „Są w życiu tylko trzy prawdy: święta prawda, tysz prawda i gówno prawda.”
Kiedy indziej Ks. Tichner powiedział też: „Przestańmy rozliczać świat,
a zacznijmy rozliczać siebie.”
Mea culpa, mea culpa, i teraz już upokorzony za moje maruderstwo na dużą rybą mogę zgodnie zacytować za KRD „…to prawdopodobnie nie ostatnie bankructwo w turystyce”, ale też proszę, otwierajcie drzwi, bo do nich puka przedstawiciel Rzetelnej Firmy gotów wydać niewiarogodnie wiarygodny dyplom uznania, że jesteśmy wiarygodni. Przed wysłaniem certyfikatu potrzeba tylko dostarczyć opłatę za certyfikat. Ta musi być już wiarygodna.
Wniosek, jaki możemy wyciągnąć, jest prosty dlaczego Krajowy Rejestr Długów podsyca psychozę upadku biur podróży? By dzięki temu pozyskać klientów nie tylko w gronie ok. 3500 organizatorów turystyki oraz nowe rejestracje użytkowników, którzy złapani w sieć, po kilku miesiącach będą musieli wykupić płatny abonament.
Szymon



