Ostatni wrześniowy weekend wpłynął dość zasadniczo na zmianę moich jesiennych planów. Wybierałam się do Santiago de Compostela. To trzecie miejsce po Rzymie i Jerozolimie, których człowiek wiary powinien dotknąć. Każdy kiedy indziej, w swoim czasie i na swój sposób. Zdawało mi się zatem, że tylko wędrując po hiszpańskiej Galicji albo Portugalii, ale na pewno daleko stąd – na traktach tej prawdziwej, odwiecznej i oznakowanej symboliczną muszlą jakubową „drogi” uporam się z przeładowanym bagażem osobistych i zawodowych spraw oraz wszechmocnym czasem, który mi wybije za kilka dni pełne półwiecze. Plany moje się zmieniły, a to z powodu nieoczekiwanego zaproszenia na golubsko-dobrzyński fragmentu drogi, o którego istnieniu nie wiedziałam. Camino Polaco? To pewnie zabawa, „ersatz” prawdziwej tajemnicy, jakiś spacerek po golubskim rynku i strachy na lachy z przebranymi Krzyżakami – to nie dla mnie – strata czasu…
A jednak wypełniłam stosowną akredytację dziennikarską i pojechałam na wrześniowe study tour, organizowane przez bliżej nieznanych mi dotąd pasjonatów owego kujawsko-pomorskiego Camino Polaco. Mieszkam na Opolszczyźnie, więc w miarę „rozreklamowane” fragmenty Drogi Św. Jakuba mamy i u nas, w okolicach Nysy, Głuchołaz, Kamienia Śląskiego, ale jakoś do głowy mi dotąd nie przyszło, aby poszukiwać w moim regionalnym – raczej piekiełku – drogi do grobu Apostoła.
.jpg)
Przeprawiłam się przez prom na Wiśle w Nieszawie – i się zaczęło.
Paulo Coelho napisał: „Gdziekolwiek zapragniesz ujrzeć oblicze Boga, tam je zobaczysz”. Wioski, krajobrazy, cisza, jakiej już na co dzień nie ma wokół nas, towarzyszyły mi przez ostatnie kilometry do Osady Karbówko. Tu kilkunastokilometrowy etap Drogi Św. Jakuba pokonaliśmy raczej nietypowo dla opisywanych w przewodnikach form pielgrzymowania do Santiago de Compostela, bo kajakami. Wiosłując nurtem Drwęcy, obserwując rajski krajobraz rezerwatu, uświadomiłam sobie, że Camino Polaco rzeczywiście istnieje tu i teraz, najpełniej. Przebiega przez miejsca ustronne, by u celu postawić na mej drodze ludzi, którzy tworzą rzeczy najprostsze a przez to największe, każąc mi z szacunkiem pochylić się nawet nad przepisami na… kiełbasę, jogurt, leguminę, dżem… z cukinii, no i na ogórki, ale te najdosłowniej smakowite kąski mojej przygody z Camino Polaco zostawię na razie dla siebie (pozdrawiam mistrza masarskiego Zbyszka z Karbówka i gospodynie z Płonnego).
W kujawsko-pomorskim paszporcie pielgrzyma, jaki otrzymaliśmy w Szafarni, wbito mi pierwszą pieczątkę, dokumentującą przebycie fragmentu średniowiecznej drogi. Agnieszka Brzezińska, dyrektor słynnego w Polsce Ośrodka Chopinowskiego, wraz z innymi członkami Towarzystwa Jakubowego, animatorka działań, które w gronie regionalnych pasjonatów realizowane są wzdłuż lokalnej Drogi Św. Jakuba, propaguje tutaj ideę sobotnich pielgrzymek kolejnymi odcinkami szlaku, wykłady, koncerty w miejscu, gdzie przebywał dwukrotnie młody Fryderyk Chopin: stworzyła tu swoiste „Camino w Szafarni”. W sąsiedniej wiosce – Płonnem – czaruje atmosfera stareńkiego, XV-wiecznego kościoła św. Jakuba, który coraz częściej odwiedzają pielgrzymi, podążający Camino Polaco, wiodącym tędy od granicy litewskiej w Ogrodnikach przez Olsztyn, Gietrzwałd, Brodnicę po Toruń, Gniezno, Poznań. Płonne, niegdyś historyczna posiadłość rodu Dziewanowskich, to miejsce godne dłuższego przystanku w Regionalnej Izbie Tradycji Marii Dąbrowskiej. Smak miejscowej leguminy nie zmienił się tu od czasów autorki „Nocy i Dni”. Golub-Dobrzyń obejrzeć polecam zarówno nocą, jak i za dnia. Nocą należy koniecznie zwiedzić odbudowywany przez pasjonatów krzyżacki zamek, łącznie z lochem, spojrzeć z góry na panoramę miasta, bo o podobną w Polsce trudno – zapiera dech. Zarządza nim syn słynnego kasztelana Zygmunta Kwiatkowskiego, Piotr. Zamek jest widoczny najpełniej z perspektywy dachu „Va Bank”. Jak sama nazwa wskazuje, kiedyś był tu bank, a dziś – proponuję sprawdzić. A ten sernik…
.jpg)
Golub-Dobrzyń ma historię fascynującą; należy wpierw poczytać o skomplikowanych dziejach tego narodowego pogranicza, zaś wsłuchując się w bicie dzwonu na wieży kościoła św. Katarzyny, wczuć się w klimat czasów Anny Wazówny, po której został w tych okolicach nie tylko ten podarowany jej przez króla Zygmunta III Wazę dzwon czy renesansowe elementy na gotyckim zamku, ale też okoliczne plantacje tytoniu. Wioski tematyczne, jakie działają w okolicy Golubia-Dobrzynia i osady Karbówko, stanowią świetne, gotowe pomysły do przeniesienia na grunt niejednej polskiej wsi, gdzie wystarczy zapał kilku osób, stowarzyszonych wokół idei Odnowy Wsi.
Organizatorem podróży studyjnej dla dziennikarzy z całego kraju był mój krajan, Ślązak rodem z Koszęcina, Ryszard Konopka z Golubsko-Dobrzyńskiej Organizacji Turystycznej.
Kujawski „Szlak św. Jakuba” pozostawił w mej pamięci szereg pozytywnych obrazów na temat obecnej kondycji regionalnej turystyki, którą tworzą w mikroskali lokalnej kompetentni ludzie.
W rozpoczynającym się Roku Wiary warto rozejrzeć się wokół siebie, zwłaszcza jeśli nasze drogi do domów, do pracy, do rodzin i przyjaciół pokrywają się z odwiecznym szlakiem naznaczonym muszlą. I okazać się może, że ludzie na tych codziennych szlakach nam najbliżsi to bohaterowie podobnych wielkich dzieł jak Piotr Kwiatkowski, szefowa ośrodka w Szafarni, liderki z wiosek tematycznych, charyzmatyczny Witold Karbowski, który zbudował najprawdziwszą wieś w zakolu Drwęcy i dał pracę setkom mieszkańców podupadłych wiosek i miasteczek od Torunia po Golub-Dobrzyń.
Muszę powrócić na tamto kujawskie Camino Polaco, obiecałam to Ryszardowi, który zadał sobie ogromny trud, opracowując program tej świetnej podróży. Po to, żeby być może wspólnie stworzyć dalsze elementy drogi, która przedziwnie łączy ludzi pasji, wiary, prostoty, pokory. A tamto „prawdziwe” galicyjskie Camino na razie jeszcze trochę poczeka.
Teresa Kudyba



