Atakuje się nas wciąż nowymi badaniami, prognozami (najchętniej katastroficznymi), demitologizuje raz uświęcone prawdy, co – jak nietrudno przewidzieć – powoduje wewnętrzny chaos. Bo jak na przykład odnieść się do wiadomości, obwieszczonej w gazecie „Metro”, że wyjazd do znanego, słynącego z dobrego klimatu kurortu wypoczynkowego może skracać życie a nie je zdrowotnie podrasować?
„Metro” powołuje się na badania profesorów z Uniwersytetu w Pekinie i Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Prof. prof. Yuyu Chen oraz Avraham Ebenstein, obserwując chińską populację w jej rodzimym środowisku i prowadząc na niej badania naukowe, doszli do wniosku, iż zamieszkiwanie w wielkich miastach wcale nie jest gorsze niż w miejscach uchodzących dotąd za dużo zdrowsze. Z opublikowanych przez „Metro” danych wynika, iż każde 100 mikrogramów pyłów zawieszonych w metrze sześciennym powietrza skraca przewidywalną długość życia o 3 lata. Pyły, o których mowa, powstają ze spalania węgla i spalin samochodowych. Mają też swoją nazwę – PM10.
Idąc tym tropem, zainteresowano się parametrami PM10 w naszych kurortach. Wynika z nich dowodnie, że to, co „wisi w powietrzu” w Zakopanem, skraca życie o ponad rok, w osławionym Ciechocinku – o prawie 9 miesięcy, w Busku – Zdroju, wabiącym ofertą kuracyjnych sukcesów – o 11 miesięcy, w nadmorskim Kołobrzegu – o 10 miesięcy. Trochę lepiej, ale wciąż niepokojąco, jest w innych nadbałtyckich kurortach: np. pobyt (a może lepiej – zamieszkanie)w Ustce to skrócenie sobie życia o 3 miesiące 1 tydzień, we Władysławowie – o pół roku, w Sopocie – o 6 miesięcy 2 tygodnie.
Wobec powyższego – „dla zdrowotności” zaleca się w kurortach wizyty krótkie i niezobowiązujące.
E.M.



