
W nocy z wtorku na środę ewakuowano część pasażerów i gości z największego holenderskiego portu lotniczego Amsterdam-Schiphol oraz pobliskiego hotelu. Początkowo w mediach pojawiła się informacja, że cała sytuacja spowodowana była znalezieniem podejrzanego pakunku przed terminalem przylotów. Wersja ta została jednak sprostowana po kilkunastu godzinach.
Holenderska policja poinformowała, że winnym całego zamieszania był pijany 25-letni Polak, który rzekomo miał podejść do jednego z funkcjonariuszy i oznajmić mu, że „jest terrorystą”. Polak dźwigał dwa duże plecaki, dlatego służby zareagowały natychmiastowo. Na miejsce zdarzenia przybył oddział antyterrorystów. Funkcjonariusze wraz z psami przeszukiwali terminal, natomiast policyjny robot sprawdził bagaż Polaka – nie znaleziono w nim żadnych ładunków wybuchowych. O godz. 1:30 w nocy, po czterech godzinach akcji, alarm został odwołany.
oprac. Przemysław Rychter
foto: Cjh1452000/Wikimedia CC BY-SA 3.0




Jedna odpowiedź
Pan Polak był trzeźwy jak kontroler lotów i zapewne zapytał coś w tym rodzaju: gdzie mogę te tornistry zostawić? (szukał po prostu przechowalni bagażu). Reakcja typowa dla spanikowanej obsługi i cityzenów, wkręcanych w spiralę strachu przez … wiadomo kogo 😉