A może by tak „three-to- seven”?

Alastair Humphreys to brytyjski podróżnik, który ma na swoim koncie m.in. rowerową wyprawę dookoła świata, 230-kilometrowy maraton przez Saharę, 800 km pieszo wzdłuż rzeki Kaveri przez Indie, przepłynięcie łodzią wiosłową przez Atlantyk. Jest też autorem pięciu książek o podróżowaniu i niezwykle poczytnego bloga – www.alastairhumphreys.com. To w nim właśnie przeczytać można o proponowanych miniwyprawach, które nazwał „five-to-nine”, a które w naszych polskich warunkach bardziej orientują zjawisko, posługując się trawestacją, na „three-to-seven”.

Ta z języka angielskiego wzięta nazwa oznaczać miałaby czas wolny od momentu wyjścia z pracy po rozpoczęcie jej w dniu następnym. To całe 16 godzin! Nieprawdą jest więc powtarzanie jak mantra, że nie mamy czasu. Nawet jeśli nie możemy pozwolić sobie na dłuższy wakacyjny wypad, przy minimum nakładu jesteśmy w stanie zyskać maksimum przyjemności. Bo przygoda jest wszędzie – jak mówi Alastair.

Takie 16-godzinne wyprawy nie wymagają ani szczególnego nakładu finansowego, ani przygotowań. Wystarczy spakować plecak z najbardziej potrzebnymi rzeczami i wsiąść do dowolnego środka komunikacji, który wywiezie nas poza miasto, tak, by zgubić ślady miejskiego życia.

Koniecznie pod chmurką trzeba zaplanować posiłek i nocleg. W nocy winniśmy patrzeć aż do znużenia na gwiazdy i wsłuchiwać się w odgłosy dochodzące z pól, łąk, z okolicznego lasu lub znad wody. Dobrze mieć towarzyszy, z którymi, sącząc piwo i gadając, nabiera się świeżego spojrzenia na sprawy i ludzi. Można też solo – sam pośród przyrody – smakować  jeszcze intensywniejszych doznań. A wczesnym porankiem wyjść z kokonu śpiwora,  wykapać się w rzece lub jeziorze i wsiąść do pociągu, autobusu, na rower – jakkolwiek, byleby dotrzeć na czas do pracy. Tym razem w lekkim niewyspaniu i bez sztywnych kołnierzyków –  raz kiedyś przecież można.

Zdaniem Humphreys’a, tkwiąc w swoim komforcie, człowiek pozbawia się ekscytujących chwil, które są tuż tuż. Bo takie miniwyprawy gwarantują odrobinę szaleństwa i ryzyka, a powrót do normalnego życia pozwala zobaczyć, jak wszystkie codzienne rzeczy, które normalnie uchodzą uwagi, są cenne i przyjemne. Ale też można dojść do wniosku, że to zupełnie beznadziejny pomysł, by spać pod gwiazdami; wówczas dotychczasowe życie, jakie się wiedzie, będzie można nazwać wystarczającym i szczęśliwym.

Ewa Matyba

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *