Już nie Niemcy i nie Amerykanie wiodą prym w podróżowaniu. Według raportu Światowej Organizacji Turystyki (UNWTO), to obywatele Chin są najliczniejszą grupą wśród turystów. Ale oprócz tytułu lidera Chińczycy zyskali inny jeszcze tytuł – „najgorszych turystów świata”.
Najpierw zobaczmy, co przyczyniło się do tego fenomenu, jakim jest podróżniczy boom obywateli ChRL. Niewątpliwie wpływ na zainteresowanie Chińczyków turystycznymi wyjazdami ma ogólny wzrost zamożności chińskich rodzin. Złagodzone przepisy wizowe w większości krajów oraz wzrost kursu waluty chińskiej to dodatkowe powody, dla których Chińczycy polubili wojaże.
A teraz pytanie, które w tej analizie wydaje się być bardziej intrygujące: skąd ta fatalna opinia o chińskich turystach?
Żaden kraj, dokąd masowo przybywają Chińczycy, nie jest wolny od narzekania na nich. Z danych ONZ wynika, że w zeszłym roku na wycieczki zagraniczne wyjechało 83 mln chińskich turystów. Ale to nie ich „inwazyjność” jest powodem niechęci wobec obywateli Państwa Środka, lecz fatalne maniery, czy, lepiej, brak manier.
Touroperatorzy i turystyczni usługodawcy doskonale wiedzą, że Chińczycy nie przestrzegają żadnych przepisów i obowiązujących regulaminów, hałasują, są skorzy do awantur, przepychają się, nie respektują kolejek, okazują brak szacunku wobec usługodawców. Znane też są ich zachowania związane z załatwianiem potrzeb fizjologicznych – otóż odbywają defekację na peronach, na dworcach kolejowych, w pociągach metra, na chodnikach i innych miejscach publicznych. Niektóre obiekty, jak np. Luwr, umieszczają informację w języku chińskim ( jak w żadnym innym języku) o zakazie załatwiania się na terenie otaczającym muzeum. To zwłaszcza tu, we Francji, gdzie Chińczycy przybywają najchętniej, biorąc pod uwagę kraje europejskie, ich reputacja jest mocno nadszarpnięta.
Ale i w krajach azjatyckich, kulturowo podobnych, też są w stanie rozzłościć swoją bytnością. Wyjątkowo niechętny przybyszom z Chin kontynentalnych jest Hongkong a także, dotąd sojusznik, Korea Północna.
Komunistyczna władza, świadoma zachowań swoich obywateli, dalekich od tego, co uchodzi w świecie za cywilizowane, wydała – we współpracy z państwową organizacją turystyczną – 128-znakową rymowankę, mającą ułatwić turystom zapamiętanie podstawowych zasad zachowania w podróży. Ale na razie odpowiedzialny za kwestie etyczne organ Komunistycznej Partii Chin nie odniósł znaczących postępów unifikacyjnych na tym polu.
Mimo jednak wielkich kłopotów, kraje całego świata nie odżegnują się od przyjmowania Chińczyków. A to z tego powodu, że spora część wydawanych przez tych turystów pieniędzy zasili gospodarkę kraju, do którego przybyli. Niemcy, których nadzwyczaj irytują nieokrzesani podróżni, wydają w Chinach duże kwoty na promocję swoich landów, bo przeciętny turysta z Chin zostawia dziennie 300 euro w niemieckich sklepach.
Polacy, którzy rocznie, według danych POT, przyjmują ok. 35 tys. Chińczyków i też wyrobili sobie zdanie o „najgorszych klientach”, jednocześnie pożądają ich przyjazdu z tych samych ekonomicznych względów.
E.M.



