Z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, że istnieją przesłanki, iż jeden z największych polskich touropratorów, z pierwszej dziesiątki, może ogłosić upadłość.
Nikt nikomu źle nie życzy, ale nawet pojawinie się tego typu spekulacji nie wpływa najlepiej na nadwątlone już zaufanie do organizatorów turystyki. Podstawowym powodem jest medialność tematu. Kolejnym są skutki złego prawa w tym zakresie, które w takich przypadkach "uwalnia" od odpowiedzialności upadłego organizatora turystyki, zazwyczaj zamykającego biuro i nikt w takim przypadku nie ma dostępu listy klientów przebywających zagranicą.
Największy problem zaczyna się wtedy, gdy zabraknie środków z gwarancji na sprowadzenie wszystkich klientów danego biura. W ubiegłym roku Urzędy Marszałkowskie zapowiedziały już, że z własnych środków nie będą sprowadzały turystów upadłego biura podróży.
Przedstawiciele branży turystycznej od wielu miesięcy biją na alarm, pokazując gdzie są prawdziwe problemy tego sektora. Jednak ich głos nie przebija się przez labirynt korytarzy prowadzących do stosownych decydentów. Planowane powołanie Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego to fastrygowanie, a nie naprawianie systemowe problemu. O czym informowaliśmy wielokrotnie w ostatnich komunikatach.



