
Obecnie 7,1 proc. całkowitego ruchu w Indiach to turystyka przyjazdowa. The Federation of Associations in Indian Tourism & Hospitality (FAITH) reprezentująca organizacje branży turystycznej, turystycznej i hotelarskiej chce, aby do 2035 roku odsetek ten wzrósł do 15,9 proc.
Hamulcem może być indyjska e-wiza, która jest przyznawana posiadaczom paszportów z 163 państw, odwiedzających Indie w celach: turystycznym; wypoczynkowym; w celu spotkania z przyjaciółmi lub krewnymi; aby wziąć udział w krótkoterminowym szkoleniu jogi; w ramach leczenia; w celach biznesowych.
Koszt wizy 30-dniowej wynosi od 10 do 25 USD, rocznej 40 USD i pięcioletniej – 80 USD.
O wizę można ubiegać się przez internet i chociaż proces wydaje się prosty, do dla wielu osób, zwłaszcza z krajów zachodnich, procedura jest jednak zbyt skomplikowana. Problemem jest m.in. wymóg podania w ramach referencji nazwiska osoby w Indiach. Menedżerowie hoteli są zmuszeni ręczyć za gości, których nigdy wcześniej nie widzieli.
Ponadto, formularz jest zagmatwany. Jedno z pytań dotyczy tego, czy ktoś specjalnie podróżował do krajów należących do… trzyliterowego kodu. Kolejne pytanie dotyczy imion rodziców i dziadków oraz wszystkich posiadanych przez nich obywatelstw. A przesłanie odpowiedniego zdjęcia jest łatwe dla kogoś, kto na co dzień pracuje w programie Adobe Photoshop, ale niemożliwe dla kogoś, kto używa komputera głównie do rozrywki lub odbierania poczty e-mail.
Ponadto, za odrzuconą wizę urzędy indyjskie nie zwracają pieniędzy. W efekcie w momencie składania kolejnego wniosku, płaci się podwójnie.



