Ełk to piękne, średniej wielkości mazurskie miasto, położone w otoczeniu trzech jezior: Sunowo, Selment Wielki i Jezioro Ełckie oraz rzeki Ełk. Plaża miejska i liczne dzikie plaże tworzą wiele wspaniałych miejsc do wypoczynku i rekreacji. Miasto miłe, przytulne i kompleksowe. Jedyne, czego brakuje mieszkańcom to praca. W urzędzie pracy tłok, a tablice ofert świecą pustkami. Utrzymujące się ponad dwudziestoprocentowe bezrobocie daje się we znaki. Praca „na czarno”, tymczasowa, niepełno-etatowa są na porządku dziennym. Co na to władze? Szansę dla miasta i jego mieszkańców upatrzyły w turystyce.
Trzeba przyznać, że turystyka byłaby najlepszą i jak się wydaje w tej chwili, jedyną drogą na wspaniały rozwój tej zapomnianej na turystycznej mapie Polski miejscowości. Duże przedsiębiorstwa nie kwapią się do lokowania inwestycji na tych terenach. Małe przedsiębiorstwa nie powstają, bo młodzi ludzie nie widząc potencjału uciekają do większych, perspektywicznych miast. Ełk łaknie turystyki, jak pustynia wody.
Jednak choć Ełk pięknym miastem jest, jest też miastem pomimo położenia w centrum Mazur, zapomnianym nieco przez turystów. Nic jednak dziwnego, bo choć znaleźć tu można kilka ładnych plaż, brakuje atrakcji przyciągających wczasowiczów. Dwie wypożyczalnie sprzętu wodnego to niestety za mało, by zagospodarować sobie letni czas w Ełku. Do niedawna władze miasta próbowały ratować się częstymi koncertami na miejskiej plaży, jednak po pewnych zmianach na urzędniczych stołkach pojawił się nowy plan. Upiększymy miasto.
Prawdą jest, że Ełk – choć od dawna był miejscem urokliwym – w tej chwili jest po prostu cudowny i klimatyczny. Odremontowane, zdobione kamienice, starodawne latarnie przyozdobione kwiatami, skalniaki z tryskającą wodą, park z alejkami i fontanną w centrum miasta, deptak ze ścieżką rowerową wzdłuż całego wybrzeża jeziora (kilka kilometrów), zdobione kosze na śmieci, ławeczki, stoliczki, chodniczki, balustradki, kwiatki, rabatki, place zabaw, kamyczki, woda, drzewka – słowem cudowny retro przepych. Ulice co miesiąc wzbogacają się o nowe dodatki i ozdobniki. Co rusz któraś kamienica czy droga zostaje ustawiona na celowniku i niebawem przybiera wygląd ekskluzywnej dzielnicy. Pogratulować gustu i pomysłów.
Nasuwa się jednak pytanie: co dalej? Czy ta renowacja miasta zmierza w konkretnym, skierowanym na mieszkańców kierunku; czy jej celem jest jedynie ładne miasto, które ma umilić bezrobotne przechadzki w poszukiwaniu pracy? Czy naprawdę piękne chodniki wystarczą turystom, którzy mają zjeżdżać się z całej Polski, by przejść się nadjeziornym deptakiem?
Jeżeli nie, to należałoby uznać, iż władze przygotowują grunt pod „uturystycznienie” miasta jakimiś atrakcjami, godnymi uwagi. Jakimi? Możliwości jest sporo, a co zaplanują samorządowcy, trudno powiedzieć. Należy jedynie stwierdzić, że grunt jest już świetnie przygotowany i całkiem nieźle ubity…
Trzeba przyznać, że turystyka byłaby najlepszą i jak się wydaje w tej chwili, jedyną drogą na wspaniały rozwój tej zapomnianej na turystycznej mapie Polski miejscowości. Duże przedsiębiorstwa nie kwapią się do lokowania inwestycji na tych terenach. Małe przedsiębiorstwa nie powstają, bo młodzi ludzie nie widząc potencjału uciekają do większych, perspektywicznych miast. Ełk łaknie turystyki, jak pustynia wody.
Jednak choć Ełk pięknym miastem jest, jest też miastem pomimo położenia w centrum Mazur, zapomnianym nieco przez turystów. Nic jednak dziwnego, bo choć znaleźć tu można kilka ładnych plaż, brakuje atrakcji przyciągających wczasowiczów. Dwie wypożyczalnie sprzętu wodnego to niestety za mało, by zagospodarować sobie letni czas w Ełku. Do niedawna władze miasta próbowały ratować się częstymi koncertami na miejskiej plaży, jednak po pewnych zmianach na urzędniczych stołkach pojawił się nowy plan. Upiększymy miasto.
Prawdą jest, że Ełk – choć od dawna był miejscem urokliwym – w tej chwili jest po prostu cudowny i klimatyczny. Odremontowane, zdobione kamienice, starodawne latarnie przyozdobione kwiatami, skalniaki z tryskającą wodą, park z alejkami i fontanną w centrum miasta, deptak ze ścieżką rowerową wzdłuż całego wybrzeża jeziora (kilka kilometrów), zdobione kosze na śmieci, ławeczki, stoliczki, chodniczki, balustradki, kwiatki, rabatki, place zabaw, kamyczki, woda, drzewka – słowem cudowny retro przepych. Ulice co miesiąc wzbogacają się o nowe dodatki i ozdobniki. Co rusz któraś kamienica czy droga zostaje ustawiona na celowniku i niebawem przybiera wygląd ekskluzywnej dzielnicy. Pogratulować gustu i pomysłów.
Nasuwa się jednak pytanie: co dalej? Czy ta renowacja miasta zmierza w konkretnym, skierowanym na mieszkańców kierunku; czy jej celem jest jedynie ładne miasto, które ma umilić bezrobotne przechadzki w poszukiwaniu pracy? Czy naprawdę piękne chodniki wystarczą turystom, którzy mają zjeżdżać się z całej Polski, by przejść się nadjeziornym deptakiem?
Jeżeli nie, to należałoby uznać, iż władze przygotowują grunt pod „uturystycznienie” miasta jakimiś atrakcjami, godnymi uwagi. Jakimi? Możliwości jest sporo, a co zaplanują samorządowcy, trudno powiedzieć. Należy jedynie stwierdzić, że grunt jest już świetnie przygotowany i całkiem nieźle ubity…
Iwona Pajewska



