
Branża turystyczna uwielbia konferencje. Im więcej sceny, reflektorów, roll-upów i paneli dyskusyjnych, tym lepiej. Program prawie zawsze wygląda podobnie: rekordowy sezon, świetna kampania, innowacyjny produkt, wzorcowa współpraca i obowiązkowe są owacje dla prelegentów.
Po kilku godzinach wszyscy są zadowoleni. Prelegenci, bo zostali pochwaleni i organizatorzy za świetną frekwencję. Partnerzy zadowoleni, że ich logotypy pojawiły się na każdym slajdzie. Uczestnicy natomiast wymienili wizytówki, zjedli lunch i „podbili” delegacje.
Turystyka od braw wcale nie staje się lepsza
Coraz więcej branżowych spotkań przypomina raczej towarzyskie tournée wzajemnej adoracji niż miejsce, w którym naprawdę rozwiązuje się problemy. Te same twarze, podobne prezentacje i hasła o innowacyjności, współpracy i sukcesie. A na koniec obowiązkowe zdjęcie na LinkedIn z podpisem: „Inspirujące rozmowy”, „Wymiana doświadczeń”, „Fantastyczna energia”.
Tylko dlaczego po tych wszystkich inspiracjach wciąż powtarzamy te same błędy?
Brak ważnego słowa
Może dlatego, że na konferencjach turystycznych praktycznie nie istnieje jedno słowo – porażka
Nie mówi się o kampaniach, które pochłonęły setki tysięcy złotych i nie przyciągnęły turystów. Nie analizuje się inwestycji, które miały być ikoną regionu, a dziś stoją puste. Nie pokazuje się strategii, które po roku trafiają do szuflady, ani aplikacji, których nikt nie pobiera. Za to sukcesów jest tyle, że gdyby wierzyć wszystkim prezentacjom, Polska powinna już dawno pękać w szwach od zachwyconych turystów.
Może właśnie dlatego najbardziej wartościową konferencją dla branży byłaby taka, na której obowiązywałaby tylko jedna zasada.
Nie wolno opowiadać o sukcesach
Wyłącznie o błędach. O nietrafionych decyzjach i projektach, które nie zadziałały. O milionach wydanych bez efektu i przede wszystkim o tym, czego dzięki temu się nauczono.
Brzmi prowokacyjnie? być może.
Ale z takiej konferencji uczestnicy wróciliby z większą wiedzą niż z trzech dni kolejnego branżowego pogawędek o współpracy, synergii i innowacyjnych rozwiązaniach, które od lat brzmią dokładnie tak samo. Natomiast samo wskazywanie problemów jest na tyle złożone i niepopularne, że osoby je podnoszące, delikatnie mówiąc, narażają się na ryzyko bycia uznanymi za kontrowersyjne.
Więcej turystycznych kontrowersji znajdziesz na stronie www.2ba.pl lub www.travel2.pl.
Autor: Agnieszka Nowak i Leszek Nowak



