Kilka lat temu jeden z aktorów strawestował utwór Grzegorza Turnaua „Cichosza” i zrobił z niego małą, ale wyjątkowo trafną analizę i charakterystykę Krakowa, jego zwyczajów i wpływu, jaki wywiera na ludzi. Zwłaszcza tych, którzy nie mieszkają tam na co dzień, a przyjeżdżają raz na jakiś czas, żeby złapać trochę kultury i pooddychać sławetnym krakowskim powietrzem.
Tekst opowiadał o stereotypowym patrzeniu na dawną stolicę Polski. Chociaż było tam trochę przesady i odrobinę prześmiewczego spojrzenia na Karków, który stawia się na piedestale w porównaniu z innymi miejscami, to nie można oprzeć się wrażeniu, że wszystko się zgadza. Każda ulica jest wyjątkowa, każde przedsięwzięcie wspina się na wyżyny kulturalnych możliwości, a ludzie pochodzący z Krakowa niewątpliwie są inteligentni, wyjątkowo wrażliwi artystycznie i niosą chlubę nie tylko miastu, jako ważnemu ośrodkowi turystycznemu, ale też i wszystkim rodakom, którzy od czasu do czasu spragnieni są czegoś „wyższego”. A Kraków niewątpliwie jest synonimem tego, co dobre, poprawne i reprezentatywne.
To chyba jedyne polskie miasto, o którym nie mówi się źle. Miasto, które jest najlepszą i najbardziej znaną wizytówką Polski na całym świecie. To nie Warszawa uznawana jest za najpiękniejsze miasto nadwiślańskiego kraju, ale właśnie Kraków, który coraz bardziej upodabnia się do zachodnich wielkich miast.
Idąc krakowskim rynkiem, usłyszymy wszystkie języki świata, zostaniemy zaczepieni przez sympatycznego dorożkarza, który weźmie nas za angielskich turystów i w tymże języku zaproponuje nam edukacyjną wycieczkę po mieście. Jadąc jednym z niebieskich tramwajów w kierunku teatru Bagatela usłyszałam rozmowę dwóch młodych dziewczyn, które – sądząc z rozmowy – zawitały do pięknego Krakowa pierwszy raz. Zaraz po skasowaniu biletu ulokowały się na końcu przedziału tramwajowego, walizki postawiły na podłodze i z zapartym tchem spoglądały przez szyby na panoramę miasta. Ich podziw był wielki i szczery, bo przymiotniki: cudowny, nadzwyczajny, bajeczny itp. pojawiały się w nich rozmowie nadzwyczaj często. Wyraźnie zachwycone planowały krok po kroku swoją wycieczkę po Krakowie. To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci, to zdanie jednej w nich, że jeździmy na drugi koniec świata, żeby poleżeć przed basem z wodą w kolorze lazurowym, a zapominamy o tym, że u nas też jest pięknie. Jednak ktoś sobie o tym przypomniał. O wieczorach kawalerskich organizowanych przez Anglików właśnie w Krakowie mówiło się dużo już jakiś czas temu, jednak liczba turystów w najróżniejszych stron świata z roku na rok wzrasta. Co najważniejsze – Polacy też dostrzegają, że mamy się czym pochwalić. Kraków jest tu tylko przykładem.
Warto odwiedzić Kraków raz jeszcze, nawet jeśli byliśmy tam już wiele razy. Na naszej osobistej mapie turystycznych wspomnień powinny być miejsca, do których wraca się zawsze. I to właśnie jedno z takich miejsc. Miasto inspiracji.
Tekst opowiadał o stereotypowym patrzeniu na dawną stolicę Polski. Chociaż było tam trochę przesady i odrobinę prześmiewczego spojrzenia na Karków, który stawia się na piedestale w porównaniu z innymi miejscami, to nie można oprzeć się wrażeniu, że wszystko się zgadza. Każda ulica jest wyjątkowa, każde przedsięwzięcie wspina się na wyżyny kulturalnych możliwości, a ludzie pochodzący z Krakowa niewątpliwie są inteligentni, wyjątkowo wrażliwi artystycznie i niosą chlubę nie tylko miastu, jako ważnemu ośrodkowi turystycznemu, ale też i wszystkim rodakom, którzy od czasu do czasu spragnieni są czegoś „wyższego”. A Kraków niewątpliwie jest synonimem tego, co dobre, poprawne i reprezentatywne.
To chyba jedyne polskie miasto, o którym nie mówi się źle. Miasto, które jest najlepszą i najbardziej znaną wizytówką Polski na całym świecie. To nie Warszawa uznawana jest za najpiękniejsze miasto nadwiślańskiego kraju, ale właśnie Kraków, który coraz bardziej upodabnia się do zachodnich wielkich miast.
Idąc krakowskim rynkiem, usłyszymy wszystkie języki świata, zostaniemy zaczepieni przez sympatycznego dorożkarza, który weźmie nas za angielskich turystów i w tymże języku zaproponuje nam edukacyjną wycieczkę po mieście. Jadąc jednym z niebieskich tramwajów w kierunku teatru Bagatela usłyszałam rozmowę dwóch młodych dziewczyn, które – sądząc z rozmowy – zawitały do pięknego Krakowa pierwszy raz. Zaraz po skasowaniu biletu ulokowały się na końcu przedziału tramwajowego, walizki postawiły na podłodze i z zapartym tchem spoglądały przez szyby na panoramę miasta. Ich podziw był wielki i szczery, bo przymiotniki: cudowny, nadzwyczajny, bajeczny itp. pojawiały się w nich rozmowie nadzwyczaj często. Wyraźnie zachwycone planowały krok po kroku swoją wycieczkę po Krakowie. To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci, to zdanie jednej w nich, że jeździmy na drugi koniec świata, żeby poleżeć przed basem z wodą w kolorze lazurowym, a zapominamy o tym, że u nas też jest pięknie. Jednak ktoś sobie o tym przypomniał. O wieczorach kawalerskich organizowanych przez Anglików właśnie w Krakowie mówiło się dużo już jakiś czas temu, jednak liczba turystów w najróżniejszych stron świata z roku na rok wzrasta. Co najważniejsze – Polacy też dostrzegają, że mamy się czym pochwalić. Kraków jest tu tylko przykładem.
Warto odwiedzić Kraków raz jeszcze, nawet jeśli byliśmy tam już wiele razy. Na naszej osobistej mapie turystycznych wspomnień powinny być miejsca, do których wraca się zawsze. I to właśnie jedno z takich miejsc. Miasto inspiracji.
Anna Jarkiewicz



