– W stosunku do ubiegłego roku mamy o 40-50 procent mniej anglojęzycznych turystów – przyznaje Leszek Jagodziński, kierownik restauracji Rooster. – W ubiegłych latach mieliśmy nawet gości z Włoch na wózkach inwalidzkich. W tym roku jeszcze ich nie widziałem – dodaje.
Podobnie jest w najbardziej znanym łódzkim Muzeum Sztuki. W lipcu ubiegłego roku sprzedano w nim 999 biletów, dla porównania – w lipcu tego roku – jedynie 776. Owszem, Łódź nie może się pod tym względem równać z Krakowem czy Rzymem, ale turyści narzekają nie na zabytki i architekturę, ale na lekceważenie ich potrzeb.
– Nie mogę zrozumieć, dlaczego w środku sezonu zamyka się główne atrakcje miasta – narzeka Anna, studentka z Krakowa, która spędza wakacje w Łodzi i metodycznie, z mapą w ręku, zwiedza miasto. – Chciałam zajrzeć do Muzeum Kinematografii, ale… nie wpuszczają teraz turystów. W zeszłym tygodniu nie działała Palmiarnia. To jakiś absurd!
Tymczasem władze Łodzi i województwa postanowiły… przebadać turystów. W tym tygodniu ruszają pierwsze, kompleksowe badania turystyki w Łodzi. Ankieterzy staną w Manufakturze, na Piotrkowskiej i w mniejszych miastach. Ma to pomóc w przygotowaniu odpowiedniej oferty. Będzie jak znalazł – za rok.
Turyści przyjeżdżający do Łodzi narzekają nie tyle na nieciekawe zabytki, co raczej na infrastrukturę i słabą promocję.
Petrę Dachtler z Berlina oraz Irinę Malkmus z Monachium zachwyca pałac Herbsta, ale nie mogą zrozumieć, dlaczego w obiekcie nie ma nawet kawiarenki dla gości. – W Niemczech natychmiast by powstała i ktoś by zarobił – tłumaczą.
Zamknięte w środku lata muzea, nieskuteczna promocja i mocna złotówka wypłaszają z Łodzi turystów. To spostrzeżenia i obliczenia hotelarzy i przewodników, brak jest tu bowiem nadal bardziej precyzyjnych danych. Ostatnie szacunkowe badania pochodzą z 2005 roku. Ale np. w odczuciu łódzkich restauratorów, w tym roku jest znacznie gorzej niż w ubiegłym.
Pracownicy punktu informacji turystycznej na łódzkim lotnisku odpływu turystów jeszcze nie zauważyli, ale… rzadko spotykają kogoś, kto chciałby zwiedzać Łódź. – Mamy dwie grupy gości z zagranicy, głównie z Wielkiej Brytanii – mówi Miłosz Wika, rzecznik lotniska. – Pierwsza, to uczestnicy wieczorków kawalerskich, którzy świętują w Łodzi. Druga, to osoby, które korzystają z naszego lotniska, by jechać dalej w Polskę.
By zawalczyć o przyjezdnych, biuro promocji Urzędu Miasta Łodzi, Urząd Marszałkowski oraz Regionalna Organizacja Turystyczna postanowiły wspólnie przeprowadzić wielkie badanie turystów w Łodzi. To pierwsza taka akcja w województwie. – Badanie ma pomóc w dostosowaniu do potrzeb oferty turystycznej Łodzi – tłumaczy Kamila Szymczak, kierownik oddziału turystyki w biurze promocji UMŁ.
W pierwszym etapie przebadanych zostanie 2 tys. turystów w Łodzi i miastach województwa. Wyniki poznamy w grudniu, w następnych latach badania mają być powtarzane. Jarosław Janowski nie jest jednak przekonany, czy to pomoże. – Chyba że to od ankieterów turyści dowiedzą się, jakie są w Łodzi zabytki – tłumaczy.
Wolałby widzieć kompleksową akcję promocyjną, taką jak na Dolnym Śląsku. – Gdy na Piotrkowskiej usłyszę język angielski, włoski i hiszpański, uznam, że promocja przyniosła efekt – dodaje. Jedyną szansą dla Łodzi są więc na razie sami turyści, którzy wypromują Łódź wśród znajomych. Irina Malkmus działa w towarzystwie miłośników secesji. – Na pewno zorganizuję wycieczkę do Łodzi. Będą zachwyceni – zapewnia pani Irina.
Nikt nie wie, ilu dokładnie turystów w ciągu roku odwiedza Łódź. Jednym z problemów jest definicja turysty, przyjęta przez Światową OrganizacjęTurystyki. Wg ŚOT turysta to osoba, która przemieszcza się w celach niezwiązanych z zarobkiem i co najmniej jedną noc spędzi w hotelu.
W 2007 roku w całym województwie łódzkim takich osób było 121.933, w 2006 – 109.336, w 2005 – tylko 96.366 Takie ujęcie nie zawiera jednak osób, które przyjechały do Łodzi np. na jednodniową wycieczkę szkolną, zwiedzają miasto podczas konferencji naukowych albo zwyczajnej wizyty u znajomych. Badanie z roku 2006, przeprowadzone w Polsce na granicach oraz lotniskach wskazało, że Łódź chciało wówczas odwiedzić 1 mln 300 tys. osób, w tym 700 tys. z zagranicy. Prawdopodobnie jednak szacunki te są mocno zawyżone, a prawda leży gdzieś pośrodku.
Źródło: Dziennik Łódzki



