Dwugodzinny spacer po 3 tysiącach metrów i trzech piętrach dawnej tkalni pełnych politycznych i społecznych wizji, a także osobistych doświadczeń autorów skłania do refleksji. Przy oglądaniu wystawy konieczna okazuje się pomoc przewodnika, który „wyczytuje” treść poszczególnych dzieł, gdyż często trudno jest je właściwie zinterpretować. Wrażenie robi m.in. zestaw trzech numerycznych obrazów. Stanowią one niewielką część całego zbioru, nad którym autor pracował prawie pięćdziesiąt lat. Z daleka niepozorne „malunki” o jednorodnym tle i drobnych „szlaczkach”. Jednak przy „bliskim kontakcie ze sztuką” widoczne stają się drobne, rosnące liczby, które zbliżają się do nieskończoności. Same obrazy robią wrażenie, choćby ze względu na ich czasochłonne stworzenie.
Skala przestrzeni i śmiałe koncepcje autorów dzieł robią wrażenie oraz wypadają oryginalnie na tle innych muzeów.
Agnieszka Goździk



