
Marka Polska miała być początkiem nowego podejścia do promocji Polski. Zamiast tego już na starcie pojawiły się pytania, na które trzeba znaleźć odpowiedzi.
Powołanie pełnomocnika rządu ds. promocji marki Polski było ważnym krokiem i szansą na stworzenie spójnej, długofalowej strategii promocji naszego kraju. Jednak opublikowany raport „Polaków portret własny”, kontrowersje związane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji oraz pytania o wcześniejsze opracowania i kompetencje osoby odpowiedzialnej za projekt sprawiają, że trudno przejść obok tej sprawy obojętnie.
Czy korzystanie z AI może zastąpić ekspercką wiedzę i samodzielne myślenie? Kto weryfikuje kompetencje osób, którym państwo i samorządy powierzają projekty warte setki tysięcy czy miliony złotych? I przede wszystkim – czy problemy związane z konkretną osobą powinny przesłonić znacznie ważniejszy cel, jakim jest stworzenie profesjonalnej Marki Polska?
Bo stawką nie jest tylko jeden raport czy jedna nominacja. Dobra promocja Polski może przynosić wymierne korzyści gospodarce, a zła – kosztować nas utracone szanse i pieniądze.
Przyglądamy się tej sprawie i pytamy wprost: kto podsunął premierowi skórkę od banana – i czy z tego potknięcia można jeszcze wyciągnąć coś dobrego dla Polski?



