
Turystyka sportowa przestaje być dodatkiem do gospodarki turystycznej. We Włoszech jej wartość przekracza 12 mld euro, a wielkie wydarzenia sportowe pokazują, jak skutecznie można wykorzystać sport do napędzania ruchu turystycznego, promocji regionów i lokalnej gospodarki. Przykład Taranto pokazuje, że odpowiednio zaplanowana impreza może być czymś więcej niż tylko zawodami.
Od 21 sierpnia do 3 września Taranto jest gospodarzem 20. edycji Igrzysk Śródziemnomorskich. Do Apulii przyjechało około 4 tys. sportowców z 26 państw, którzy rywalizują w 33 dyscyplinach. W organizację wydarzenia zaangażowano 3 tys. wolontariuszy i 600 akredytowanych przedstawicieli mediów. Sprzedano już ponad 100 tys. biletów.
Skala wydarzenia bardzo szybko przekłada się na turystykę. Według włoskiego Ministerstwa Turystyki nasycenie obiektów noclegowych w Apulii widocznych na platformach internetowych w okresie igrzysk wynosi 56,7 proc., czyli o 6,9 pkt proc. więcej niż w analogicznym okresie 2025 r. W samym Taranto baza noclegowa jest wyprzedana, dlatego organizatorzy zdecydowali się wykorzystać dwa statki jako pływające hotele dla uczestników i delegacji.
Nie jest to jednak wydarzenie ograniczone do jednego miasta. Zawody odbywają się na 28 obiektach sportowych, a cała impreza obejmuje 13 miast w czterech prowincjach Apulii. Jednocześnie inwestycje związane z przygotowaniem infrastruktury objęły szerszy zakres – w materiałach dotyczących projektu mowa jest o 45 obiektach w 21 gminach.
Łączna wartość rządowego finansowania przygotowań do igrzysk sięga 300 mln euro. Z tej kwoty 275 mln euro przeznaczono na budowę i modernizację infrastruktury sportowej, a 25 mln euro na organizację wydarzenia.
Turystyka sportowa to miliardy
Dane pokazują, dlaczego sport powinien być traktowany jako pełnoprawny sektor gospodarki turystycznej. Według włoskiego Ministerstwa Turystyki turystyka sportowa generuje ponad 12 mld euro i ponad 42 mln presencji, czyli pobytów turystycznych.
Igrzyska w Taranto są więc dla Włochów czymś więcej niż kilkunastodniową imprezą sportową. Mają być okazją do promocji miasta i całej Apulii, pokazania zagranicznym gościom lokalnego dziedzictwa kulturowego, krajobrazowego i gastronomicznego oraz zwiększenia atrakcyjności południa kraju.
Efekty widać już w danych turystycznych. W pierwszym półroczu 2026 r. liczba przyjazdów do Apulii wzrosła o 7,6 proc., a liczba noclegów o 7,7 proc. W lipcu wzrost wyniósł odpowiednio 5,9 i 6 proc. W pierwszym półroczu lotniska w regionie obsłużyły natomiast 5,71 mln pasażerów – o 10,4 proc. więcej niż rok wcześniej.
Turysta nie przyjeżdża tylko na stadion
To właśnie tutaj kryje się największa wartość turystyki sportowej. Turysta sportowy nie przyjeżdża wyłącznie na stadion czy do hali. Potrzebuje hotelu, restauracji, transportu, atrakcji, zakupów i czasu wolnego. Jeden mecz, turniej czy zawody mogą więc uruchomić cały łańcuch gospodarki turystycznej.
Sportowiec przyjeżdża często z trenerem, sztabem i rodziną. Kibic może zostać na kilka dni. Dziennikarz potrzebuje hotelu, restauracji i transportu. Organizatorzy wynajmują obiekty, korzystają z usług lokalnych firm i potrzebują tysięcy pracowników oraz wolontariuszy.
W efekcie wydarzenie sportowe może generować przychody daleko poza samym obiektem, na którym odbywają się zawody.
Włosi pokazują to na przykładzie Taranto. Igrzyska angażują kilka prowincji i kilkanaście miast, a za sportowcami, kibicami i dziennikarzami pojawiają się realne wydatki w hotelach, gastronomii, transporcie, handlu i atrakcjach turystycznych.
To nie tylko wydarzenie sportowe. To narzędzie promocji i decentralizacji turystyki, które kieruje część ruchu i pieniędzy poza jeden główny ośrodek.
Polska wciąż nie wykorzystuje tego potencjału
To ważna lekcja również dla Polski. Turystyka sportowa nadal nie zajmuje w polskiej polityce turystycznej takiego miejsca, jakie mogłaby zajmować, biorąc pod uwagę potencjalne korzyści gospodarcze.
Brakuje spójnego podejścia do pozyskiwania dużych międzynarodowych wydarzeń sportowych, a także pełnego systemu mierzenia ich wpływu na turystykę. W efekcie dyskusja o publicznym finansowaniu sportu często koncentruje się na bieżącym funkcjonowaniu klubów i drużyn, zamiast również na tym, jakie wydarzenia mogą one dzięki temu organizować i ilu gości mogą sprowadzić do miasta lub regionu.
A przecież klub, który potrafi przyciągnąć kilka tysięcy zawodników, trenerów, kibiców i członków ich rodzin, organizuje nie tylko zawody. Generuje noclegi, gastronomię, transport, zakupy i wydatki na lokalne atrakcje. Staje się więc – często nawet nie zdając sobie z tego sprawy – organizatorem produktu turystycznego.
Sport jako inwestycja, nie tylko koszt
Dlaczego więc nie stworzyć systemu, w którym część publicznego finansowania sportu byłaby powiązana również ze zdolnością klubów i organizacji do tworzenia wydarzeń generujących ruch turystyczny?
Można byłoby premiować liczbę uczestników spoza regionu, liczbę zagranicznych zawodników i kibiców, liczbę wygenerowanych noclegów czy wartość wydatków pozostawionych w lokalnej gospodarce.
Nie oznacza to oczywiście, że każde wydarzenie sportowe musi być oceniane wyłącznie przez pryzmat liczby turystów. Sport ma również ogromną wartość społeczną, zdrowotną i edukacyjną. Publiczne wsparcie dla klubów i infrastruktury może być więc uzasadnione także z innych powodów.
Warto jednak spojrzeć na nie szerzej. Zamiast pytać wyłącznie, ile kosztuje organizacja imprezy sportowej, można również zapytać, ile może dzięki niej zarobić lokalna gospodarka.
Taranto pokazuje mechanizm
Igrzyska Śródziemnomorskie w Taranto są dobrym przykładem tego mechanizmu. Tysiące sportowców, wolontariuszy i przedstawicieli mediów, ponad 100 tys. sprzedanych biletów, kilkanaście miast i cztery prowincje tworzą wydarzenie, którego oddziaływanie wykracza daleko poza sport.
Do tego dochodzą inwestycje w infrastrukturę, które pozostaną w regionie po zakończeniu zawodów. Odnowione obiekty mogą później służyć kolejnym imprezom, mieszkańcom i lokalnym klubom.
To właśnie odróżnia jednorazową imprezę od strategicznego produktu turystycznego.
Jeżeli po zakończeniu zawodów pozostają nie tylko wspomnienia i medale, ale również infrastruktura, rozpoznawalność destynacji, kontakty międzynarodowe i doświadczenie w organizacji kolejnych wydarzeń, inwestycja może pracować przez wiele lat.
Polska wciąż częściej pyta, ile kosztuje organizacja imprezy sportowej, zamiast pytać, ile może na niej zarobić gospodarka turystyczna. To zasadnicza różnica między traktowaniem sportu jako kosztu a potraktowaniem go jako produktu turystycznego i inwestycji gospodarczej.
Może więc zamiast pytać, ile pieniędzy przekazać klubowi, warto czasem zapytać: ilu turystów klub potrafi dzięki tym pieniądzom przyciągnąć?
Bo najlepsza dotacja sportowa to być może taka, która wraca do gospodarki nie tylko medalami, ale także noclegami, podatkami, wydatkami turystów i promocją regionu. Sport może być więc czymś więcej niż widowiskiem. Przy odpowiedniej strategii może stać się jednym z narzędzi rozwoju turystyki.



