O tym, że Mazury to cud natury wszyscy od wieków wiedzą. Władcy tych ziem doceniali krajobraz i przyrodę, a autochtoni opisywali ich piękno w swych pieśniach ludowych i zwyczajach. Mazury to nie tylko część obecnego województwa warmińsko-mazurskiego obejmująca największe i najpiękniejsze jeziora Europy, ale również miejsce mające swoją historię i tradycję. Aby region ten był autentyczny, istnieje potrzeba nawiązania do tradycji i folkloru. Tego jednak brak.
Podróżując po Mazurach starymi brukowanymi szosami w szpalerach kilkusetletnich dębów, mamy wątpliwości, gdzie jesteśmy – wśród gotyckich zamków, ruin przepięknych niegdyś pałaców i parków dochodzą nas odgłosy muzyki z nieco innej krainy. Region ten jest obecnie całkowicie zdominowany przez kulturę ukraińską, a społeczność ukraińska, od niedawna zamieszkującą te tereny, jako jedyna kultywuje swoje stare zwyczaje w muzyce, malarstwie, kuchni, strojach. Wiele gotyckich kościołów zamieniono na cerkwie. W miasteczkach istnieją zespoły folklorystyczne, organizowane są festyny i inne imprezy regionalne żywcem przeniesione z dawnych kresów. Aktywność godna podziwu i wzór do naśladowania. Niestety nie ma to jednak nic wspólnego z tradycją i folklorem Mazur.
Ze strony lokalnej administracji i organizacji turystycznych – kompletny brak informacji historycznej o czasach od średniowiecza do ostatniej wojny. Pustka.
W muzeum historycznym w Olsztynku – stała wystawa: „Młodzi artyści Olsztynka przedstawiają” i… nic więcej. Zjawisko to zrozumiałe dla nas, jest trochę zaskakujące dla turystów z zagranicy, którzy to chcieliby poznać historię tych ziem i zrozumieć ten fenomen. Na szczęście gross turystów zagranicznych odwiedzających te tereny to przybysze ze wschodu, którzy czują się tutaj jak u siebie w domu. Powstające coraz to nowe luksusowe hotele starają się sprostać oczekiwaniom i wymaganiom tej grupy turystów. Jest to grupa dynamicznie rosnąca, spragniona luksusu na miarę hotelu Gołębiewski, na którą możemy zawsze liczyć, a zachodzące zmiany znajdują u niej zrozumienie.
Duża grupa migrantów na Mazurach to tzw. warszawka – zamykająca się w swych daczach, nieutożsamiająca się zupełnie z regionem, śmiecąca i robiąca dużo hałasu.
Grupa ta na pewno nie nadaje barwy Mazurom, chyba że językiem, którym się posługuje – zbliżonym do starodawnej gwary mazurskiej dokładnie opisanej przez M. Wańkowicza w swoich wspomnieniach „Na tropach smętka”.
Turystyka sentymentalna z Niemiec kończy się, a na turystów z zachodu nie mamy co liczyć do czasu zbudowania dróg, lotnisk, i poprawy bezpieczeństwa.
Pozostaje więc kontynuować słusznie obrany kierunek i promocje skierować do turystów – ceniących komfort wypoczynku i całkowity relaks – ze zbliżonych kulturowo krajów. Dla turystów krajowych wszak istnieją jeszcze rozpadające się obiekty wczasowe pozostawione w spadku po PRL-u i frytbudy.
W następnym konkursie proponuję hasło ,,Mazury cud infrastruktury”, a może i kiedyś – kultury.
Podróżując po Mazurach starymi brukowanymi szosami w szpalerach kilkusetletnich dębów, mamy wątpliwości, gdzie jesteśmy – wśród gotyckich zamków, ruin przepięknych niegdyś pałaców i parków dochodzą nas odgłosy muzyki z nieco innej krainy. Region ten jest obecnie całkowicie zdominowany przez kulturę ukraińską, a społeczność ukraińska, od niedawna zamieszkującą te tereny, jako jedyna kultywuje swoje stare zwyczaje w muzyce, malarstwie, kuchni, strojach. Wiele gotyckich kościołów zamieniono na cerkwie. W miasteczkach istnieją zespoły folklorystyczne, organizowane są festyny i inne imprezy regionalne żywcem przeniesione z dawnych kresów. Aktywność godna podziwu i wzór do naśladowania. Niestety nie ma to jednak nic wspólnego z tradycją i folklorem Mazur.
Ze strony lokalnej administracji i organizacji turystycznych – kompletny brak informacji historycznej o czasach od średniowiecza do ostatniej wojny. Pustka.
W muzeum historycznym w Olsztynku – stała wystawa: „Młodzi artyści Olsztynka przedstawiają” i… nic więcej. Zjawisko to zrozumiałe dla nas, jest trochę zaskakujące dla turystów z zagranicy, którzy to chcieliby poznać historię tych ziem i zrozumieć ten fenomen. Na szczęście gross turystów zagranicznych odwiedzających te tereny to przybysze ze wschodu, którzy czują się tutaj jak u siebie w domu. Powstające coraz to nowe luksusowe hotele starają się sprostać oczekiwaniom i wymaganiom tej grupy turystów. Jest to grupa dynamicznie rosnąca, spragniona luksusu na miarę hotelu Gołębiewski, na którą możemy zawsze liczyć, a zachodzące zmiany znajdują u niej zrozumienie.
Duża grupa migrantów na Mazurach to tzw. warszawka – zamykająca się w swych daczach, nieutożsamiająca się zupełnie z regionem, śmiecąca i robiąca dużo hałasu.
Grupa ta na pewno nie nadaje barwy Mazurom, chyba że językiem, którym się posługuje – zbliżonym do starodawnej gwary mazurskiej dokładnie opisanej przez M. Wańkowicza w swoich wspomnieniach „Na tropach smętka”.
Turystyka sentymentalna z Niemiec kończy się, a na turystów z zachodu nie mamy co liczyć do czasu zbudowania dróg, lotnisk, i poprawy bezpieczeństwa.
Pozostaje więc kontynuować słusznie obrany kierunek i promocje skierować do turystów – ceniących komfort wypoczynku i całkowity relaks – ze zbliżonych kulturowo krajów. Dla turystów krajowych wszak istnieją jeszcze rozpadające się obiekty wczasowe pozostawione w spadku po PRL-u i frytbudy.
W następnym konkursie proponuję hasło ,,Mazury cud infrastruktury”, a może i kiedyś – kultury.
Piotr Kossowski



