Okazuje się, że ratownicy, przestawiając specjalną umowę, chcą od każdej kolonii pobierać dodatkową kwotę w wysokości 500 zł. Jednak zapytani o przepisy regulujące tę opłatę, nie potrafią odpowiedzieć. Zakrawa to na kiepski żart, gdyż ratownicy za swoją pracę otrzymują przecież odpowiednie wynagrodzenie. Owszem, kierownicy kolonii mogą zawrzeć osobną umowę z WOPR, jest to jednak decyzja dobrowolna, a nie warunek konieczny. Zresztą wychowawcy mają obowiązek stałej kontroli swoich podopiecznych, zatem dodatkowa opieka ratowników wydaje się tylko pozorna. Nie dziwi zatem fakt, że coraz więcej grup, szerokim łukiem omija sektory kolonijne. Niestety, wciąż nie brakuje tych, którzy dają się nabrać na słowa ratowników. Plaża nie jest i nigdy nie będzie własnością WOPR. Takie samostanowienie prawa jest nie tylko wątpliwe etycznie, gdyż wykorzystuje niewiedzę ludzi, ale także bezprawne. Niestety, nikt nie chce zauważyć problemu.
Przy tak dużej liczbie grup kolonijnych, opieka ratowników wodnych jest nie tylko pomocna, ale jak najbardziej konieczna. Szkoda tylko, że działania te mijają się z ideałami OCHOTNICZEGO pogotowia…
Nikodem Chudzik



