Tak o naszych drogach pisze się w niemieckiej prasie, taka też jest powszechna opinia, nawet wśród tych Niemców, którzy nigdy dotąd w Polsce nie byli. A utrwala ten wizerunek opowieść sąsiedzka, wzmocniona prasowymi zapisami w działach podróżniczych, portale i poradniki turystyczne.
Na podstawie ankiety przeprowadzonej przez wywiadownię GiF na zlecenie towarzystwa ubezpieczeniowego DA Direkt, ok. 80 % niemieckich kierowców boi się podróży do Polski z uwagi na stan dróg i sposób jazdy polskich kierowców. Manewry drogowe szoferów z Polski rodem, zdaniem Niemców, jako żywo przypominają nieobliczalne zachowania Włochów na drogach, a nie mają nic wspólnego z cywilizowanym ruchem drogowym Austriaków czy Szwajcarów.
Oczywiście nietrudno wskazać Niemcom naszą nonszalancję za kółkiem: pasy bezpieczeństwa to przeważnie element dekoracyjny auta, równoczesne prowadzenie samochodu i rozmowy przez komórkę, pedał gazu używany nawet wówczas, gdy wypadałoby przypomnieć sobie o pedale hamulca. Tyle na początek…
.jpg)
Autorzy niemieckich przekazów wyjątkowo upodobali sobie tematykę śmiertelności wypadków na polskich drogach. Z „lubością” mnożą przykłady krzyży przydrożnych – symbolicznych miejsc tragicznych katastrof oraz dane statystyczne, które wskazują na to, że prawdopodobieństwo zginięcia w wypadku samochodowym jest w Polsce czterokrotnie wyższe niż przeciętna europejska.
Agresywne zachowanie kierowców dotyczy także przejść dla pieszych. Na portalu n-tv.de można przeczytać: „Nadzieja, że kierowca przepuści kogokolwiek na pasach nawet przy ulewnym deszczu czy zamieci śnieżnej jest płonna”. I istnieje przekonanie, że nawet gdyby uprzejmy cudzoziemiec zatrzymał się przed przejściem dla pieszych, mało kto – nawet przy zachęcających gestach kierowców – odważy się wejść na pasy, tak dalece jest to niepraktykowane. Lepiej więc zrezygnować z wszelkich kurtuazji, bo z aut ustawiających się za uprzejmym zaczyna się nieznośne ponaglające trąbienie.
Szczególne upodobanie znajdują polscy kierowcy w zawodach „kto pierwszy?”, „kto szybszy?” na skrzyżowaniach i spod świateł sygnalizacyjnych. Z piskiem opon (już na żółtym świetle) komunikują zagranicznym kierowcom, że oto mają szybszy samochód, super zryw i naturalnie bez porównania lepszy refleks. A gdyby przez przypadek przeszarżowali w tym spektaklu szybkości i mocy, kończą manewry na chodniku lub na asfalcie znaczonym poprzecznymi białymi pasami, czyli miejscem zakazu ruchu.
Dzika agresywna jazda Polaków, wciąż przypominana przez niemieckie media, to wystarczająca antyreklama, by zniechęcić do podróży na wschód. Ale nie brakuje drugiego istotnego aspektu tej zniechęcającej kampanii – opisu stanu wielu polskich dróg, które przyczyniają się do tak wielu wypadków. I w tym przypadku to już nie jest fama na temat anarchicznego stylu jazdy naszych kierowców. To wstydliwy real. Także dla obywateli RP.
E.M.



