Jest to czas, kiedy tegoroczne gęsi nadają się już do spożycia, a ich mięso jest najsmaczniejsze, zaś pierze i puch gotowy do skubania. Prawdziwym rarytasem jest gęś z Polski – od czasów, kiedy to Cystersi założyli pierwsze hodowle na ziemiach polskich- uważana za najlepszą. Hodowana ekologicznie na naturalnych paszach i bez tortur, które przechodzą gęsi węgierskie przeznaczone na wątróbki.
Polska jest tradycyjnym, liczącym się na rynku dostawcą tego produktu i powinniśmy być z tego dumni. Gęś polska jest tematem programów telewizyjnych i debat koneserów.
W Polsce okres ten przemija niezauważony, a smakosze mogą się tylko oblizywać, gdyż wszystkie gęsi wyjechały na zachód. Kupno świeżej młodej tegorocznej gęsi niestety jest mało realne, a akcje promowania gęsiny przez znanych polskich showmanów gastronomii w lipcu czy sierpniu są pomysłem chybionym, gdyż potrawy przygotowywane przez nich w tym czasie muszą być z gęsi mrożonych lub gęsi z poprzednich sezonów. Jeżeli uwzględnimy do tego panującą modę na kuchnie autorskie, to przygotowanie tych potraw pozostawia dużo do życzenia i nie ma nic wspólnego z gęsią św. Marcina serwowaną w Wiedniu czy Berlinie.
Na pocieszenie pozostają nam rogale św. Marcina, które powinny być, co prawda, serwowane na deser, jednak w Poznaniu traktowane są jako danie główne.
Na polską gęsinę zapraszamy więc – do Austrii i Niemiec.
Piotr Kossowski



