Największe skoki adrenaliny – szalone podróże i przygody!

W czasach kiedy turystom nie wystarcza wylegiwanie się na plaży w piękne, słoneczne dni, touroperatorzy prowadzą prawdziwy wyścig szczurów, wymyślając coraz bardziej wyszukane formy spędzenia urlopu. Wycieczkowicze nie chcą już tylko zwiedzać miast – oczekują czegoś wyjątkowo, aby w przyszłości móc o tym opowiadać i mieć satysfakcję, że zrobili coś wyjątkowego. Właściwie to nie ma co się dziwić – urlop jest po to, aby się doskonale bawić – nawet w najbardziej hardkorowy sposób!
Któż z nas nie słyszał o tragedii Titanica lub nie oglądał nagrodzonego jedenastoma Oscarami filmu z boskim Leonardo Di Caprio i wspaniałą Kate Winslet? Większość zna ten film na pamięć, ale tylko niektórych interesują fakty i ciekawostki, które nie były przedstawione podczas seansu na szklanym ekranie. Na zapalonych fanatyków interesujących się historycznym przebiegiem tragedii tego luksusowego statku pasażerskiego czeka niecodzienna okazja i możliwość ujrzenia go na własne oczy! Nie wyobrażajcie sobie jednak, że zobaczycie go w takiej okazałości jak na taśmie – po jubileuszowych 100 latach od katastrofy zmienił się diametralnie – pokryty jest rdzą, a mieszkające w Oceanie mikroorganizmy „zjadają” go z niesamowitą prędkością. Sami badacze byli przerażeni gwałtownymi zniszczeniami dokonanymi na przełomie kilku lat pomiędzy ekspedycjami. Niestety jeszcze żaden polski przewoźnik nie umieścił bezpośrednio w swojej ofercie nurkowania do wraku Titanica, aczkolwiek uroki samej Kanady można podziwiać, wypływając w morski rejs wycieczkowy, co też nie jest standardową formą wakacji dla przeciętnego Polaka. Przejdźmy jednak do konkretów: w okolicach Nowej Fundlandii, gdzie znaleziono wrak statku, a jeszcze dokładniej w St. Johns mamy możliwość wzięcia udziału w organizowanym tam nurkowaniu U-bootami ku dnu Oceanu, by podziwiać, korzystający już z konwencji UNESCO o ochronie podwodnego dziedzictwa kulturowego, wysławiony zabytek. Głębokość, na jakiej spoczywa potężna niegdyś maszyna wynosi aż 4 tysiące metrów, co oznacza, że spotkamy się tam nie tylko z aurą tajemniczości, ale także wszechogarniającą ciemnością, mieszkańcami morskich głębin, których zdjęć na próżno szukać w zwyczajnych encyklopediach i ciśnieniem dochodzącym do 400 barów. Wycieczka, jak się domyślacie, ma swoją cenę, jednak nie brakuje chętnych na 2-3 godzinne zwiedzanie i cofnięcie się w przeszłość do dnia, kiedy góra lodowa uszkodziła statek i Atlantyk zabrał ze sobą setki ludzkich istnień…
Szaloną wycieczką może się wydawać wyprawa motocyklowa na Dziki Zachód, czyli innymi słowy, objazd USA w bardzo wyszukany sposób. Już teraz oczami wyobraźni widzicie grupę kilkunastu mężczyzn z długimi włosami smaganymi przez wiatr, w skórzanych kurtkach okrywających szerokie ramiona i w kowbojkach na nogach, dosiadających swoje ukochane Harleye Davidsony i pędzących z zawrotną prędkością sławną Route 66, której długość ciągną się ponad 400 km dalej niż długość całej polskiej granicy. Uchylę rąbka tajemnicy i powiem, że zainteresowani znajdą możliwość zasmakowania motocyklowej podróży poprzez rodzimą grupę turystyczną nawet w niewygórowanej cenie, jeśli pomyśleć ile przeciętnie kosztuje lot samolotem do samych Stanów Zjednoczonych i z powrotem. Podczas wyprawy nie zabraknie również stałych punktów pojawiających się podczas filmów z harleyowcami w rolach głównych: czeka na nas miasto niekończącej się zabawy i światowej stolicy hazardu – Las Vegas oraz plener tysięcy westernów – Wielki Kanion, którego niesamowite piękno i ogrom zapiera dech w piersi. Cały objazd obfituje w zwiedzanie wielu atrakcji turystycznych, niezapomnianą rozrywkę, a także obserwowanie Parków Narodowych i rezerwatów przyrody. Łącznie na motocyklach przejedziemy ponad 2,3 tys. kilometrów! Podróż i nieustanne prowadzenie pojazdu wydają się męczące? Można zapomnieć o tym zaraz po 2 dniach od powrotu, by następnie zatopić się we wspomnieniach i jak najszybciej wywołać zdjęcia z podróży, które będą stanowiły świetną pamiątk!
    Niesamowite wrażenie możemy przywieźć również ze spalonej słońcem Afryki. Wycieczki są bardziej popularne i nie tak trudno dostępne jak  te poprzednio wymienione, więc są oferowane przez wiele biur podróży, dzięki czemu mamy możliwość porównania cen i zaoszczędzenia pieniędzy. W południowych terenach Czarnego Kontynentu, na granicy dwóch państw Zimbabwe i Zambii, znajdują się będące istnym cudem natury Wodospady Wiktorii nazwane… na cześć, rzecz jasna, brytyjskiej królowej będącej niegdyś właścicielką wielu afrykańskich kolonii. Dzikie tereny, od zawsze atrakcyjne turystycznie i właściwie nie tylko, szybko stały się gałęzią wielkiego dochodu, dzięki inwestycjom w ten sektor. Nie brakuje zwolenników podziwiania bogactwa fauny i flory oraz osób pragnących aktywnie spędzić swój urlop – dlatego też, oferowane są tam fantastyczne formy wypoczynku i rekreacji. Najodważniejsi śmiałkowie mogą zaszaleć, skacząc na bungee z mostu łączącego oba państwa – 111-metrowy lot w rwący nurt rzeki trwa kilka sekund, a podczas niego spada się z prędkością 120 km/h!!! Jednakże to nie wszystko! Dla osób uzależnionych od szaleństwa – ogromne wrażenia czekają w Diabelskim Basenie, gdzie w zależności od pory roku, turyści mogą dostać się do samej krawędzi wodospadu jednocześnie z niego nie spadając. To jeszcze nie koniec! Safari, spacery pośród tropików, mrożące krew w żyłach, bardzo trudne spływy dostępne jedynie najbardziej doświadczonym kajakarzom czy przeloty balonami bądź helikopterami to tylko część z niekończącego się wachlarza możliwości! Jedno jest pewne – to wyjątkowe miejsce: krajobrazowo niebiańsko spokojne, a akustycznie wręcz przerażające, będące przykładem naturalnego bogactwa naszej planety, którego nie prześcigną nawet najlepsze efekty specjalne i którego piękna i zjawiskowości nie odda nawet najdroższy aparat fotograficzny czy kamera z jakością HD. Całą magię można poczuć tylko będąc w samym centrum huku spadającej wody i egzotycznej roślinności.
    Niezapomniane podróże to te, które są najbardziej wyjątkowe, dziwaczne i prawie przekraczające wszelkie granice. Dzięki ofertom touroperatorów mamy okazję przeżycia czegoś, co dla wielu wydaje się wręcz absurdalne. Dziś, będąc w Nikaragui możemy zjechać po zastygłej lawie wulkanu, a w Finlandii jeździć lodołamaczem, przy końcu którego na najtwardszych zawodników czeka kąpiel w lodowatej morskiej wodzie,  w Chinach możemy sprawdzać swoje możliwości podczas trekkingu najniebezpieczniejszym szlakiem świata. Dziś takie przygody nikogo już nie powinny dziwić, a tych, którzy już tym podobnych doświadczyli winno się nazywać szczęściarzami!

Daniel Staszek

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *