Prasę turystyczną trzeba czytać

Znamy takie przypadki, kiedy właściciel hotelu czy biura podróży delikatnie mówiąc ma "za złe"  pracownikom, że ci w godzinach   pracy (lub choćby na nocnym spokojnym dyżurze) czytają fachową prasę zamiast zajmować się zajęciami służbowymi. Nic bardziej błędnego. To powinno tylko cieszyć szefów firm, że ich personel jakże często z "własnej i nieprzymuszonej woli" sięga po specjalistyczną prasę. Praktyka bywa i taka, że trwa gorączkowego poszukiwanie konkretnego numeru, w którym znalazła się np. krytyka firmy lub komentarz do przepisu, po który  trzeba sięgnąć, gdy przydarzyło  coś, delikatnie mówiąc, niezbyt   miłego. Aktualne i dziś bywa powiedzenie "Mądry Polak po szkodzie".

Bogactwo rynku prasowego

Na rynku pojawia się coraz więcej  branżowych tytułów prasowych adresowanych do różnych   grup odbiorców. Nie powinno być sprawą redakcji naszego (a także innych pism branżowych)  podejmowanie się oceny poszczególnych tytułów. Ocena taka, dokonana nawet najbardziej skrupulatnie, mogłaby być przez część czytelników traktowana jako stronnicza. Zdrowa rywalizacja  na rynku prasowym, tak jak rywalizacja na rynku turystycznym, przynoszą i przynosić powinny korzyści.

O tym, które z tytułów prasowych będą na stałe prenumerowane (i w których znajdą się reklamy "naszego hotelu") decyduje oczywiście właściciel. Lecz czy ten nie powinien jednak zastosować się do spostrzeżeń pracowników i uwierzyć im. Przecież zapotrzebowanie na wiedzę ze strony właściciela hotelu będzie inne, a inne potrzeby zgłosi np. szef marketingu, kierownik recepcji czy szef kuchni. Czy nie warto choć wziąć do ręki jeden z numerów każdego z czasopism, by wyrobić sobie o nim własną opinie.

Dawne nawyki

To może truizm, co teraz napiszę. Ale prasę turystyczną trzeba nie tylko abonować,  ale i ją sumiennie czytać.  Tu dają o sobie znać być może nawyki szkolne, gdy w pierwszej czy drugiej klasie  wierzyliśmy, że  podręcznik trzeba mieć i wystarczy  ułożyć go pod poduszką, a wiedza przyjdzie sama. W minionych latach gospodarki nakazowo- rozdzielczej, choć konkurencja w zasadzie nie istniała (lub były to tylko jej namiastki) niektórzy (powtarzam niektórzy !) z szefów firm turystycznych również uważali, że trzeba prasę turystyczną abonować, bo … tak wypada. Jakże   dobrze prezentowały się szafy w dyrektorskich gabinetach pełne roczników czasopism, tyle tylko, że  niektóre z nich… miały nie porozcinane strony.

Nie dotyczyło to oczywiście większości  przedstawicieli branży, którzy autentycznie z nią się utożsamiali. Toteż takie stwierdzenie  w odniesieniu do ogółu byłoby z pewnością  krzywdzące. Wyrobionego nawyku wczytywania  się w  prasę jednak nie było, chyba, że  w którymś z czasopism podjęto krytykę prasową  przedsiębiorstwa, a tej krytyki bano się gorzej niż ognia.

Prasa turystyczna dziś

Zupełnie odmienną rolę odgrywają tytuły prasowe w dobie gospodarki rynkowej, kiedy to po raz kolejny okazuje się, że posiadanie informacji może być dla każdej z firm wręcz zbawienne. Informacja aktualna, rzetelna, szybka staje się wiec jednym z najdroższych  towarów. Nie wystarcza jedno jej źródło, a do wykształcenia poglądu w określonej sprawie warto znać różne osądy, co wymaga stałego czerpania wiedzy z różnych nośników informacji.

Brak czasu na lekturę to ograniczenie dostępu do wiedzy, tak niezbędnej zarówno  w strategii tworzenia oferty jak i przy bieżącej współpracy z klientem. Praktyka wykazuje, że powodem nie doceniania prasy   nie jest obiektywny brak czasu, ale często brak wykształconych nawyków. Twierdzenie, że wszystkie informacje można zaczerpnąć z Internetu jest zresztą również błędne, tym bardziej, że   coraz trudniej jest ocenić wiarygodność tak licznych przekazów Internetu.

Toteż należy wygospodarować czas nie tylko na lekturę, ale i na swobodną dyskusje z personelem nad problemami poruszanymi w środkach masowego przekazu (także w radio i telewizji). Wiemy, że czas taki  jest często bardzo trudno znaleźć, lecz czy powodem nie jest niedocenianie i lekceważenie prasy, zła organizacja lub choćby tylko brak przyzwyczajeń. Przejawem dobrej organizacji pracy może być na przykład stałe powierzanie lektury wybranych rozdziałów, rubryk tematycznych lub tytułów prasowych poszczególnym  pracownikom. Niech rubrykę ekonomiczną stale czyta (i omawia z załogą) ekonomista firmy, rubrykę prawną- radca prawny, a inni specjaliści – inne rubryki według swoich kompetencji.

Nie jest też właściwy  tok myślenia, z którego wynika, że  np. oferty innych firm turystycznych zawarte w prasie powinni studiować tylko odpowiedzialni za kreowanie ofert we własnej firmie, a rubrykę ekonomiczną- tylko ekonomiści. Jakkolwiek specjalizacja w firmach jest  wynalazkiem bardzo starym, tym nie mniej  pracownicy  jednych komórek organizacyjnych powinni przynajmniej z grubsza orientować się w zagadnieniach i problemach stojących przed zatrudnionymi w innych komórkach firmy.  W trakcie krótkich roboczych spotkań kierownictwa z załogą  trzeba przewidywać także tak zwaną "prasówkę".

Nie czytając prasy- płacimy frycowe

Znam sytuacje wręcz komiczne. W holu jednego z hoteli znalazłem wyłożone egzemplarze gazety, w której  dziennikarz X piętnował ten hotel. Tak się złożyło, że był  to artykuł tendencyjny,  nikt z hotelu nie wiedział o jego istnieniu i mało tego … udostępniał bezpłatnie pismo wszystkim gościom, a szef hotelu nie wystąpił do redakcji ze sprostowaniem, co oznaczało przyznanie się do nie popełnionych błędów.

W innym hotelu natomiast trwały gorączkowe działania nad "zapełnieniem" pokoi, ponieważ w ostatniej chwili stały kontrahent wycofał się z umowy.   W recepcji tego hotelu znajdowała się gazeta Y, a w niej ogłoszenie, z którego wynikało, że firma Z poszukuje  dla swoich gości  noclegów właśnie takich warunkach, jakie mógł oferować hotel.

Szef jednego z pensjonatów polecił swojemu personelowi kosztowne i mozolne    poszukiwanie adresów potencjalnych kontrahentów w przeróżnych informatorach, spisach itd., po czym wydał znaczną kwotę na wysyłkę materiałów promocyjnych, często w nieznane. Dodatkowo też ów szef poświęcił dużo czasu i pieniędzy, by własnym samochodem dotrzeć do wielu potencjalnych klientów. Nie negując i tych  form promocji, trzeba dostrzec, że gdyby ów pan  X czytał branżową prasę, to dowiedziałby się z niej ze znacznym wyprzedzeniem o targach i giełdach turystycznych, kiedy to w ciągu jednego, dwóch dni mógłby dotrzeć do wielu kontrahentów, którzy zgromadzili się w jednej sali.  Z tej samej prasy fachowej właściciel  pensjonatu  dowiedziałby się o jakże pożytecznych  komputerowych bazach danych, tj. także o potencjalnych klientach.

Prasa turystyczna – My i Oni

Panuje jeszcze dość częsty, być  może wynikający z dawnych realiów, pogląd, iż aby trafić na łamy prasy, należy mieć określone  koneksje. Nic bardziej błędnego. Dziś nie ma dwóch grup: "My" czyli czytelnicy i  "Oni" czyli prasa. Prasa turystyczna adresowana jest do swoich czytelników i tak naprawdę to ni, nie tylko współdecydują ale wręcz decydują o jej zawartości i profilu.

Nie znam  prasowego tytułu branżowego,  który nie opublikowałby ciekawego materiału, który zainteresuje czytelników. Nikt już nie  patrzy "kto  skąd przychodzi" , ale "kto z czym przychodzi". Natomiast  nie mogą raczej liczyć na publikację  tematy, które według opinii redakcji, mogą dotyczyć jedynie zainteresowanego.

I jeśli dziś usłyszymy utyskiwania "nie piszą o  naszych problemach", wynikać to może z faktu, że zainteresowanych "żadną siłą" nie można   nakłonić, by podzieli się swoimi problemami z redakcją.

Wspólne dobro: i czytelników i redakcji wymaga aktywnego współdziałania: prenumerowania (co gwarantuje stały dopływ poszczególnych numerów), reagowania na artykuły i korespondowania  z redakcją, a przede wszystkim czytania. Wykorzystujmy te "dobra", za które płacimy, pomagajmy by te dobra  były jeszcze lepsze. Nie ma "My" i Oni", jesteśmy tylko "My".

Jan Paweł Piotrowski

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *