W tym roku obchodzi 125 urodziny. Ma powody do dumy bo jest fenomenem w skali polskiej, europejskiej, a może i światowej. Jest architektoniczną perełką a do tego sprawne fizycznie i nadal aktywne. Nigdzie indziej nie istnieje takie założenie industrialne „użyteczności publicznej” z XIX wieku. Chodzi o filtry warszawskie. Wybudowano je bardzo szybko, w trzy lata między 1883 a 1886 z inicjatywy ówczesnego p.o. prezydenta miasta Sokratesa Starynkiewicza. Aż wstyd porównywać do dzisiejszej budowy oczyszczali ścieków Czajka. Już wyrosło jedno pokolenie a Czajka nie ukończona.
Starynkiwicz był rosyjskim generałem, prawie nie mówił po polsku, był zwolennikiem finansowego, politycznego i społecznego wcielenia Polski do Rosji, ale był niemal mężem opatrznościowym dla miasta. Chciał wdrażać pozytywne zmiany, które miały zjednać społeczeństwo do Rosji. Rządził Warszawą dwudziestych lat. W tym czasie wybrukowano ulice, zmodernizowano oświetlenie, uruchomiono kolejne linie tramwajów konnych, budowano szalety miejskie, remontowano zabytki. W tamtych latach wybudowano Halę Mirowską, Koszyki i Park Ujazdowski. Na wykonawcę filtrów warszawskich Rosjanin wybrał… Brytyjczyka Wiliama Lindleya.
Interesująca jest historia Warszawy z tamtego okresu i interesujące są same filtry. Można je zwiedzać w Noc Muzeów czyli 14 maja br. albo w lipcu i sierpniu w soboty gdy Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji organizuje Dni Otwarte Filtrów Warszawskich.
Warto zwiedzić czynny zabytek z XIX wieku, stary ale jary.
MR



