Turystykę można dziś nazwać „przemysłem” coraz bardziej złożonym i ważnym dla gospodarki. Naturalnym efektem tak prężnego jej rozwoju są coraz to nowe cele i sposoby podróżowania. W efekcie turystyka nie kojarzy się już wyłącznie z plażą, morzem czy górami, a z nieco bardziej niekonwencjonalnymi sposobami spędzania wolnego czasu.
Przykładem służą Amerykanie, którzy po raz kolejny udowadniają, że można zarobić na wszystkim, a wyjątku nie stanowią nawet katastrofy naturalne. Amerykańskie biura podróży oferują swoim klientom nietypowe wycieczki w poszukiwaniu najgroźniejszych burz i tornad. Cloud 9 Tours, Extreme Tornado Tours czy F5 Tornado Chasing Tours, za około 3000 dolarów dają możliwość przeżycia ekstremalnej przygody. Pakiet zawiera „pościg” w towarzystwie ekipy metrologów w specjalistycznym pojeździe, zakwaterowanie, wyżywienie, a czasem nawet uwiecznienie na taśmie całego wydarzenia. Na stronie internetowej Cloud 9 Tours czytamy, że biuro „umożliwia bezpieczną podróż wokół Tornada Alley”. Wyprawa trwa dwa tygodnie, zazwyczaj w okresie największej częstotliwości występowania tornad (kwiecień-czerwiec), a biuro prowadzi już zapisy na 2014 rok. Zainteresowanie jest zaskakująco duże, a wolnych miejsc ubywa.

Duża intensywność tornad (kilka tysięcy rocznie) w USA, sprawia, że Stany Zjednoczone umożliwiają swobodny rozwój tego specyficznego rodzaju turystyki. Jednym z najlepszych miejsc na wyprawę w poszukiwaniu mocnych wrażeń, jest właśnie Tornado Alley, położone na terytorium Wielkich Równin miedzy Dakotą a Teksasem, gdzie zimne powietrze z Kanady spotyka się z ciepłym, tropikalnym z Zatoki Meksykańskiej. Na tym terenie każdego roku występuje około 700 tornad.
Argentyna i Bangladesz także odnotowują wysokie występowanie tornad. W Polsce nie jest to częste zjawisko.
Ewa Hatała



