Z dużym zdziwieniem przeczytałem artykuł Macjeja Grelowskiego, wieloletniego pracownika turystyki, co więcej byłego prezesa zarządu "Orbis SA" na temat promocji Polski i przyszłości Polskiej Organizacji Turystycznej.
Postawione w nim tezy są podszyte sentymentami dawnych lat. Kwintesencją takiej podstawy jest sformułowanie, że podatnik nie powinien wspierać prywatnego, często zagranicznego właściciela. Być może autor powiela bardziej opinie LPR niż minionych lat, z którymi próbuje zerwać więź.
Autor stanowczo stwierdza, że Polski nie stać na branżowe promocje. Twierdzi, że powinniśmy wpakować wszystko do jednego wora i promować razem ziemniaki, truskawki, cebulę, jabłka, chleb, węgiel, sól, polską szynkę, wyroby chemiczne, produkcję mebli, sedesów, umywalek, farb, statków, parowozów i wakacji w Polsce. Choć jedynym argumentem przeciw promocji polskiej turystyki jest jego zdaniem brak kompetentnych ludzi. Uzasadniając swoje stanowisko autor podkreśla, że turystyka jest postrzegana w oczach polityków za dziedzinę "mało poważną". I być może ma racje w dziedzinie za która odpowiadał jako prezes ORBIS S.A. To za jego kadencji ORBIS S.A. został sprzedany inwestorowi zagranicznemu.
Należy jednak w tym miejscu przypomnieć, że turystyka to ponad milion zatrudnionych i ponad 7% PKB. We wszystkich krajach światach jest to sektor gospodarczy, który najbardziej się rozwija. Interdyscyplinarność branży to między innymi: wzrost zamożności mieszkańców w wielu krajach, ich długowieczności, dynamiczny rozwój, rozwój tanich linii lotniczych, tworzenie nowych form usług, światowa konkurencja. Dlatego ta dziedzina wymaga specjalistycznych działań promocyjnych. Zgadzam się że w ramach promocji spędzenia wakacji w Polsce wskazana jest też promocja wybranych polskich dóbr konsumpcyjnych.
Chcąc rozwijać eksport musimy jednak wziąć pod uwagę, że dobra konsumpcyjne wymagają innych, długofalowych programów promocji niż eksport usług turystycznych.
Już uczniowie gimnazjum potrafią odróżnić różnice pomiędzy produktem turystycznym (turystyka aktywna, Mazury, góry, agroturystyka, ekoturystyka) a dobrem konsumpcyjnym z danego regionu (kwaśnica, oscypek, piernik, żubrówka, śliwowica). Rozdziwięk jest jeszcze większy, gdy będziemy mówili o naszych produktach eksportowych (budowa statków, parowozów, mebli, sedesów z Koła itd.). W żaden jednak sposób nie ma podstaw do łączenia promocji turystyki z promocją inwestycji! Powód, prosty. Inwestorów szukamy w bardzo wąskich i specjalistycznych kręgach. Wakacje to marzenia setek milionów mieszkańców naszego globu. Techniki dotarcia do marzycieli – inwestorów za kilkaset euro od inwestorów na dziesiątki miliony euro są tak różne i odmienne, że nie można ich łączyć razem.
Jeżeli wieloletni manager z branży turystycznej nie rozumie, czym różni się promocja wakacji na Mazurach, od promocji lokomotywy, to czego oczekiwać od polityków.
O mora, o tempores!
Marek Traczyk



