Wielu pracownikom hoteli i biur podróży marzą się urlopy, jeśli już nawet nie letnie to choćby wiosenne. Trudno się dziwić. Czas poprzedzający letni sezon turystyczny to okres wytężonej i często stresującej pracy. Trzeba nie tylko przygotować ciekawą ofertę ale przede wszystkim zatroszczyć się o jej nabywców. Dziesiątki, setki rozmów, telefonów, telefaksów, godziny spędzone przed komputerem, pisanie, czytanie i odpowiadanie na pisma. Zwiększona podzielność uwagi, gdy trzeba jednocześnie myśleć nie o jednej ale o dziesiątkach spraw.
Lato coraz bliżej. Tymczasem. Zwłaszcza w małych hotelach czy biurach podróży, perspektywa wykorzystania choćby części urlopu w okresie maj- wrzesień wydaje się mało realna. Przecież wtedy przybywa najwięcej gości- to często jedyny argument dla właściciela hotelu. I z jednej strony trudno mu się dziwić. W sezonie można przecież przyjąć dodatkowych pracowników, lecz czy będą oni przy mniejszym doświadczeniu w pełni reprezentować interesy firmy. Czy przez brak tego doświadczenia, a przede wszystkim niepełne utożsamianie się z firmą (pracują wszak tylko okresowo) nie zniweczą choćby niechcący wysiłków włożonych przez załogę w przygotowanie hotelu do sezonu ?
Zmęczeni pracują gorzej
I tu uwaga i przestroga dla szefów hoteli, uwaga dotycząca ich samych i załóg. Zastanówcie się: kiedy ostatnio spędzaliście urlop w sezonie letnim, kiedy w trakcie dni wolnych wyjeżdżaliście z miejsca stałego zamieszkania ? Wszak pracownik turystyki namawiający innych do wybrania najkorzystniejszej formy wypoczynku, sam powinien także dawać przykład. To teoria, powiedzą niektórzy, a życie jest życiem…
W małych miejscowościach nadmorskich, w których sezon kąpielowy trwa bardzo krótko istnieje grupa mieszkańców zatrudnionych z dziada- pradziada przy obsłudze tego sezonu. To np. właściciele rodzinnych pensjonatów, kwater czy stołówek, którzy… nigdy nie mieli możliwości (nie przewidzieli takiej możliwości), by obserwować sezon od strony klienta. Mogą one uśmiechając się do swoich gości jednocześnie nawet znienawidzić turystykę, nigdy jej nie zrozumieć lub przestać ją rozumieć, a wtedy prosta droga do zachowań rutynowych, braku samokontroli i utraty skuteczności w pracy zawodowej. Nie jest prawdą, że mieszkańcy miejscowości o wybitnych walorach klimatycznych i krajobrazowych nie powinni odpoczywać poza tymi miejscowościami, gdyż przecież… wszystkie dobrodziejstwa mają na miejscu. Wypoczynek to nie tylko wspaniała przyroda, dobry klimat ale zmiana codziennego otoczenia, uwolnienie się od szkodliwych przecież narzuconych i zwyczajowych rytmów powszedniego dnia. To dla spostrzegawczych szansa na… naukę, zdobywanie wiedzy przy umiejętnym podpatrywaniu zachowań innych osób przychodzi bardzo łatwo.
Nie jest możliwe w większości przypadków, by urlop pracownika, zwłaszcza osoby "pierwszego kontaktu" z klientem, wypadł w szczycie sezonu. Trzeba jednak zadbać o to, być w tym okresie mogła przypaść choćby część takiego urlopu. To się po prostu opłaci.
Animatorzy turystyki też powinni podróżować
W wielu krajach organizowane są podróże typu incentive (czyli podróże motywacyjne), jako nagroda za najlepszą pracę dla wybranych pracowników. Są one niekiedy bardziej cenione od podwyżek płac i jednorazowych nagród. Mało jest jeszcze takich podróży w Polsce. Wynika to nie tylko ze słabej kondycji finansowej wielu firm ale chyba z braku przyzwyczajeń ich właścicieli. Takie podróże nie muszą odbywać się w szczycie sezonu, choć wskazane jest by wyjazdy krótsze przypadły właśnie wówczas, gdyż umożliwią przeprowadzenie stosownych obserwacji. A przecież takie inwestowanie w dobrego, kwalifikowanego pracownika opłaca się potrójnie: dowartościowuje personel, integruje załogi i jednocześnie uczy. Podróże typu incentive nie obejmują prawie zupełnie zatrudnionych w polskiej branży turystycznej.
Imprezy typu incentive organizowane dla pracowników turystyki są szczególnie potrzebne i cenne. Powinny być jednak odmienne od podróży organizowanych dla przedstawicieli innych zawodów. To duże prestiżowe wyróżnienie dla pracownika. Należy jednak przestrzec zamawiających takie podróże i ich realizatorów. Imprezy takie nie powinny w swoich programach eksponować warstwy dydaktycznej (choć taka jest szczególnie istotna). Zawodowe treści należy „przemycać” w sposób dyskretny, dzięki czemu będą lepiej przyswajane. Należy stosować takie same zasady, jak w przypadku dobrej wycieczki szkolnej: „uczyć, nie dając poznać, że uczymy”.
Szkolenia i targi nie są podróżą w nagrodę
Praktyka wykazuje, że traktowane bywają jako "nagrodowe" wyjazdy pracowników turystyki na różnorodne szkolenia i targi, których propozycje mnożą się w ostatnich latach, a poziom nie jednokrotnie pozostawia wiele do życzenia. Po prostu organizatorzy niektórych szkoleń traktują je jako ponętny towar. Niektórym pracodawcom jest być może (z różnych powodów) i wygodnie, by takie wyjazdy traktować jako nagrodowe i kierując na nie pracowników nie przekazują im żadnych obowiązków.
Wyjazdy na szkolenia nie są wyjazdami w nagrodę, choć oczywiście są inwestowaniem w rokujących nadzieje pracowników. Jedynym wypoczynkowym aspektem udziału w szkoleniu jest pewna odmiana od realiów codziennego życia. Umiejętnie przygotowany (i to we właściwych proporcjach do treści zasadniczych) program rekreacyjny i kulturalny szkolenia służy integracji i jest elementem programu. Przeładowanie szkoleń wykładami teoretycznymi daje wyniki całkowicie odmienne od zakładanych. Ograniczona percepcja i przemęczenie powoduje osłabienie dyscypliny uczestników i przekreśla efekty. Wyjazd taki powinien być jednak w pełni wykorzystany przez delegowanego i firmę. Osobę kierowaną na szkolenie należy zobowiązać do aktywnej promocji firmy w czasie wyjazdu, a po jego zakończeniu do podzielenia się zdobytą wiedzą z pozostałą załogą.
Bogatsi wiedzą bardziej skuteczni
Choć wycieczka zagraniczna to towar znacznie droższy np. od sera, ale zarówno w nabiałowym sklepie jak i w biurze podróży, klient wymaga od sprzedającego, by ten przekazał mu osobiste refleksje na ten temat. W naszych biurach podróży jest to często niemożliwe i nie dotyczy to tylko pobytów na dalekich Hawajach, ale także w ośrodkach wypoczynkowych odległych o 30 km od biura turystycznego.
Wypoczynek pracowników turystyki, w tym hotelarzy, to temat poruszany zbyt rzadko. A tu sprawdza się stara zasada „pod latarnią najciemniej”. Kiedyś twierdzono, że mieszkaniec wsi nie musi nigdzie wyjeżdżać na urlop, gdyż i tak … mieszka w zdrowym środowisku. Być może tę pozbawioną jakiegokolwiek uzasadnienia myśl, ktoś wykorzysta w stosunku do hotelarzy: nie muszą wyjeżdżać do ośrodka wczasowego, skoro sami w takim pracują !
W PRL władze polskiej turystyki, indagowane w swoim czasie przez „różne instancje”, jednoznacznie sprzeciwiały się pomysłom stworzenia sieci branżowych ośrodków wypoczynkowych dla turystyki (wtedy takie ośrodki miały bardzo liczne branże). Wychodzono wówczas z pobudek czysto demokratycznych: usługodawcy turystyczni powinni wypoczywać łącznie z usługobiorcami. Trzeba powiedzieć, że postąpiono w tym przypadku słusznie.
Ale także wówczas nie mówiło o urlopach ludzi turystyki. Najwyższy czas to zmienić. Wypoczynek powinni organizować wypoczęci i rozumiejący potrzeby gości. Wówczas pewnie mniej bagatelizowanych dotąd pozornych szczegółów nie będzie wpływał na obniżanie ocen tak przecież dobrej i sumiennej pracy.
Jan Paweł Piotrowski



