Stewardesy i stewardzi robią co w ich mocy, by pasażer czuł się dobrze na pokładzie. Kawa, herbata, posiłki, drinki, sklep wolnocłowy, słuchawki, kocyk, a nawet akcesoria do toalety. Ale pasażerowie, korzystając z tych dobrodziejstw, wciąż pożądają czegoś, czego nie ma w ofercie usług. A byliby w stanie zrezygnować z atrakcji, jak wyżej, gdyby tylko udostępniono im… Internet!
.jpg)
Że tak jest w istocie, dowiedli analitycy rynku. Na podstawie m.in. przeprowadzonego przez Honeywell sondażu na 3 tysiącach podróżnych z USA, Wielkiej Brytanii i Singapuru, można wysnuć wniosek, iż 90% latających samolotami za usługę internetową oddałoby któryś z dotychczasowych przywilejów. I tak: 1/3 mogłaby zrezygnować z rozkładanego fotela, 1/4 z wszelkiego rodzaju napojów, są i tacy, którzy bez wahania oddaliby miejsce przy oknie czy w innym ulubionym miejscu – ok. 38%.
Na usługę internetową jest tak wielkie zapotrzebowanie z uwagi na możliwość załatwienia podczas podróży spraw zawodowych, ale i prywatnych. Z danych zamieszczonych na portalu Travolution wynika, iż Amerykanie czas spędzony w samolocie chętniej przeznaczyliby na internetowe kontakty osobiste – 55%, a tylko 22% pasażerów załatwiałoby sprawy związane ze swoja pracą. Ale już inaczej wypada to procentowo, gdy zapytać podróżnych z Anglii czy Singapuru; ci zdecydowanie dowodzili o potrzebie Internetu dla celów służbowych.
Na razie Fly-Net dostępny jest na pokładach niewielu linii lotniczych, podczas rejsów dalekiego zasięgu i to w Pierwszej Klasie lub Klasie Business. W większości natomiast linii i dla większości pasażerów praca z Internetem i surfowanie to wciąż… niebosiężne marzenie!
E.M.



