Tajemnica Wyspy Wielkanocnej

 Jest rok 1722. Dzień Wielkanocny dobiegał końca, kiedy jeden z trzech okrętów holenderskiej ekspedycji odkrył na bezgranicznych wodach Pacyfiku ponurą, robiącą wrażenie bezludnej, wyspę o powierzchni około 85 km2. Otrzymała ona nazwę Wyspy Wielkanocnej i zaliczana jest od tej pory do największych zagadek na Ziemi. Następnego dnia załodze statków ukazał się taki oto widok: tubylcy padali na ziemię przed wschodzącym słońcem i modlili się do swoich bogów. „Bogami” były olbrzymie kamienne figury o ludzkich kształtach i ogromnych twarzach. Wznosiły się one 100 stóp ponad gołą, suchą ziemią. Ich osobliwe twarze miały długie uszy, a głowy przyozdobione były czuprynami z czerwonego kamienia.
    Kiedy ludzie przybyli po raz pierwszy na wyspę, były na niej rzeki, zbiorniki wody słodkiej, palmy i puszcza. Trzcina pokrywała większość jezior powstałych w kraterach wulkanów. Kiedy zapłonął ogień, cała roślinność przepadła. Widocznie pierwsi osadnicy, którzy prawdopodobnie przybyli wraz z legendarnym królem Hotu-Matua ze wschodu, pochodzili z obszaru o wysoko rozwiniętej technice kamienia i umiejętności nadawania olbrzymim blokom skalnym sześciennych, trójkątnych i poligonalnych kształtów. Jest to umiejętność charakterystyczna dla mieszkańców starożytnego Peru.
    Król Hotu-Matua miał rongo-rongo – „mówiące tablice”, które uważane były za święte. Niektóre z nich miały długość do 2 m i pokryte były po obu stronach podobnymi rycinami. Mogły one wyjaśnić tajemnicę pochodzenia mieszkańców wyspy, których dzisiaj uważa się za Polinezyjczyków. Niestety, pewien fanatyczny zakonnik kazał je podpalić podczas swych misji w latach 1864-1868 jako „diabelskie świadectwa”. Tylko nieliczne, popękane tablice znajdują się jeszcze dzisiaj w Muzeum Świata. Niestety, sztuka odczytywania tych tablic wygasła wraz z wyginięciem plemienia, które przybyło na wyspy z głębi Pacyfiku.
    W 1774 roku James Cook odwiedził wyspę. Pisał o tubylcach jako o ludziach „małych, mizernych, bojaźliwych i pomarszczonych”. Natrafił na ślady zabudowy, resztki dawnych brukowanych ulic, gruzy starych urządzeń portowych, ruiny licznych wsi z mocnymi kamiennymi budowlami. Sądził, że wyspę musiała spotkać jakaś okropna katastrofa. Nie mylił się. Ekspedycje, które przybywały na wyspę w późniejszych czasach, potwierdziły to wrażenie. Odkryły one w kraterze wygasłego wulkanu Rano Raraku warsztat kamieniarski, w którym wykonywano gigantyczne twarze figur kamiennych. Dziesiątki tysięcy ton skał wydobyto z wulkanicznego tufu. Dokoła stało lub leżało 150 figur w różnych stadiach obróbki, od małych do mierzących 23 m długości kolosów.
    Około 1100 roku pierwotna kultura Wyspy Wielkanocnej nagle upadła. Dlaczego? Nie wiemy. Kamienne posągi służyły prawdopodobnie oddawaniu czci przodkom. Stworzyli je „długousi” mieszkańcy wyspy, którzy sztucznie wydłużali koniuszki swoich uszu zakładając duże tarcze. Na wyspie pojawił się także kult człowieka-ptaka, który wyrażały przykucnięte figury ludzkie o głowach ptaka i długich zakrzywionych dziobach. W legendach Indian z Peru wspomina się o białoskórych, czerwonowłosych i długouchych ludziach, budujących duże kamienne posągi. Przed wiekami przepadli oni na Pacyfiku, kiedy wypłynęli w trzcinowych łodziach w kierunku zachodzącego słońca.

Marlena Wojtalik

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *