Wakacje, urlopy i wycieczki to przede wszystkim czas rozrywki. A rozrywka ma różnorakie wydania. Jednym z nich jest clubbing – "podróżowanie po klubach".Jakiś czas temu głośno było o brytyjskich turystach, którzy ukochali sobie nasz kulturalny Kraków i zaczęli przyjeżdżać tam na weekendy, organizując ekstremalne wieczory kawalerskie lub po prostu imprezując. Trend utrzymuje się nadal i ogrania cały świat.
Wydawać by się mogło, że to trochę prymitywny sposób poznawania tego, co niesie za sobą turystyka. Bo przecież jest tyle ciekawszych sposobów na zapełnienie wolnych miejsc w kalendarzu. Jednak w clubbingu, oprócz uczestnictwa w imprezach, można doszukać się czegoś głębszego. Ludzie zajmujący się clubbingiem poznają osobliwości życia mieszkańców kraju, do którego przybywają. Ibiza, Majorka, Londyn, ale czasem i Kraków, bo ilekroć wieczorem idzie się po Rynku można odnieść wrażenie, że to miasto nigdy nie zasypia.
Clubbing, jako element turystyki wypoczynkowej z tradycyjnym wypoczynkiem ma mało wspólnego, ale jest godny uwagi, bo daje do myślenia. Pokazuje, jak ludzie chcą się bawić i gdzie chcą to robić. Jeżeli wybiorą akurat nas, to da nam to szansę wyzbycia się narodowych kompleksów i udowadniania sobie na każdym kroku, że trzeba zorganizować wielką imprezę, żeby inni do nas przyjechali, a potem chcieli powrócić.
Anna Jarkiewicz



