Ambasadorzy pracują darmo i skutecznie

Nie chodzi tutaj o członków korpusu dyplomatycznego, których skuteczność oceniają ich przełożeni. 
Chodzi natomiast o „zwykłych” ludzi, którzy mogą zupełnie bezinteresownie pełnić rolę ambasadorów krajów, regionów, miast, firm, produktów. Z takimi osobami nie trzeba podpisywać umów „na ambasadorowanie” czy jak kto woli „ambasadorstwo”.
Wystarczy… realizować inną, niekiedy niepisaną umowę, i świadczyć oferowane towary i usługi na odpowiednim poziomie. Czasami warto wykroczyć ponad standard, oferując np. bezinteresownie swoim klientom bezpłatny uśmiech, a, prowadząc z nimi dialog, dostosowywać swoje usługi do ich potrzeb i oczekiwań. Bywa, że – znając potrzeby klienta – warto zaoferować mu usługę nieco tańszą, niż ta, o którą pyta. To wzbudza zaufanie, które przełoży się z pewnością na kolejne zlecenia i…
… i sprawi, że nasz Klient stanie się nie tylko Drogim Stałym Klientem, ale będzie gotów do przekonywania do nas swoich przyjaciół. Czy będzie to czynił zupełnie bezinteresownie… Może nie do końca, gdyż od swoich rozmówców będzie oczekiwał akceptacji do swojego wyboru „patrzcie, ja potrafię wybrać dobrą, profesjonalną usługę”.      
 
Warto też udzielać usługobiorcom przeróżnych zniżek, co dotyczy zwłaszcza klientów stałych. Bywają też klienci, którzy lubią pochwalić się swoją zaradnością („załatwiłem sobie ulgę”), a jednocześnie podkreślać swoją pozycję („jestem tak ważny, że udzielono mi zniżki”). Trzeba tu zaznaczyć, że w wielu sytuacjach wysokość zniżki może grać mniejszą rolę niż sam fakt jej udzielenia.

W hotelach, restauracjach, miastach, regionach pojawiają też ludzie trochę niezwykli, przedstawiciele nauki, kultury, biznesu. To tzw. osoby opiniotwórcze, których dobra opinia liczy się jeszcze bardziej. Oni też lubią przekazywać innym swoje rekomendacje. Zdarza się dość często, że po latach Czcigodne Uczone Głowy nie pamiętają np. co było tematem kongresu, ale wspominają np. wyjątkowy tort, który podano wieczorem.  

Grają rolę szczegóły. Gdyby jednak, odpukać, tak się zdarzyło, że Ważna Osoba zadławiła się pestką przez niedopatrzenie nie wyjętą z wisienki zdobiącej ów tort, pojawia się zagrożenie, że przez następne 20 lat będzie źle mówić nie tylko o pestce, wisience, torcie, cukierniku, lokalu, organizacji konferencji, mieście, regionie i w ogóle prawie o wszystkim. I już na pewno nie będzie można ją uznać ambasadorem czegokolwiek.
 
Czasami pozyskiwanie ambasadorów naszej firmy może być stosunkowo łatwe. Np. wiedząc, że do naszego hotelu przybędzie małżeństwo Iksińskich z dwojgiem rozkapryszonych dziatek, warto dyskretnie położyć im na łóżeczkach po małym batoniku. Mali
”dyktatorzy” potrafią z pewnością przekonać rodziców do powrotu do naszego hotelu. Czy można ich jednak nazwać ambasadorami, niech rozsądzą Czytelnicy.

Jan Paweł Piotrowski  

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *