
Indonezyjskie służby prowadzą kontrole wobec obcokrajowców pracujących na Bali bez odpowiednich zezwoleń. Podobne problemy od lat obserwowane są także w USA, gdzie polityka migracyjna wpływa na branżę turystyczną i lokalny rynek pracy.
Władze Indonezji nasilają działania wobec cudzoziemców, którzy na Bali prowadzą działalność zawodową bez odpowiednich zezwoleń. Kontrole koncentrują się przede wszystkim w popularnych miejscowościach turystycznych, takich jak Canggu i Ubud, gdzie w ostatnich latach znacząco wzrosła liczba cyfrowych nomadów oraz zagranicznych przedsiębiorców związanych z branżą turystyczną.
Lokalne służby zwracają uwagę, że część obcokrajowców wykorzystuje wizy turystyczne lub inwestorskie do pracy m.in. w mediach społecznościowych, hotelarstwie, marketingu czy usługach wellness. Zdaniem władz zjawisko wpływa na lokalny rynek pracy, ogranicza wpływy podatkowe i zwiększa napięcia społeczne związane z rosnącymi kosztami życia na wyspie.
Podobne dyskusje od lat toczą się również w Stanach Zjednoczonych. Branże takie jak hotelarstwo, gastronomia czy budownictwo w dużym stopniu korzystają tam z pracy migrantów. Zaostrzenie przepisów imigracyjnych często prowadzi do problemów kadrowych i wzrostu kosztów działalności firm obsługujących turystów. Przykładem była Floryda, gdzie po zmianach w prawie część pracowników opuściła stan, co odbiło się na lokalnych przedsiębiorstwach.
Eksperci zwracają uwagę, że popularne kierunki turystyczne coraz częściej muszą szukać równowagi między ochroną lokalnego rynku pracy a utrzymaniem atrakcyjności dla zagranicznych gości i przedsiębiorców. Bali stało się symbolem szerszego globalnego trendu, w którym rozwój pracy zdalnej zaciera granice między turystą, pracownikiem i długoterminowym rezydentem.



