
Miasto, które co roku powinno przyciągać miliony turystów i pielgrzymów, przeżywa turystyczny kryzys. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, gdyż w podobnej sytuacji znajduje się cały palestyński sektor turystyczny.
– W 2015 roku do Palestyny przyjechało 2,2 mln zagranicznych turystów. Zanotowaliśmy zatem 11% spadek w stosunku do 2014 roku (2,5 mln przyjezdnych). To przez kontynuowanie przez Izrael działań wojennych, zwłaszcza w okolicach Świętego Miasta. Coraz mniej gości przyjeżdża do Betlejem na święta Bożego Narodzenia, a także rzadziej się w nim zatrzymują – powiedział w rozmowie z The Media Line Jiries Qumsyieh, specjalista ds. public relations w palestyńskim ministerstwie turystyki.
Konflikt izraelsko-palestyński trwa w zasadzie od momentu powstania państwa żydowskiego na terytorium Palestyny, czyli od 14 maja 1948 roku. Ostatnia eskalacja przemocy miała miejsce w lipcu 2014 roku – główną przyczyną było porwanie i zabójstwo trzech izraelskich nastolatków, a następnie uprowadzenie i zabójstwo palestyńskiego nastolatka Muhammada Abu Chudajra. Zginęło wówczas ponad 1200 cywili.
Zaostrzenie konfliktu w 2014 roku spowodowało drastyczny spadek liczby przyjeżdżających turystów. Rok 2015 był spokojniejszy, nie prowadzono żadnych regularnych działań wojennych. Pojedyncze akty przemocy sprawiły jednak, że Palestyna mimo wszystko nie była najbezpieczniejszym miejscem.
Turyści i pielgrzymi nie przyjeżdżają do Palestyny, gdyż oglądają telewizję, a tam najczęściej pokazywane są drastyczne obrazy – kolejny zamach terrorystyczny, bombardowanie Strefy Gazy, młodzi Palestyńczycy rzucający koktajle Mołotowa oraz izraelscy żołnierze strzelający do nich gumowymi pociskami.
– Ty i ja nie wybralibyśmy się na wakacje do niespokojnego miejsca, prawda? To dlaczego oni mieliby przyjeżdżać do nas – stwierdził w rozmowie telefonicznej z The Media Line Duha Bandak dyrektor Grand Hotel Bethlehem.
– W Nowym Roku, w moim 104-pokojowym hotelu nie było żadnych gości, wszystkie pokoje były puste. W połowie lutego sytuacja poprawiła się nieco – zajętych było 38 pokoi. Na pewno jest gorzej niż w ubiegłym roku. Zwykle o tej porze roku mieliśmy już zarezerwowane pokoje na sześć miesięcy naprzód. Nie możemy powiedzieć, że to dobry sezon. To przede wszystkim wina skomplikowanej sytuacji politycznej. Turyści wiedzą, co się dzieje w Strefie Gazy czy w Tel Avivie i po prostu boją się przyjeżdżać do Betlejem – powiedział Duha Bandak.
– Rok 2015 był okropny, mieliśmy zajętych może 37% pokoi. W tym roku udało nam się jednak zażegnać masowe odwołania dzięki współpracy z agencją Jerusalem’s Eternity Travel, która pozyskuje katolickich pielgrzymów z Polski. Mamy grupową rezerwację od początku marca, lecz to tylko rezerwacja, nikt jej jeszcze nie potwierdził. Tegoroczny luty jest słaby – obłożenie pokoi wynosi ok. 77%, wliczając już w to czarterowych turystów z Polski. To i tak lepszy wynik niż w 2014 roku, kiedy to wszystkie grupy anulowały rezerwację w lutym. Wszystkie – powiedział w rozmowie z The Media Line Issa Hannouneh, manager 90-pokojowego Holy Family Hotel w Betlejem.
– Większość osób myśli, że Palestyna to tylko zniszczona Gaza, a przecież to nieprawda. Mamy Betlejem, które jest małym klejnotem Palestyny – mówi z żalem Bandak. – Mała liczba turystów w Betlejem związana jest pośrednio z mniejszą liczbą turystów przyjeżdżających do Izraela. Izraelczycy mają również puste pokoje, więc najpierw muszą je zapełnić, a dopiero potem mogą mówić „nie ma pustych pokoi, sprawdźcie w Betlejem” – dodaje Bandak.
Małe zainteresowanie przyjazdami do Betlejem spowodowane jest również ostrzeżeniami, zamieszczanymi na portalach podróżniczych oraz stronach biur podróży i rządowych. Najczęściej możemy przeczytać, że, jeśli wybierasz się do Betlejem, to robisz to na własną odpowiedzialność. – Jak my mamy po czymś takim przekonać turystów, że Betlejem jest cichym i pięknym miejscem? – zastanawia się Bandak.
PR, MT



