Ruch hipisowski ukształtował sie około połowy lat 60. ubiegłego wieku. Był odzewem na sytuację polityczną i kulturalną na świecie. Młodzież sprzeciwiała się konsumpcjonizmowi, podważała jurysdykcję władz oraz wyrażała swój gniew wobec klęski wojny w Wietnamie. Ruch hipisowski zrzeszał intelektualistów oraz artystów i niewątpliwie miał wpływ na scenę polityczna. Dzięki temu w szybkim tempie objął znaczną część świata.
Hipisi pragnęli pokazać opinii publicznej, że cały glob stanowi wspólny dom, o który należy dbać. Wyrazem tego przekonania było „życie w drodze”. Rozpoczęli swoja wędrówkę na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych (głównie w San Francisco), skąd dotarli do Europy oraz Australii. Wszędzie, gdzie zawitali powstawały komuny, w których życie miało charakter unikatowy.
Jedną z takich wspólnot stała się Christiania. Miejscem powstania hipisowskiej dzielnicy były opuszczone koszary, zajmujące teren około 40 hektarów. Pomimo że upłynęło juz 40 lat odkąd grupa squatersów postanowiła stworzyć Wolne Miasto na terytorium Kopenhagi, nadal (w dużej mierze) aktualne są tu idee, o które walczył ruch hipisowski.
Christiania to samozwańcze miasto. Według duńskiego prawa jest to dzielnica Kopenhagi, lecz tak niepowtarzalna, że wręcz wypada ją zwiedzić. Wybierając się do tego niezwykłego miejsca, należy pamiętać, że obowiązuje tu zakaz jazdy samochodem. Ograniczenie ruchu drogowego jest przemyślanym zabiegiem. Ma utrudnić niemile widzianej policji, możliwość sprawnego przemieszczania się po terenie Christianii.
To, co najbardziej rzuca się w oczy, to ogromna ilość dzieł ulicznych artystów. Można odnieść wrażenie, że każdy tutaj wyraża się poprzez sztukę. Nie na darmo szukali tu natchnienia wybitni przedstawiciele świata artystycznego. Christiania jest dziełem rąk jej mieszkańców, dzięki temu więzi łączące dość nieliczną populację dzielnicy (około 900 osób) stały się bardzo mocne. Mieszkańcy Wolnego Miasta utożsamiają się z nim do tego stopnia, że w 1994 roku stworzyli własny samorząd oraz walutę, a przede wszystkim zasady, które nie do końca przypadły do gustu rządowi Danii.
Największe kontrowersje do niedawna wzbudzała główna ulica – Pusher Street (Ulica Handlarzy), gdzie na kolorowych straganach można było legalnie kupić miękkie narkotyki. Obecnie dealerzy nie mają już tak dużej swobody. Dostęp do narkotyków jest nieco utrudniony choć nadal można je kupić „spod lady”.
Turystyka i handel narkotykami to dwa źródła dochodów mieszkańców, a zarazem główne problemy. Turyści sprawiają, że Christiania staje się miejscem komercyjnym, a kwitnący narkobiznes zapewne zaważy w przyszłości o losie jej mieszkańców.
Duński rząd nie może pozwolić sobie na pobłażanie w kwestii dostępu do środków odurzających. Przyszłość tej zwariowanej dzielnicy maluje się w szarych barwach. Przedsięwzięto już działania zmierzające do delegalizacji rządu Christiani, a następnie wysiedlenia squatersów i zagospodarowania na nowo jej terytorium. Fenomen tego miejsca polega nie tylko na tym, że jest to ostatnia enklawa ludności „Flower Power”.
To utopijne miasteczko nazywa się w Danii „eksperymentem socjalnym”. Wiele ludzi odnalazło tu szczęście, niestety będzie ono trwało tak długo jak sam eksperyment i żaden z mieszkańców nie będzie miał na to najmniejszego wpływu.
Agnieszka Śmiechowska



