Debata na temat biur podróży – podsumowanie

Jak zabezpieczyć turystów przed problemami związanymi z ogłaszaniem upadłości przez biura turystyczne? Jedyne pewne stwierdzenie, jakie padło w dyskusji to zaostrzenie kryteriów przy wchodzeniu na rynek nowych agencji turystycznych. Debata odbyła się dnia 20 lipca 2012r. z inicjatywy TTG w Warszawie w Hotelu Gromada "Dom Chłopa”, w której udział wzięły osoby profesjonalnie zajmujące się branżą turystyczną.

Spotkanie rozpoczął redaktor Marek Traczyk prezentacją multimedialną, w której zawarte były istotne informacje o tym, kto nadzoruje organizatorów turystycznych (m. in.: Ministerstwo Sportu i Turystyki; UOKiK; Urzędy Marszałkowskie). Ważna jest też wiadomość, co zawiera ustawa o usługach turystycznych, tzn.: biuro turystyczne ma OBOWIĄZEK zapewnienia klientom środków, w razie upadłości przedsiębiorstwa, na pokrycie kosztów: powrotu do kraju, zwrotu zaliczek za niezrealizowane wycieczki, zwrotu części zaliczek, podczas niezrealizowania części wczasów oraz zwrotu pieniędzy za niezrealizowane wycieczki. Wszystko reguluje art. 5 ustawy o usługach turystycznych z dnia 29 sierpnia 1997r., która nakazuje zweryfikowanie kwot minimalnych i stawek procentowych tak, aby dawały klientom możliwość zabezpieczenia ich interesów.

Jako pierwsza w debacie wypowiedziała się Katarzyna Sobierajska z ramienia administracji rządowej. W odpowiedzi na treści zawarte w prezentacji stwierdziła, iż „Nie ma takiego prawa, które uniemożliwiałoby, albo przeciwdziałałoby skutecznie w 100% upadłościom i bankructwom jakichkolwiek firm w jakichkolwiek branżach. To jest zjawisko, które na rynku miało miejsce, ma miejsce i na pewno mieć miejsce będzie w przyszłości”. Dodała również w oparciu o Dyrektywę Unii Europejskiej, że najważniejszym zadaniem jest „ max. zabezpieczenie interesów klientów i konsumentów branży turystycznej, aby na wypadek upadłości były w 100% zabezpieczone”.  Zostało Ew tej wypowiedzi ewidentnie podkreślone, że bankructwa to stały element gospodarki i nie są wcale specjalnością branży turystycznej. Sobierajska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki, jest zwolenniczką wstrzymania się z ewentualnymi zmianami prawa do czasu uchwalenia przez Komisję Europejską dyrektywy 90/314 regulującej zasady, którymi powinien kierować się biznes turystyczny krajów Unii Europejskiej. Wiadomo, że unijne prawo będzie szło w kierunku jeszcze mocniejszej ochrony konsumentów. Tyle, że nikt nie wie, kiedy dyrektywa będzie gotowa. Sprawujący obecnie przewodnictwo w UE Cypr zapowiada, że chciałby za swojej kadencji dokończyć prace nad nią, ale środowisko jest sceptyczne, co do tego.

Poseł Tomasz Górski (PiS), członek sejmowej podkomisji ds. turystyki, wystąpił z bardziej radykalnym postulatem: trzeba natychmiast zmienić ustawę o usługach turystycznych.”Widzę stosunkowo małe zaangażowanie rządu w pomoc branży turystycznej i niestety bardzo niskie dofinansowanie. Turystyka sporą część PKB (…) W trybie pilnym sejm musi odbudować zaufanie klientów wobec biur podróży.” Zapowiedział szybkie rozpoczęcie prac w podkomisji. – Turystyka to ważna gałąź gospodarki, nie może być traktowana tylko, jako dodatek do sportu – dodał.

Z kolei Janusz Piechociński (PSL), zastępca przewodniczącego komisji infrastruktury w Sejmie, apelował o jedność środowiska turystycznego, sugerował, że ta grupa zawodowa powinna przedstawić jednolite stanowisko w sprawie, co i jak chciałaby zmienić w prawie. Na przykład, czy nie należałoby ograniczyć dostępu do wykonywania usług turystyki wyjazdowej? Wskazywał na słabość organizacji środowiskowych, które słaniają się jak bokser na ringu pod ciosami, zamiast walczyć o interesy swoich członków. Jego zdaniem należy liczyć się, że trudne czasy dla turystyki dopiero przyjdą wraz ze słabnięciem polskiej gospodarki. Być może wkrótce zaczną padać linie lotnicze oferujące przeloty czarterowe. „ Mamy nienajlepszą rentowność całego sektora usług turystycznych i uwaga, otoczenia usług, mamy coraz większa niepewność. Tani przewoźnicy – coś się dzieje, czarterowcy – coś się dzieje, wewnętrzny łańcuch dostawców usług turystycznych – coś się dzieje” – mówi poseł. Twierdzi również, że na tym rynku działa mechanizm najniższej ceny, ponieważ dla klientów jest to najważniejsze kryterium.  

W uspokajającym tonie zabrał głos prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki Krzysztof Piątek.  Choć ostatnie upadki biur podróży to przykra sytuacja i nadwątlą one wizerunek branży, to nie należy działać nerwowo i zmieniać gwałtownie ustawy, bo to grozi uchwaleniem złego prawa. Nie można też myśleć o dalszym podnoszeniu gwarancji – to zadusiłoby touroperatorów, którym i tak udaje się już „ledwo utrzymywać głowę nad wodą" Są i pozytywne efekty upadków biur podróży.– Dzięki nagłośnieniu przez media, klienci dowiedzieli się, że są urzędy marszałkowskie, które w razie czego sprawnie zajmą się sprowadzeniem turystów do Polski, że turyści są pod ich opieką, że mają w stu procentach zapewnione bezpieczeństwo – mówił Piątek. I dodawał, że takiej opieki nie mają turyści, którzy wybierają się na wakacje zagraniczne na własną rękę. Piątek pierwszy raz w imieniu swoich członków (głównie duże biura podróży) zadeklarował, że są oni za utworzeniem funduszu, jako drugiego filara zabezpieczenia dla klientów biur podróży. Ale, zastrzegł, to nie może być „kolejny twór urzędniczy", lecz „rozwiązanie lowcostowe".  Zadeklarował, że biura podróży skłonne byłyby płacić do funduszu do 10 złotych od klienta. – Nie przykręcajmy jednak śruby gwarancji, nie zamykajmy drzwi naszym przedsiębiorcom – podkreślał.

 

– Zgadzamy się ze stanowiskiem PZOT – oświadczył Artur Grocholski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Agentów Turystycznych. A wiceprezes tej organizacji Marek Kamiński opowiedział, jak na upadkach biur podróży ucierpieli agenci sprzedający wycieczki – banki na życzenie poszkodowanych klientów zablokowały wpłacone przez nich sumy (w ramach procedury charge back), razem z prowizją agencyjną. – Doszło nawet do tego, że jednej koleżance bank zablokował na koncie sumę kilka razy większą „na poczet ewentualnych roszczeń klientów" – opowiadał. – Agenci nie powinni być karani za upadek biura podróży. Oni swoją usługę – sprzedaż wycieczki – wykonali prawidłowo, powinni więc dostać prowizję – wyjaśniał stanowisko OSAT-u.

Marek Ciechanowski, wiceprezes Izby Turystki Rzeczpospolitej opowiedział się za pozostawieniem obecnego sytemu ochrony klientów, który „można ewentualnie skorygować". Jego organizacja skupiająca małych i średnich touroperatorów, jest niechętna funduszowi. Takie stanowisko zajmuje od lat. Ciechanowski postulował zaostrzenie kryteriów gwarancyjnych dla touroperatorów rozpoczynających dopiero działalność i wprowadzenie zasady, że gwarancję i generalne ubezpieczenie klientów, touroperator powinien wykupić w tej samej firmie ubezpieczeniowej. Wtedy miałaby ona wgląd w jego obroty, a co za tym idzie kontrolowałby go, co chroniłoby przed niezapowiedzianymi upadkami  biur podróży. Zgłosił też pomysł wprowadzenia indywidualnych ubezpieczeń od upadłości dla klientów biur podróży. – Skoro wyjazdy są u nas dobrem luksusowym to trzeba to dobro ubezpieczyć – mówił. Nieobeszło się również bez krytyki UOKiK. Według wiceprezesa urząd ten w sposób jednoznaczny szkodzi branży turystycznej. Sprawa dotyczy głównie krajowego rejestru długów i nieprawdziwych danych w nim zawartych, ponieważ na 7900 podmiotów gospodarczych w tej branży, tylko 5% wykazuje jakiś stopień zadłużenia, a nie 20% jak to podaje krajowy rejestr. W związku z takimi okolicznościami Izba Turystki Rzeczpospolitej domaga się przeprosin i podania prawdziwego stanu rzeczy.

Na temat KRD odezwało się klika głosów krytycznych. A najmocniejszy należał chyba do szefa Instytutu Turystycznego Krzysztofa Łopacińskiego, który stwierdził, że sprawdził w KRD podawaną przez tę instytucję liczbę 446 zadłużonych firm turystycznych i okazało się, że jest ona w rzeczywistości mniejsza o 138.

– Nie czekajmy na dyrektywę, nie  czekajmy na Unię Europejską. Musimy jak najszybciej skoordynować prace i  wypracować kompromis – nawoływała dyrektor ERV w Polsce, firmy specjalizującej się w ubezpieczeniach turystycznych, Beata Kalitowska. Zgodziła się, że nie ma co podnosić bardziej gwarancji ubezpieczeniowych. Trzeba stworzyć dodatkowy fundusz. Zapowiedziała, że środowisko ubezpieczycieli przygotuje projekt ustawy o takim funduszu i podda go pod szeroką dyskusję. Zapewniła, że zostaną uwzględnione w nim zarówno interesy dużych, jak i małych touroperatorów. Celem wszystkich działań jest natomiast stworzenie takiego funduszu, który będzie regulowany przez odrębną ustawę i który będzie operował odrębnymi środkami.  „Nie możemy się kierować tylko prostymi rozwiązaniami typu podwyższanie sum gwarancyjnych – dodaje Pani dyrektor – przecież wiemy, że branża turystyczna jest branżą niskomarżową, narażoną zjawiska typu: różnice kursowe, różnice cen paliw, wybuchy wulkanów i mnóstwo innych, no i kryzys ekonomiczny”.

Natomiast dyrektor Krzysztof Łopaciński odniósł się do projektu Towarzystw Ubezpieczeniowych w innych krajach. Wynika z tego, że otwarcie takiego Towarzystwa jest nie dość, iż bardzo skomplikowane, to w dodatku bardzo kosztowne. Urząd marszałkowski, który kontroluje takie działania powinien przede wszystkim wiedzieć, jakimi środkami dysponuje. Dyrektor podkreślił działanie takich instytucji w innych, europejskich krajach.  Istnieje tam coś takiego, jak zróżnicowany system ubezpieczeń, którego wysokość zależy od różnych czynników tj.: długość trwania na rynku.

W podobnym tonie skomentował te słowa Grzegorz Prądzyński, który również uważa, że powstanie takich towarzystw ubezpieczeniowych jest zarówno skomplikowane, jak i niezmiernie kosztowne.

Paweł Niewiadomski, prezes Polskiej Izby Turystyki, również odrzucił pomysł, by śrubować gwarancje, które muszą zapewnić touroperatorzy na wypadek swojej upadłości. Przypomniał, że w 2009 roku jego organizacja proponowała system dwufilarowy – oprócz gwarancji jeszcze fundusz. Ale „nie było wtedy jedności. Dzisiaj też ITRP nie daje propozycji, jak rozwiązać problem" pełnego zabezpieczenia klientów biur podróży. Dlatego PIT jest za funduszem, zarządzanym niezależnie. – Czy obligatoryjnym, czy fakultatywnym to jest jeszcze do dyskusji – mówił Niewiadomski. Przy okazji przypomniał, że branża turystyczna wpłaca do budżetu państwa, tytułem samego VAT, 800 milionów do miliarda złotych rocznie. Jeśli więc państwo, w skrajnej sytuacji, pokryje część kosztów sprowadzenia klientów upadłego biura podróży z zagranicy, nie jest to wielki wydatek w porównaniu z podatkami jakie płaci branża. – Są nawet kraje, w których państwo wspiera touroperatorów w trudnych momentach, by nie upadły – zwracał uwagę. Odnosząc się do skarg agentów na charge back, zwrócił uwagę, że jest to instytucja stosowana w całej Europie, ale zapowiedział przygotowanie rozwiązania, które „wyłączy agentów z odpowiedzialności". Zgodził się zarazem, że przepisy dotyczące zakładania biur podróży są zbyt liberalne.

Podobnie sądzi Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Niech zakłada sobie firmę turystyczną kto chce, nawet fryzjer, ale niech przedstawi taki biznes plan i zabezpieczenie, które pokażą, że jest do tego przygotowany – mówił.

Podczas spotkania padało wiele głosów, że należy wyjaśnić przyczyny upadku firm turystycznych i ukarać winnych. Przedstawiciele środowiska czują, że aparat państwa nie jest skuteczny w ściganiu naciągaczy i oszustów. Dobitnie stwierdził to prezes Gromady Jan Błoński. – Miały miejsce przekręty gospodarcze, ciągle widać w nich te same osoby. Interesuje mnie działanie prokuratury w tym zakresie. Co w tej sprawie ma do powiedzenia minister sprawiedliwości – pytał. Pomimo tych incydentalnych wypadków ( 3 upadki biur turystycznych) nie zmniejszyła się rażąco ilość kupujących, również przez Internet. Rozsądni klienci wcześniej sprawdzają zagrożenia, jakie mogą ich spotkać w trakcie podróży. Na zakończenie stwierdził, że obecna ustawa sprawdza się w kwestii zabezpieczenia interesów klientów biur podróży. – Wszystko dobrze się skończyło – skwitował historię trzech upadłych ostatnio biur.

A Izabela Stelmańska z mazowieckiego urzędu marszałkowskiego, która zabrała głos na zakończenie, zaapelowała do touroperatorów, by w razie ogłoszenia upadłości jak najbliżej współpracowali z marszałkiem, szczególnie przekazując mu listy klientów, którzy znajdują się za granicą. Problem tkwi w tym, że 20% kwoty wpłacanej na ubezpieczenie klientów może nie wystarczać na pokrycie wszystkich odszkodowań. Powrót do kraju i brak informacji jest dodatkowym utrudnieniem dla klientów.

Inni, wypowiadający się w ramach debaty apelowali o prosty, francuski system, w którym odpowiedzialność tkwi po stronie przyjmującego pieniądze, czyli w tym wypadku agencji turystycznej. W podsumowaniu debaty z konkretów, mogliśmy otrzymać jedynie, iż 3 touroperatorów jest tak naprawde niewielkim procentem tej branży i nie mammy, jako potencjalni klienci, się niczego obawiać.

Izabela Micuda

 

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *