Lepszy rydz, niż nic?

Kolonie są dla dzieci czasem odpoczynku, lecz przede wszystkim okazją do zmiany otoczenia, klimatu, rytmu dnia oraz diety. Pożywienie, owszem, zmienia się. Problem tkwi w tym, że na gorsze.

Zbyt małe porcje, monotematyczne posiłki, niespójność oficjalnego jadłospisu z podawanym pożywieniem – to główne zarzuty wysuwane pod adresem właścicieli pensjonatów. Ci nie widzą jednak problemu, a po interwencjach wizytującego kolonie kuratora, sytuacja ulega poprawie jedynie na okres 2-3 dni. Taki stan rzeczy sprawia, że posiłki wydają się tylko niepotrzebnym punktem harmonogramu dnia. Dzieci i wychowawcy niejednokrotnie zmuszeni są do dojadania w przerwach między posiłkami, bo jakość podanych potraw skutecznie zniechęca do spróbowania czegokolwiek.
Na tym problemy się jednak nie kończą. Niedomyte sztućce i naczynia, brak soli, pieprzu i cukru na stole, wymyślne nazwy potraw w menu (by odpowiednio wyglądały w raporcie przesyłanym do kuratorium) to tylko wierzchołek góry lodowej. Trudno także przejść obojętnie obok faktu, że każdy posiłek jest sumą dwóch poprzednich. Najbardziej przeraża jednak fakt, że właściciele ośrodków wypoczynkowych bez skrupułów, starają się zarobić kosztem dzieci…

Nikodem Chudzik

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *